— Halo! — zawołała, przykładając dłonie do ust. — Ahoj! Słyszycie mnie?
Biały mundur się nie poruszył, nie rozległ się żaden dźwięk.
— Musicie przekazać komuś wiadomość ode mnie! — wrzasnęła, lecz orkiestra rozpoczęła walca. Głos Joanny zniknął w dźwięku skrzypiec i pianina.
Uświadomiła sobie, że jej nie słyszą. Musi rzucić im notatkę. Sięgnęła ręką do kieszeni, aby wydobyć długopis i kartkę, lecz tylko wiadomość od mężczyzny z wąsami. Nie miała nawet ołówka.
— Zaczekajcie! — zawołała w stronę łodzi. — Jeszcze moment! — Pobiegła do tylnych schodów, a następnie na dół, do biblioteki na pokładzie z promenadą. Przez cały czas modliła się, aby woda nie dotarła jeszcze tak wysoko.
Nie dotarła. Sala biblioteki okazała się zupełnie pusta, a lampy z żółtymi kloszami wciąż się paliły na biurkach. Joanna chwyciła kartkę papieru ze stojaka, zanurzyła pióro w kałamarzu i nabazgrała: „Richard, doświadczenia graniczne to wezwanie o pomoc, wysyłane przez umierający mózg…”
— Co się dzieje? — spytał ktoś. Joanna podniosła wzrok. Greg Menotti. Miał na sobie szorty do biegania i koszulkę Nike. — Ktoś mi powiedział, że statek tonie — roześmiał się.
— To prawda. — Joanna powróciła do pisania: „…i musisz się dowiedzieć, który neuromediator stara się on uaktywnić”. Podpisała się pod spodem, chwyciła papier i pobiegła na pokład.
— Nie rozumiem. — Greg truchtał obok niej. — Jest niezatapialny.
Joanna wychyliła się za reling.
— Ahoj! — wrzasnęła w ciemności, wymachując kartką. — Tam, na łodzi!
Cisza. W oddali nie było już widać białej sylwetki. Wszędzie panował nieprzenikniony mrok.
Cofnęła się i popędziła do holu pierwszej klasy.
— To niemożliwe, aby tonął — sprzeciwił się Greg, biegnąc za nią.
Szarpnięciem otworzyła zdobione witrażem drzwi do holu.
— Skoro tonie — sapnął Greg — to powinniśmy wsiąść do jednej z łodzi.
Podbiegła do wyłożonego lustrami, mahoniowego baru.
— Wszystkie łodzie opuszczono na wodę.
— To niemożliwe — wydyszał, trzymając się za ramię. — Musi istnieć jakiś sposób ucieczki ze statku.
— Nie istnieje — odparła i sięgnęła po butelkę wina.
Złapał ją za nadgarstek.
— Trzy razy w tygodniu ćwiczę na siłowni!
— To bez znaczenia. Titanic ma szesnaście wodoszczelnych przedziałów i najnowsze zabezpieczenia, a to i tak nic nie pomoże. Góra lodowa wbiła się w jego bok i… — Przypomniała sobie swoją bluzkę i wąską strużkę krwi.
— To nie wygląda na bardzo poważne rozdarcie — skomentowała Maisie, przyglądając się rysunkowi Titanica. Rzeczywiście, uszkodzenie nie sprawiało wrażenia groźnego, lecz pod pokładem, wewnątrz statku, woda wlewała się do wodoszczelnych przedziałów, zalewała maszynownię, klatkę piersiową i płuca.
— Czy to coś poważnego? — spytał kapitan Smith, a architekt potrząsnął głową.
— Przecięcie aorty.
— Co jest? — Greg puścił jej nadgarstek. — Co się stało?
— Nic — odparła, myśląc, że musi przekazać Richardowi wiadomość. — Nie mam czym otworzyć butelki.
— Szkoda czasu. Musimy się dostać na pokład łodziowy — stwierdził, a jego twarz przybrała zdenerwowany, spanikowany wyraz, taki sam, jaki Joanna widziała na obliczu chłopaka w kurtce, kiedy się do niej odwracał…
— Najpierw zajmę się tym — uparła się Joanna i zaczęła otwierać szuflady, grzebiąc w sztućcach.
