Выбрать главу

— Tak, ale na pewno nie poszła go wtedy odwiedzić.

— Czemu?

— Bo on nic nie jest w stanie powiedzieć. Zapadł w długotrwałą śpiączkę. Niekiedy coś mamrocze, a Joanna poprosiła pielęgniarki, aby notowały jego słowa — wytłumaczyła Vielle.

To by wyjaśniało pourywane zwroty i znaki zapytania po niektórych wyrazach. W ten sposób Joanna zaznaczała, że pielęgniarki zgadywały, co wybełkotał chory.

— Rozmawiałaś ze swoim przyjacielem z policji?

— Nie — zaprzeczyła. — Ale zamieniłam parę słów z koordynatorem zespołu reanimacyjnego. Tamtego ranka nikt nie był reanimowany, a zatem jeśli Joanna poszła do jakiegoś pacjenta po doświadczeniach granicznych, musiał to być ktoś, z kim rozmawiała wcześ… Co? — spytała kogoś. — Ktoś z raną postrzałową, kończę. — Rozłączyła się.

— Utknęliśmy w martwym punkcie — mruknął Richard, odkładając słuchawkę. — Carl jest w stanie śpiączki.

— Och — westchnęła rozczarowana Kit. — No nieważne, tu są nazwiska pacjentów. — Chciała wręczyć Richardowi listę, lecz cofnęła rękę. — Jedna z nich… — Przesunęła palcem po wydruku. — …wspomniała coś o mgle. Przyszło mi do głowy, że może dlatego Joanna spytała mnie, czy w noc zatonięcia Titanica było mgliście. — Znalazła nazwisko. — Maisie Nellis.

Maisie.

— Chyba wiem, dokąd poszła Joanna — oznajmił i ruszył do drzwi. Nagle stanął. Nie miał przecież pojęcia, czy Maisie wciąż jeszcze jest w szpitalu. — Zaczekaj — zwrócił się do Kit, podniósł słuchawkę i zadzwonił do centrali. — Czy Maisie Nellis widnieje na liście pacjentów?

— Tak…

— Dziękuję. — Rzucił słuchawkę. — Chodź, Kit, idziemy. Po drodze na trzecie piętro w zachodnim skrzydle opowiedział jej o Maisie.

— Podczas naszego pierwszego spotkania powiedziała mi, że Maisie w czasie swoich doświadczeń granicznych widziała mgłę, a Joanna twierdziła, że w trakcie swojej drugiej sesji również ujrzała mgłę. — Dotarli na pediatrię.

Drzwi do pokoju 322 były otwarte.

— Maisie? — Richard zajrzał do środka. Pomieszczenie okazało się puste, łóżko było posłane, a w jego nogach leżało złożone prześcieradło i poduszka. Szafka i stolik lśniły czystością i nie leżały na nich żadne przedmioty. Szafa także stała zupełnie pusta.

Richardowi przemknęło przez myśl, że Maisie umarła. Znowu powtarza się taka sama sytuacja, jak w wypadku Joanny. Maisie nie żyje, a on nie ma o tym pojęcia.

— Dzień dobry — rozległ się kobiecy głos. Richard się odwrócił i ujrzał Barbarę. — Widziałam, jak państwo szli, i domyśliłam się, że chcą państwo złożyć wizytę Maisie. Przeniesiono ją. Jest na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej. Znowu ją reanimowano, a tym razem jej stan znacznie się pogorszył. Znalazła się na początku listy osób przeznaczonych do zabiegu transplantacji serca.

— Na początku? — zdziwił się Richard. — To znaczy, że wszczepią jej pierwsze wolne serce?

— Dostanie pierwsze dostępne serce w odpowiednim rozmiarze, pochodzące od dawcy o tej samej grupie krwi. Na szczęście Maisie ma grupę A, więc pasuje grupa A oraz O, lecz wiadomo, jak krucho jest z dawcami, zwłaszcza dziećmi.

— W jakim czasie powinno pojawić się dostępne serce? — zainteresowała się Kit.

— Nie da się tego dokładnie określić. Miejmy nadzieję, że w przeciągu najwyżej kilku tygodni. Oby dni.

— Jak to przyjmuje jej matka? — zapytał Richard.

Barbara zesztywniała.

— Pani Nellis… — zaczęła nerwowo, lecz udało się jej powstrzymać. — Wszystko można sprowadzić do absurdu, nawet pozytywne myślenie.

— Czy Maisie może przyjmować gości? — dopytywał się Richard.

Barbara skinęła głową.

