Выбрать главу

Pomyślał, że w ten sposób znalazł się w punkcie wyjścia. Przeglądanie wyników kolejnej sesji nie miało sensu. Ponownie otworzył plik z analizami sesji Joanny i pani Troudtheim, poszukując różnic, które mógł przeoczyć, lecz na innych skanach odnotowano obecność wszystkich pozostałych neuromediatorów, łącznie z kortyzolem.

Czy to możliwe, że kortyzol samodzielnie przerywał doświadczenia graniczne? Występował podczas innych sesji, lecz tylko u pani Tanaki pojawiły się tak wysokie odczyty. Jeśli pani Troudtheim miała niższy próg doświadczeń granicznych, możliwe że potrzeba było mniej kortyzolu, aby osłabić działanie endorfin. Richard postanowił, że spyta o to panią Jamison.

Tylko gdzie ona była? I gdzie się podziewała Joanna? Tish mogła się zjawić lada chwila, aby przygotować wszystko do sesji, a miał nadzieję, że Joanna przyjdzie nieco wcześniej i wyjaśni mu kilka spraw związanych z ostatnim eksperymentem. Podobno miała wrażenie, że pan Briarley nie żyje, co niewątpliwie stanowiło kolejny objaw poczucia istotnej wagi wizji, lecz w rzeczywistości było jedynie umiarkowanym przejawem aktywności płata skroniowego w rejonie szczeliny Sylwiusza.

Ponownie zerknął na zegarek. Może powinien zatelefonować do doktor Jamison. Powiedziała, że prześle mu wiadomość na pager, kiedy wróci do gabinetu.

Nagle uświadomił sobie, że przecież wyłączył pager, aby pan Mandrake nie mógł się z nim skontaktować. Nic dziwnego, że doktor Jamison nie przesłała mu wiadomości. Natychmiast wyciągnął pager z kieszeni fartucha i go uruchomił. Urządzenie od razu zapiszczało. Podniósł słuchawkę, żeby zadzwonić do centrali.

— Panie doktorze! — krzyknął ktoś za drzwiami i do pokoju wdarła się młoda kobieta o hiszpańskiej urodzie, ubrana w różowy fartuch. — Czy pan doktor Wright? — wydyszała i złapała się za bok. Na kitlu miała plamy krwi.

— Tak — potwierdził, rzucił słuchawkę i podszedł szybko do pielęgniarki. — Co się stało? Jest pani ranna?

Pokręciła głową.

— Biegłam… — wysapała. — Mam na imię Nina. Siostra Howard… To nagły wypadek. Musi pan natychmiast zejść na oddział nagłych wypadków.

Przyszło mu do głowy, że Vielle jest ranna.

— Przysłała panią doktor Lander?

Pokręciła głową, wciąż próbując złapać oddech.

— Doktor Lander… Przysłała mnie siostra Howard. Musi pan natychmiast przyjść!

Na pewno chodzi o Maisie. Znowu ją reanimowano.

— Coś się stało Maisie Nellis?

— Nie! — zaprzeczyła zrezygnowana Nina. — To w związku z doktor Lander. Siostra Howard kazała panu przekazać, że chodzi o nagły wypadek.

Złapał ją za ramiona.

— Co się stało doktor Lander? Jest ranna? — Nina załkała. — Jest na oddziale nagłych wypadków? — Richard wybiegł i skierował się do windy. Zaczął gwałtownie wciskać przycisk windy.

— Na oddział wszedł jakiś facet — wyjaśniała pośpiesznie Nina, podążając za Richardem. — Pewnie się nafaszerował rogue, bo nagle wyciągnął nóż…

Richard wciskał przycisk raz za razem. Spojrzał na numery pięter nad drzwiami. Kabina znajdowała się na parterze. Zrezygnował z dalszego oczekiwania i rzucił się w stronę schodów. Nina nie odstępowała go ani o krok i wciąż trzymała się za bok.

— … i potem nie wiem, co się stało — opowiadała. — Wszystko przebiegało tak szybko.

— Doktor Lander jest ciężko ranna? — spytał krótko Richard, wbiegając na klatkę schodową.

— Sama nie wiem. Wszędzie było pełno krwi. Ochroniarz, zastrzelił tego faceta.

Po schodach, przez łącznik między skrzydłami, przez internę.

— Siostra Howard kazała pana zawiadomić przez pager, ale pan nie odbierał, więc wysłała mnie do pana. Śpieszyłam się, jak mogłam, ale pomyliłam skrzydła…

Na środku korytarza stała metalowa drabina, a przed nią rozciągała się żółta taśma.