— Znalazłem coś takiego — stwierdził Greg i wyciągnął do niej nóż. Nóż. Miał nóż. Kiedy jednak spojrzała w dół, nie dostrzegła go. Dlatego że już zniknął w jej ciele. „Mamy tutaj ranę kłutą”, stwierdził rezydent. „Sprawdźcie jej zgodność krzyżową”. Ale było już za późno. Pod pokładem narastał ryk, w kajutach pasażerskich i na schodach pojawiła się woda, zalewając kotły i przejścia. Wszystko znikało pod wodą.
— Daj mi to — przykazał Greg i wyciągnął butelkę z jej dłoni. Niezdarnie wydłubał korek czubkiem ostrza. Wino rozlało się na kwiecisty dywan, barwiąc go na ciemnoczerwone, wsiąkając w niego, w sweter Joanny i w kitel Vielle.
— Mamy tutaj ranę kłutą — odezwał się rezydent do Vielle, lecz to nie była krew pielęgniarki, tylko Joanny. Oparła się o bar, trzymając za bok.
Greg pochylił się nad nią, wyciągając przed siebie otwartą butelkę.
— Czy możemy już iść na pokład łodziowy? — spytał.
Wszystkie łodzie opuszczono na wodę, pomyślała, wpatrując się tępo w butelkę. Nie ma drogi ucieczki.
— Idę — oświadczył Greg i wsunął butelkę w jej bezwładną rękę. — Na drugiej burcie na pewno zostały jakieś łodzie. Niemożliwe, aby wszystkie odpłynęły.
Ale to prawda. Joanna przyglądała się, jak Greg odbiega. To je jestem tonącym statkiem. Umieram, zamyśliła się. Zabił mnie, zanim zdążyłam powiedzieć Richardowi. Przypomniała sobie, do czego potrzebowała butelki.
Chciała wysłać wiadomość, lecz nie miała takiej możliwości. Zmarli nie mogą przesyłać wiadomości z tamtego świata, wbrew temu, co twierdzi pan Mandrake, wbrew nadnaturalnym informacjom pani Davenport. Była zbyt daleko. Mimo to Joanna wstała i wylała wino na dywan, wpatrując się w ciemną, powiększającą się plamę. Zwinęła kartkę papieru firmowego linii White Star i wsunęła ją do butelki, którą zakorkowała, a następnie odkorkowała i dołożyła do środka notatkę do siostry pana Rogersa.
Wspięła się tylnymi schodami na pokład łodziowy. Wolną ręką musiała chwytać się poręczy, gdyż schody zdążyły się już przechylić. Podeszła do relingu i rzuciła butelkę w wodę, najdalej jak potrafiła, aby nie zahaczyć o żaden z niższych pokładów. Usiłowała dosłyszeć plusk, lecz nie rozległ się żaden dźwięk. Wspięła się na palce i wychyliła daleko, wpatrując w czarną pustkę, nie widząc wody ani świateł Californian, tylko ciemność.
— SOS — wymamrotała. — SOS.
Rozdział 41
„O Chryste, przybywaj szybko!”
Richard wyświetlił analizę neuromediatorów z pierwszej sesji Joanny i pobieżnie przejrzał listę danych. Brak theta-asparcyny, która nie występowała też w żadnym z eksperymentów z udziałem pana Sage’a.
Otworzył plik z informacjami z drugiej sesji. Również brak theta-asparcyny. Nie jest ona inhibitorem endorfiny, lecz może wpływać na indeks lateralizacyjny oraz stymulację płata skroniowego. Doktor Jamison powiedziała, że dysponuje opracowaniem na temat najnowszych wyników badań, związanych z theta-asparcyną. Richard był ciekaw, czy lekarka wróciła już do gabinetu.
Zerknął na zegarek. Dochodziła druga. Jeśli doktor Jamison nie zadzwoni w ciągu najbliższych piętnastu minut, nie będzie mógł spotkać się z nią aż do zakończenia sesji pani Troudtheim. Nie był z tego zadowolony, gdyż chciał wcześniej wiedzieć, czy krótkotrwałość sesji nie wynika z dawkowania dithetaminy, tylko z theta-asparcyny.
Wyświetlił informacje o trzeciej sesji i z frustracją wpatrywał się w ekran. Komputer wyraźnie wskazywał obecność theta-asparcyny, a Joanna znajdowała się w fazie doświadczeń granicznych przez — Richard sprawdził dokładny odczyt czasu — trzy minuty i jedenaście sekund.