— Wciąż jeszcze jest bardzo słaba, ale na pewno bardzo się ucieszy na pana widok. Wczoraj się o pana pytała.

— Nie wie pani, czy Joanna wpadła odwiedzić Maisie w dniu swojej śmierci?

— Nie mam pojęcia. Byłam wtedy gdzie indziej. Wiem, że dzień wcześniej Joanna przyszła do Maisie albo do niej zadzwoniła, bo dziewczynka bardzo się zajęła wyszukiwaniem czegoś w swoich książkach o katastrofach.

— Pamięta pani, czego szukała?

— Nie. Chodziło o coś związanego z Titanikiem. To najnowsza pasja Maisie. Wiedzą państwo, jak trafić na oddział intensywnej opieki kardiologicznej? — Przekazała im skomplikowane polecenia, które Richard pilnie zanotował, żeby je potem uwzględnić na swoim planie. Poszli do windy.

— Panie doktorze, proszę zaczekać — krzyknęła Barbara, usiłując za nimi nadążyć. — Powinien pan o czymś wiedzieć. Maisie nie… — zaczęła i urwała.

— Maisie nie co?

Przygryzła wargę.

— Nic takiego. Nieważne. Chciałam was tylko ostrzec, że ona nie wygląda najlepiej. Ten ostatni wypadek… — Znowu zamilkła.

— Wobec tego może nie powinienem…

— Nie, myślę, że wasza wizyta dobrze jej zrobi. Ucieszy się.

Maisie się nie ucieszyła. Leżała bez ruchu, z głową opartą na poduszkach. Wokół niej ustawiono liczne urządzenia kontrolne, wypełniające większość pokoju. Telewizor był włączony, a pilot leżał na łóżku przy ręce dziewczynki, która nie oglądała programu, ale gapiła się w ścianę obok ekranu. Oddychała krótko, urywanie. Na stojaku do kroplówek zawieszono co najmniej sześć torebek. Przewody doprowadzające płyny podłączono do nogi Maisie. Gdy Richard spojrzał na jej rękę, zrozumiał dlaczego. Dziewczynka wyglądała jak po bójce. Cały grzbiet dłoni miała pokryty fioletowo-zielono-czarnymi siniakami. Z szyi zwisał jej metalowy identyfikator.

— Cześć, Maisie — przywitał się Richard, usiłując nadać głosowi normalne brzmienie. — Pamiętasz mnie? To ja, doktor Wright.

— Aha — burknęła bez cienia entuzjazmu.

— Chciałbym, żebyś kogoś poznała. Maisie, to jest Kit. Moja przyjaciółka.

— Cześć, Maisie — odezwała się Kit.

— Dzień dobry — odparła obojętnie dziewczynka.

— Mówiłem Kit, że jesteś specjalistką od katastrof — oświadczył Richard. Odwrócił się do Kit. — Maisie wie wszystko Hindenburgu, o pożarze w cyrku w Hartford i o wielkiej powodzi melasy.

— O wielkiej powodzi melasy? — zdziwiła się Kit. — Co to takiego?

— To wielka powódź. — Dziewczynka wciąż mówiła tym samym, zobojętniałym tonem. — Melasy.

Richard zastanowił się, czy Barbara nie chciała go ostrzec właśnie przed tym. Jeśli tak, potrafił zrozumieć, czemu zmieniła zdanie. Nigdy nie uwierzyłby, że nawet ciężko chora Maisie mogłaby się zachowywać tak obojętnie i biernie, wręcz apatycznie.

— Ktoś zginął? — zainteresowała się Kit. — Podczas tej powodzi?

— Ludzie zawsze giną. Na tym polega tragedia: muszą w niej zginąć ludzie — burknęła Maisie.

— Pan doktor powiedział mi, że się przyjaźniłaś z doktor Lander.

— Czasami do mnie wpadała. — Maisie skierowała wzrok na telewizor.

— Ja też się z nią przyjaźniłam — przyznała Kit. — Maisie, kiedy doktor Lander przyszła cię odwiedzić po raz ostatni?

— Nie pamiętam. — Chora nie oderwała oczu od ekranu.

— To ważne. — Kit sięgnęła po pilota i wyłączyła telewizor. — Sądzimy, że doktor Lander dowiedziała się czegoś ważnego, lecz nie wiemy czego. Staramy się dowiedzieć, gdzie była i z kim rozmawiała.

— Dlaczego do niej nie napiszecie i nie spytacie jej o to?

— Napiszecie? — powtórzył niepewnie Richard.

Maisie popatrzyła na niego ze zdziwieniem.