Richard wytrzymał dwa dni z włączonym pagerem. Carla z onkologii zadzwoniła, aby mu polecić cudowną książkę Jak radzić sobie z tragedią w miejscu pracy. Odezwała się też doktor Ainsworth i funkcjonariusz policji.
— Zadam panu kilka pytań — oświadczył. — Musimy uzupełnić akta sprawy. Czy był pan świadkiem całego zajścia?
— Nie. Znajdowałem się gdzie indziej. — W biurach linii White Star w Nowym Jorku, i byłem zbyt głupi, aby odróżnić budynek od statku, zmarnowałem czas i się spóźniłem.
— Najmocniej przepraszam. Poinformowano mnie, że widział pan to zdarzenie.
— Nie.
Policjant odłożył słuchawkę, a Richard wyciągnął wtyczkę przewodu telefonicznego i wyłączył pager. To tylko pogorszyło sytuację. Nie mogąc się dodzwonić, ludzie zaczęli do niego przychodzić osobiście. Eileen z interny przyniosła mu cudowną książkę Poradnik dla powracających do zdrowia, a Maureen z radiologii ofiarowała mu Dziewięć kroków do podźwignięcia się z osobistej tragedii. Przyszła jeszcze doktor Jamison.
Ona również przydźwigała książkę. Richard podejrzewał, że to Żałoba dla początkujących, lecz się mylił. Było to pismo medyczne.
— To jest opracowanie, o którym wspominałam przez telefon. Przekonałam się, że skupienie się na pracy to najlepszy sposób na pogodzenie się z utratą bliskiej osoby. — Wyciągnęła pismo w jego stronę. — To artykuł autorstwa Barstowa i Skala. Badali asparaginian endorfiny oraz theta-asparcynę…
— Badania zostały wstrzymane.
Przybrała denerwująco życzliwy wyraz twarzy.
— Rozumiem, jak się pan czuje, ale w przeciągu tygodnia lub dwóch…
Zostawiła pismo na biurku. Richard zamknął za nią drzwi, lecz i to nie powstrzymało innych. Tara z położniczo-ginekologicznego zapukała nieśmiało, a potem otworzyła drzwi, jakby był jedną z jej pacjentek. Lekarz-rezydent, który miał wówczas dyżur na oddziale nagłych wypadków, wcale nie zastukał.
— Sądziłem, że chciałby pan poznać wyniki sekcji. — Przez długą, koszmarną chwilę Richard spodziewał się, że usłyszy: „W jej płucach znaleziono wodę”.
— Przyczyną śmierci był ostry krwotok, prowadzący do gwałtownego zmniejszenia objętości krwi krążącej. Nóż wyjątkowo pechowo przeciął aortę. W dziewięćdziesięciu dziewięciu wypadkach na sto nóż zatrzymuje się na żebrze, a w najgorszym wypadku przebija płuco. Po prostu znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
Machnął kartką papieru.
— Wykrwawiła się w niecałe dwie minuty. Nikt nie mógł nic zrobić.
Richard pomyślał, że mógł trzymać włączony pager. Mógł też rozpocząć sesję dwie minuty wcześniej. Wówczas zdążyłby na Titanica.
— Mamy też wyniki Calingi — zakomunikował rezydent.
Calinga? To pewnie ten nastolatek. Richard nie słyszał dotąd jego nazwiska.
— Nafaszerował się taką ilością rogue, że można by nią zabić słonia. — Lekarz pokręcił głową. — Szesnaście lat. — Zamknął teczkę. — Tak czy owak, pomyślałem, że chciałby pan wiedzieć, że doktor Lander nie cierpiała. — Podszedł do drzwi. — Straciła przytomność w niecałą minutę. Pewnie nie miała nawet czasu, aby uświadomić sobie, co się dzieje.
Po południu zjawiła się Vielle.
— Przyszłam… — zaczęła i zawahała się.
— Ofiarować mi egzemplarz Opłakiwania dla opornych? — podsunął gorzko Richard.
— Wiem, co masz na myśli — odparła. — Doktor Chaffey podarował mi Jak sobie poradzić ze śmiercią kolegi. Kolegi! — Wyglądała tak, jakby również nie dotarła do domu. Wciąż miała na sobie ten sam ciemnoniebieski kombinezon i czepek chirurgiczny. Jej oczy były czerwone, zapuchnięte i podkrążone, wyglądały jak podbite. Dłoń i rękę miała zabandażowane.
— Człowiek myśli, że nie może być gorzej, a potem dzieje się coś takiego.
