— Jest pani pewna? — upierała się siostra Joanny. — Czytałam o doświadczeniach granicznych. Wiem, że ludzie widzą Jezusa oczekującego, aby przywitać ich w niebie, i ci, „którzy widzieli, uwierzyli”. Serce Joanny na pewno nie było tak zatwardziałe, aby nie pożałowała swoich grzechów w obliczu tego, co ją oczekiwało.
— Jestem pewna — odparła twardo Vielle. — Nie powiedziała ani słowa.
— A zatem nie ma już nadziei. — Siostra Joanny potarła oczy. — Jest w piekle.
— Joanna?! — wykrzyknęła wzburzona Vielle. — Jak pani śmie…
— To nie ja ją potępiłam, tylko Bóg. Czyż nie jest napisane: „A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz — w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”?
— Proszę się stąd wynosić — rozkazała Vielle.
Siostra Joanny spojrzała na Richarda, jakby oczekując jego wsparcia. Zastanawiał się, jak to możliwe, że kiedykolwiek pomylił ją z Joanną.
— Będę się modliła za was oboje — zapowiedziała i wyszła.
— Niech się pani nie waży tego robić! — wrzasnęła za nią Vielle, a jeden z policjantów przy drzwiach podniósł czujnie wzrok. — Jest pani arogancką, wredną, świętoszkowatą…
— Co powiedziała Joanna? — wtrącił się Richard.
Vielle się odwróciła i spojrzała na niego. Powoli się uspokajała.
— Posłuchaj, Richard…
— Powiedziała coś, prawda? Co takiego?
— Nie mogę uwierzyć, że przyszła tutaj opowiadać takie brednie. Co za suka. Powiem ci, kogo Bóg wyrzuca na zewnątrz, w ciemność. Takie dwulicowe niby-chrześcijanki jak ona!
— Co powiedziała Joanna?
— Joanna powiedziała, że nie utrzymywała bliskich kontaktów z siostrą. — Vielle wróciła do recepcji. — Właściwie były od siebie oddalone o wiele lat świetlnych. — Wzięła do ręki wykres. — Jak to możliwe, że cudowna, kochana, wrażliwa Joanna miała taką siostrę…
Richard złapał ją za rękę.
— Co powiedziała?
— Posłuchaj, muszę wracać do pacjentów. Mam strasznie dużo roboty.
— Właśnie dlatego przyszłaś do mnie do laboratorium, tak? Powiedziałaś, że jakiś facet po zawale stwierdził: „Za daleko dla niej”, i że myślałaś o tym, co się działo podczas ostatnich chwil jej życia. To dlatego, że Joanna powiedziała coś ważnego, prawda? — Potrząsnął jej ręką. — Co powiedziała?
Policjant przy drzwiach ruszył w ich stronę z dłonią opartą na pistolecie.
— Richard…
— To ważne. Mów.
— Powiedziała: „Powtórz Richardowi…” — Umilkła, spoglądając na wykres.
Richard czekał, bojąc się odezwać.
Wpatrywała się bezmyślnie w wykres, aby po chwili podnieść głowę. Wyglądała tak, jak Tish w laboratorium.
— „Powtórz Richardowi, że to jest…” — Przełknęła ślinę. — „SOS. SOS”.
Rozdział 43
„Na litość boską, zaopiekujcie się naszymi ludźmi…”
— Przesłałaś pani Joannie wiadomość na pager? — spytała matkę Maisie.
— Tak — potwierdziła pani Nellis, starannie porządkując rzeczy na stoliku przy łóżku córki. — Napijesz się soku? A może zjesz loda na patyku?
— Kiedy ją zawiadomiłaś? Wczoraj?
— Pewnie jest bardzo zajęta. Chcesz galaretkę?
— Mówiła, że przyjdzie w czwartek, a nie zjawiła się ani w czwartek, ani wczoraj — upierała się Maisie. — Jesteś pewna, że siostra Barbara zawiadomiła ją przez pager?
— Jestem pewna — potwierdziła matka, zdejmując wieczko dzbanka na wodę i zaglądając do środka. — Zgadnij, kto przyjdzie jutro po południu? Siostra Barbara powiedziała, że ciebie i inne dzieci na piętrze odwiedzi klaun!
— Taki jak Emmett Kelly? — Maisie podniosła głowę.
