Выбрать главу

Następnego dnia przyszedł pan Wojakowski.

— Przepraszam, że tak od razu zacząłem mówić o Joannie. Nikt mnie nie poinformował, co się zdarzyło. — Potrząsnął głową. — Odeszła tak po prostu. Nie sposób do tego przywyknąć. W jednej chwili ktoś stoi obok, na pokładzie artyleryjskim, a zaraz potem odchodzi. Bucky Tobias, mój towarzysz z kajuty. Dziewiętnastolatek. „Myślisz, że Japonce wiedzą, gdzie jesteśmy?”, spytał mnie, a dziesięć sekund później trach! Połowa pokładu wyparowuje. Słyszałem, że był nafaszerowany narkotykami. — Richard z początku sądził, że pan Wojakowski ma na myśli swojego towarzysza broni. — Szesnaście lat. — Pan Wojakowski nie mógł się otrząsnąć. — Straszna szkoda. Tego samego dnia spotkałem ją na internie, szukała pana.

— Szukała mnie? — spytał Richard i poczuł ukłucie w boku, jakby ktoś go dźgnął nożem.

— Tak, a bez względu na to, po co chciała pana znaleźć, to musiało być coś ważnego. Właściwie po mnie przebiegła. Spytałem, czy zagrali sygnał do boju, tak szybko pędziła.

— Kiedy to się stało? — spytał stanowczo Richard.

— W poniedziałek rano. Przyszedłem w odwiedziny do przyjaciela, miał zawał, kiedy tańczył. Wcześniej byłem na tych nudnych badaniach słuchu.

— O której pan ją spotkał?

— Zaraz, zaraz… — Podrapał się w policzek. — Pewnie koło pierwszej. Przyszedłem zaraz po sesji w ośrodku leczenia artretyzmu, a ona trwa od jedenastej do za piętnaście pierwsza.

Pierwsza. Musiała właśnie iść na oddział nagłych wypadków.

— Powiedziała panu, że mnie szuka?

— Tak, stwierdziła, że musi pana natychmiast znaleźć, więc nie ma czasu rozmawiać.

Joanna wcale nie szukała Vielle. Szukała jego. Musi o tym powiedzieć Vielle, żeby nie miała poczucia winy. Przynajmniej tyle mógł dla niej zrobić.

— Wpadłem tylko po to, aby powiedzieć, jak bardzo mi przykro — oświadczył pan Wojakowski, sięgając po kapelusz. — To była świetna dziewczyna. Przypominała mi pewną pielęgniarkę z marynarki wojennej, z którą się spotykałem w Honolulu. Śliczna jak marzenie. Zginęła pod Tarawą. Japonce zatopili transportowiec, którym płynęła do domu.

Kiedy tylko pan Wojakowski sobie poszedł, Richard podłączył telefon i zadzwonił na oddział nagłych wypadków. Nie zastał Vielle, więc przesłał jej wiadomość na pager, a potem siedział przy telefonie, czekając, aż się odezwie. Vielle nie zadzwoniła, w przeciwieństwie do pani Brightman oraz dawnego kolegi, z którym kiedyś dzielił pokój.

— Właśnie oglądałem CNN — bez zbędnych wstępów oświadczył Davis. — Co to za cholerny szpital, w którym pracujesz? Znałeś tę kobietę, jak jej tam, Lander?

— Tak.

— Ale tobie nic się nie stało? — spytał retorycznie Davis.

Richard zastanawiał się, co powiedziałby jego kolega, gdyby usłyszał, że jednak coś mu się stało. Albo że doświadczenia graniczne to nie halucynacje wywołane stymulacją płata skroniowego, tylko rzeczywistość. Richard potrafił przewidzieć jego reakcję. „Chyba nie mówisz tego poważnie!”. Albo: „Najpierw Foxx, a teraz ty? Wiedziałem, że to wirus!” Albo: „Zadzwoniłeś już do Stara«? Niech ci zapłacą przynajmniej za wyłączność. Będziesz potrzebował pieniędzy, skoro wylatujesz z roboty”.

— Nic mi nie jest — stwierdził Richard.

— Na pewno? — upewniał się Davis, a w jego głosie dawało się wyczuć szczerą troskę.

— Tak — odparł Richard i poszedł na oddział nagłych wypadków, żeby porozmawiać z Vielle. Usunięto żółtą taśmę policyjną, lecz przy wszystkich drzwiach stali funkcjonariusze. Przed wpuszczeniem Richarda sprawdzili jego identyfikator i nazwisko na liście w komputerze. Vielle stała przy recepcji, zabandażowaną ręką sporządzając jakiś wykres.