— Tak… — potwierdził i podsunął jej krzesło. Osunęła się na nie bezwładnie.
— Przyszłam, bo… Wciąż widzę ją na oddziale i nie mogę przestać myśleć o tym, przez co musiała ostatnio przechodzić… Przywieźli do nas faceta z zawałem serca. Joanna z nim rozmawiała, a zanim zmarł, powiedział: „Za daleko dla niej”. Wierzyła, że w ten sposób chciał jej coś przekazać, wciąż o tym mówiła, a potem… — Podniosła wzrok na Richarda. — Wiem, że to zabrzmi, jakby mi trochę odbiło, ale tak się czuję. Wciąż widzę, jak ona do mnie biegnie, a on się odwraca z nożem… — Richard uświadomił sobie, że Vielle nie może mieć na sobie tego samego kombinezonu. Tamten był cały zbryzgany krwią.
— Ja tylko stałam nieruchomo. — Vielle wpatrywała się przed siebie. — Nie zrobiłam nic. Powinnam była…
— Co? — spytał Richard. — Postarać się go powstrzymać? Nafaszerował się rogue.
— Mogłam ją ostrzec. Gdybym krzyknęła, zabroniła jej podchodzić bliżej… Nawet jej nie zauważyłam, dopóki nie stanęła obok niego. Wpatrywałam się w nóż, który ściskał w dłoni, a gdy ją zobaczyłam… Po prostu wbiła się w ostrze…
Richard się zamyślił. Dlaczego nie widziała, co się dzieje? Dlaczego nie zwróciła uwagi na wymuszoną ciszę, na ich przestraszone twarze?
Vielle wydmuchała nos.
— Zresztą nieważne. Wciąż odtwarzam wszystko w pamięci, to co… i muszę cię spytać, chociaż to dziwnie zabrzmi. Kiedy Joanna poddawała się eksperymentom, co wtedy widziała?
Utkwił w niej wzrok.
— Czy zobaczyła Titanica? — naciskała Vielle, a zanim zdążył odpowiedzieć, dodała płaczliwie: — Pytam, bo zadawała mi te wszystkie pytania dotyczące filmu, zwłaszcza jednej sceny, a gdy zainteresowałam się, dlaczego nie może go sobie wypożyczyć i obejrzeć jeszcze raz, odparła, że to nie wchodzi w grę. Wczoraj Kit powiedziała mi, że Joanna prosiła ją o wynajdywanie rozmaitych informacji o Titanicu, i przez kilka ostatnich tygodni sprawiała wrażenie zaaferowanej i przejętej… Właśnie to ujrzała w swoich doświadczeniach granicznych? Titanica?
— Tak — potwierdził i ujrzał, jak jej twarz tężeje ze zgrozy.
— Wiedziałam — szepnęła. — O Boże, a jak tam stałam… Ja…
— To nie twoja wina. Wszystko przeze mnie.
— Nie rozumiesz — sprzeciwiła się z bólem. — Chciała, żebym przeniosła się na pediatrię. — Wstała. — Mówiła, że nagłe wypadki to niebezpieczny oddział. Niebezpieczny!
Wyciągnął do niej rękę.
— Vielle, posłuchaj mnie. To nie była twoja wina. Wyłączyłem pager. To ja…
Ze złością pokręciła głową.
— Gdybym jej posłuchała, w ogóle nie przyszłaby na oddział nagłych wypadków. Zeszła, żeby porozmawiać ze mną o wieczorze smakołyków, o głupim filmie! — Vielle wybiegła z pokoju i popędziła korytarzem.
— Vielle, zaczekaj! — Rzucił się za nią, lecz zdążyła już zniknąć w windzie.
Niecierpliwie wcisnął „dół” i otworzyły się drzwi drugiej windy.
— Och, świetnie się składa — uradowała się kobieta w średnim wieku, ubrana w zieloną sukienkę. — Nazywam się Sally Zimnerman, jestem z chirurgii. Chciałam to panu podrzucić. — Wyciągnęła przed siebie książkę. Na pomarańczowo-żółtej okładce widniał tytuł: Osiem rad po stracie bliskiej osoby. — To naprawdę pomaga. Znajdzie pan tu rozmaite ćwiczenia na czas żałoby i porady dla osamotnionych.
— Człowiek myśli, że nie może być gorzej — mruknął Richard.
— O tym też tu jest — przytaknęła, wyciągając książkę z jego rąk i wertując ją uważnie. — Proszę bardzo. „Jak powiększyć swój iloraz nadziei”.