— Nie przejdziemy tędy — odezwała się Nina. Richard zerwał taśmę i przebiegł pod drabiną, lawirując między wiadrami i rozpryskując kropelki farby.

— Nie wolno przechodzić pod drabiną — pisnęła Nina. — To przynosi pecha. — Wpadli na schody dla personelu, zbiegli na parter i popędzili korytarzem. A jeśli Joannę zabrano już na górę na OIOM?

Richard gwałtownie otworzył boczne drzwi i znalazł się na oddziale nagłych wypadków. Wszędzie była policja, a z zewnątrz dobiegało coraz głośniejsze wycie syren. Przy drzwiach stało dwóch czarnych funkcjonariuszy, jakiś policjant rozmawiał z mężczyzną w różowym fartuchu, a jeszcze dwóch klęczało na podłodze przy biurku, obok leżącego ciała.

Tylko nie Joanna, błagał w myślach. Tylko nie ona. Na pewno jest w jednej z sal. Ruszył przez środek oddziału. Widząc to, ochroniarz podniósł broń, a policjant stanął Richardowi na drodze.

— Tam nie wolno wchodzić.

— To doktor Wright — pośpiesznie wyjaśniła Nina. — Wysłała mnie po niego siostra Howard. — Funkcjonariusz skinął głową i się cofnął, a Nina szybko zaprowadziła Richarda do jednej z sal.

Nie miał pojęcia, czego się spodziewać w środku. Mógł ujrzeć Joannę, siedzącą na stole do badań w oczekiwaniu, aż pielęgniarka zabandażuje jej zszytą rękę. Na jego widok uśmiechnęłaby się nieśmiało. Mógł też usłyszeć hałas, ujrzeć pielęgniarki pośpiesznie rozwieszające torby z krwią, układające przewody, lekarzy wykrzykujących polecenia. Oraz Vielle, odchodzącą na moment od stołu stołu, aby opowiedzieć mu, w jakim stanie jest Joanna. „Wyjdzie z tego”, wyjaśniłaby mu.

Nie spodziewał się jednak, że zobaczy kilkanaście osób w zakrwawionych kombinezonach i rękawiczkach, odchodzących od stołu, wstrząśniętych i milczących, stojących w kompletnej ciszy, zakłóconej wyłącznie przez jednostajny pisk urządzenia monitorującego pracę serca.

Nie sądził, że ujrzy rezydenta, oddającego pielęgniarce elektrody i kręcącego głową, ani też Vielle, kurczowo trzymającą białą jak kreda dłoń Joanny i wykrzykującą z łkaniem: „Nie, to niemożliwe! Trzeba strzelić jeszcze raz!” Chłodna, zawsze trzeźwo myśląca Vielle pogrążona w rozpaczy, wrzeszcząca: „Zróbcie coś! Zróbcie coś!”

Rezydent zdjął maskę.

— To nie ma sensu. Nie mogliśmy jej uratować.

Nie mogliśmy jej uratować. Richard dopiero teraz spojrzał na Joannę. Leżała z kasztanowymi włosami rozrzuconymi wokół głowy, jak Amelia Tanaka, zmatowiałymi od krwi. Ciemnoczerwona krew wyraźnie się odznaczała na zbielałych ustach, na szyi, na klatce piersiowej, wszędzie.

W ustach trzymała rurkę do udrażniania dróg oddechowych, także pokrytą krwią. Miała otwarte oczy, zapatrzone w nicość.

— Przyprowadziłam doktora Wrighta — odezwała się głucho Nina, zakłócając ciszę. Rezydent odwrócił się w jego stronę z poważnym wyrazem twarzy.

— Przykro mi, panie doktorze. Obawiam się, że ona nie żyje.

— Nie żyje — powtórzył ogłupiały Richard. Rezydent się nie mylił. Nie żyła. Jej ciało o śnieżnobiałej skórze i niewidzących oczach było puste, porzucone. Joanna odeszła.

Odeszła. Przeszła przez tunel i wkroczyła do przejścia, gdzie spod drzwi dobiegało złote światło. Na pokładzie kręcili się pasażerowie w koszulach nocnych, głośno dyskutując, co się mogło stać. Magazyn pocztowy był już częściowo zalany wodą, podobnie jak kotłownie. Woda docierała na pokład D, statek zaczynał się przechylać. „Jeśli statek zacznie tonąć”, powiedziała kiedyś Joanna, z oczyma ukrytymi pod maską, po omacku wyszukując jego dłoń, „obiecaj mi, że przyjdziesz i mnie uratujesz”.