— Emmett Kelly? — zdumiała się matka. — Zaraz, zaraz, skąd wiesz, kim był Emmett Kelly?
— Widziałam go na jednej z moich kaset. Tych z filmami Disneya. Nie pamiętam której. Jakiejś o cyrku.
— Ten klaun będzie robił sztuczki magiczne. Fantastycznie, prawda?
— Doktor Lander opowiedziała mi o klaunie, który wyciągał z kieszeni chustkę przywiązaną do jeszcze jednej i jeszcze jednej, i jeszcze jednej — stwierdziła Maisie. — Może była tak zajęta, że zapomniała, i trzeba do niej zadzwonić.
— Skoro jest zajęta, nie powinniśmy jej zawracać głowy. Zobacz, przyniosłam ci nowe taśmy wideo. Najlepsze lato i Nie wierzcie bliźniaczkom. Którą chcesz obejrzeć?
— Zawsze przychodzi, kiedy się ze mną umówi. Nawet jeśli jest bardzo zajęta. Może zachorowała. Siostra Amy miała grypę.
— Powinnaś myśleć o przyjemnych rzeczach, a nie martwić się bez powodu. — Pani Nellis wsunęła Najlepsze lato do odtwarzacza. — Pamiętaj, co powiedział doktor Murrow. Musisz się przygotować na przyjęcie nowego serca. — Włączyła telewizor, wzięła do ręki dzbanek i zaniosła go do umywalki. — Innymi słowy, nie wolno ci się przejmować. — Wylała wodę razem z grzechoczącym lodem, podeszła do drzwi i się odwróciła. — Zaraz wracam. Pójdę po lód.
— Spytaj, czy ktoś ją zawiadomił przez pager. Powiedz, że znalazłam informacje, o które mnie prosiła.
Matka zatrzymała się na progu.
— Jakie informacje?
— Takie różne, o których rozmawiałyśmy, kiedy wpadła mnie odwiedzić.
— To bardzo miło, że personel szpitala cię odwiedza, ale musisz pamiętać, że wszyscy tutaj pracują, i to jest najważniejsze.
Ale ta sprawa dotyczy jej pracy, chciała odpowiedzieć Maisie, lecz ugryzła się w język. Mało brakowało, a jej matka zaczęłaby się dopytywać, o co Joanna ją prosiła.
— Spytaj, czy ją zawiadomiono — zażądała w zamian, a kiedy matka wróciła z dzbankiem i puszką soku, spytała: — I co, spytałaś?
— Popatrz, sok ananasowy — oznajmiła radośnie pani Nellis i postawiła puszkę na stoliku. — Pielęgniarki powiedziały, że znalazła nową pracę i musiała się przeprowadzić. Chcesz słomkę?
— Dokąd się przeniosła?
— Nie wiem. — Matka Maisie odpakowała rurkę.
— Zobaczyłaby się ze mną, gdyby się miała przeprowadzić.
— Pewnie nie miała czasu. Pielęgniarki twierdzą, że musiała od razu rozpocząć nową pracę. — Wręczyła córce sok. — Powiedziały też, że chciała, aby pożegnały się z tobą w jej imieniu. Życzyła ci samych przyjemnych myśli i kazała słuchać poleceń doktora Murrowa. — Włączyła telewizor. — A teraz wypoczywaj i obejrzyj swój film. To o takiej dziewczynce, która zdrowieje. Zupełnie jak ty. — Podała Maisie pilota. — Wrócę, kiedy podadzą kolację — zapowiedziała, pocałowała ją na do widzenia i poszła.
Po chwili Maisie wyskoczyła z łóżka, podbiegła na palcach do drzwi i wyjrzała na korytarz. Matka stała w pokoju pielęgniarek, rozmawiając z Barbarą i jeszcze jedną siostrą. Wróciła do łóżka, usiadła na jego krawędzi tak, aby móc się natychmiast schować pod kocem, gdyby ktoś szedł, i obejrzała pierwszą część Najlepszego lata.
Bohaterka filmu poruszała się na wózku inwalidzkim. Włosy miała przewiązane ogromną kokardą, a kolana przykryte kocem. Wyglądała okropnie smutno.
— Nigdy nie wydobrzejesz, jeśli będziesz tak wyglądać — oznajmił lekarz dziewczynki. — Trzeba się uśmiechać, żeby zdrowieć.