— To nie była twoja wina — zaczął Richard. — To nie ciebie szukała i nie chciała porozmawiać o wieczorze smakołyków. Chciała znaleźć mnie.

— Ciebie? — spytała głucho. — Przecież nie byłeś…

— Powiedziałem jej, że idę porozmawiać z doktor Jamison.

— A doktor Jamison była tutaj chwilę wcześniej — dokończyła Vielle i na jej twarzy pojawiła się ulga, jakby z barków spadł jej spory ciężar.

— Kiedy cię pytała o ten film, Titanic, czy mówiła, co zamierza… — Richard przerwał, gdyż Vielle go nie słuchała. Podniosła wzrok, zapatrzyła się w stronę drzwi i nagle znieruchomiała. Richard podążył za jej spojrzeniem.

W drzwiach stała Joanna. Serce Richarda zaczęło walić jak oszalałe, poczuł się tak, jakby w jego klatce piersiowej tkwił uwięziony ptak, rozpaczliwie bijący skrzydłami o żebra. A więc żyła. Krew, płaska linia na kardiomonitorze, biura linii White Star, wszystko to tylko wyglądało na rzeczywiste z powodu podwyższonego poziomu acetylocholiny i stymulacji płata skroniowego.

— Joanna — westchnął i zrobił krok w jej stronę.

— Nazywam się June Wexler, jestem siostrą Joanny Lander — oświadczyła kobieta w drzwiach, a Richard poczuł się tak, jakby ponownie usłyszał złe wieści. Ona nie żyje. Wreszcie w to uwierzył. Była martwa od trzech dni.

— Cieszę się, że zastałam oboje państwa razem — stwierdziła siostra Joanny, poprawiając okulary. — Jak rozumiem, państwo współpracowali z Joanną. Zastanawiałam się, czy mogłabym z państwem o niej porozmawiać.

Mówiła tak samo jak Joanna, choć jej głos był nieco bardziej szorstki. To od płaczu, pomyślał Richard, spoglądając na jej zaczerwienione oczy i jednorazową chusteczkę w dłoni.

— Od kilku miesięcy nie zamieniłam z nią ani słowa, a tu nagle… — Potarła oczy chustką. — Ciągle myślimy, że mamy mnóstwo czasu, aż wreszcie się okazuje, że go zabrakło. Proszę mi powiedzieć, czy Joanna została zbawiona? — Richard zastanowił się, o co chodzi siostrze Joanny.

— Zbawiona? — powtórzyła Vielle.

— Czy uznała Jezusa Chrystusa za swojego zbawcę — brzmiało wyjaśnienie. — Kilkakrotnie usiłowałam skłonić ją do powrotu do Pana, ale szatan zawsze kierował jej serce przeciwko mnie.

— Szatan? — zdumiała się Vielle.

— Tak. Chciałam jej pomóc, opowiedzieć o mękach oczekujących zatwardziałych grzeszników, o sądzie ostatecznym i ogniu, którego nic nie stłumi. — Ponownie potarła oczy.

Richard wpatrywał się w nią. Wcale nie przypominała Joanny. Zmylił go kolor włosów i okulary.

— Nie ustawałam w modlitwach o to, aby nabrała wiary, pracując z panem — zwróciła się do Richarda — i rozmawiając z ludźmi, którzy stanęli twarzą w twarz z Chrystusem.

Dopiero po chwili Richard uświadomił sobie, że siostra Joanny miała na myśli doświadczenia graniczne.

— Zrobiła to? — nalegała. — Powiedziała państwu, że została zbawiona?

— Nie — burknęła Vielle.

— Są państwo pewni, że nie zmieniła zdania w ostatniej chwili? — Odwróciła się do Vielle. — Powiedziano mi, że pani była przy niej, gdy umierała. Czy powiedziała cokolwiek?

Richard spodziewał się, że ponownie usłyszy zaprzeczenie, lecz po krótkim wahaniu Vielle odparła:

— Nóż przeciął aortę. Joanna straciła przytomność niemal natychmiast.

— Nawet w ostatniej sekundzie Jezus może nam odpuścić grzechy. Nawet jeśli ostatnim tchem poprosimy o przebaczenie. Czy cokolwiek powiedziała? — Siostra Joanny nie ustępowała.

— Nie — odparła Vielle.

Richard pomyślał, że to kłamstwo. Joanna coś powiedziała przed śmiercią.