— Powinny być tutaj. — Joanna wskazała brodą płaski daszek nad ich głowami.
— Gdzie? — Zerknął do góry. — Jest zbyt ciemno, nic nie widzę.
— Jesteśmy przy kwaterach oficerskich. Łodzie trzymano nad nimi. Nie ma ich tutaj, bo to nie Titanic, tylko…
Wspiął się na leżak, wciąż nie puszczając jej nadgarstka. Pociągnął ją za sobą, na windę kotwiczną. Sięgnął do słupka, naprężył się i puścił jej rękę. Joanna nie zwlekała. Zeskoczyła z windy, z leżaka i popędziła do kabiny radiotelegrafisty.
Drzwi były zamknięte, a po ich zewnętrznej stronie umieszczono dużą kartkę papieru z napisem: „Znasz kogoś w niebezpieczeństwie? Możesz uratować życie”.
Popchnęła drzwi. Oby tylko tam był, żeby wciąż wysyłał sygnał.
Był. Siedział pochylony nad kluczem radiotelegraficznym. Nie miał na sobie płaszcza, a na blond głowie trzymał słuchawki. Palcem gwałtownie przyciskał dźwigienkę klucza. Między biegunami prądnicy rozbłyskiwały iskry. Joanna z ulgą pomyślała, że wciąż nadaje.
— Muszę wysłać wiadomość — oświadczyła, ciężko oddychając. — To ważne.
Jack Phillips nie podniósł oczu i nie przestał nadawać. Uznała, że jej nie słyszy z powodu słuchawek.
— Jack. — Dotknęła jego ramienia. Odwrócił się ze zniecierpliwieniem i ściągnął z jednego ucha głośnik słuchawek. — Panie Phil… — Urwała i wbiła w niego wzrok.
Rozdział 50
„Jesteśmy na 157-337, północ-południe. Nasłuchujcie na 6210”.
Maisie chciała wiedzieć wszystko.
— Jak zmarła? — spytała Richarda. — W katastrofie?
— Nie — zaprzeczył.
— Zasztyletował ją narkoman na oddziale nagłych wypadków — wytłumaczyła Kit, a Maisie pokiwała głową, jakby potwierdzili, że chodziło o katastrofę. Miała nieco racji. Nieoczekiwana, niezasłużona śmierć. Joanna straciła życie tylko dlatego, że znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Czym się różniła jej śmierć od tragedii mieszkańców Pompejów, zasypanych przez popiół z Wezuwiusza? Albo od katastrofy pasażerów Lusitanii?
— Dźgnął ją wiele razy? — interesowała się Maisie.
Richard z niepokojem spojrzał na drzwi. Pielęgniarka przybiegła od razu i chciała wiedzieć, co się dzieje.
— Dziwnie się czułam — wyjaśniła bez zająknienia Maisie. — Ale kiedy odwiedził mnie doktor Wright i pani Gardiner, od razu mi się poprawiło.
Nie kłamała. Nawet wyglądała lepiej, choć Richard nie potrafił zrozumieć, co się w niej zmieniło. Wciąż miała podkrążone oczy, bladosine usta, ale odzyskała mocny głos i zachowywała się energiczniej.
— Ratował ją zespół reanimacyjny? — dopytywała się. — zastosowano elektrody?
— Lekarze zrobili wszystko, aby ją uratować — odparł Richard. Przy specjalistce takiej jak Maisie nie musiał stosować określeń zrozumiałych dla laików. — Nóż przeciął aortę. Zmarła w wyniku ostrego krwotoku.
Maisie skinęła z powagą.
— A co się stało z napastnikiem?
— Ochroniarz go zabił — wyjaśniła Kit.
— To dobrze. — Maisie odchyliła się na poduszkach i znowu usiadła. — Mówiliście, że pani Joanna odkryła coś ważnego. Co takiego?
— Nie wiemy. — Richard opowiedział, jak Joanna rozmawiała z panem Wojakowskim o czymś ważnym, co ma do przekazania, i o tym, co chciała powiedzieć, umierając.
— Czy to dotyczyło Titanica?
— Dlaczego tak uważasz? — Richard spojrzał na Kit stojącą po drugiej stronie łóżka.
— Dużo mnie pytała o Titanica. Chodziło o wiadomość radiotelegraficzną?
— Dlaczego? — Richard bał się spytać o cokolwiek więcej.
— Gdy ostatnio do mnie przyszła, chciała, żebym znalazła wiadomości radiotelegraficzne z Titanica.
— Kiedy to było? — Richard chciał dodać, że Joanna zmarła czternastego, lecz przypomniał sobie jej słowa: „Nie sugeruj odpowiedzi”.
— Hm. — Maisie zmarszczyła brwi w zamyśleniu. — Prosiła o znalezienie wiadomości, a zajęło mi to dużo czasu, bo mama często do mnie przychodziła i dwa razy miałam migotanie przedsionków, więc zrobiono mi sporo badań. A potem przyszła, żeby się dowiedzieć, czy na Titanicu był ogród, i musiałam to sprawdzić…
— Ogród? — odezwała się Kit. — Joanna sporządziła listę odniesień do ogrodów pojawiających się w relacjach jej pacjentów — wyjaśniła Richardowi.
— A był tam jakiś ogród? — Richard zwrócił się do Maisie.
— Coś w tym stylu. W jednej z moich książek jest zdjęcie kawiarni Verandah, która wyglądała jak ogród. Były tam kwiaty, winorośl i tak dalej. Zadzwoniłam, żeby jej o tym powiedzieć i żeby przyszła, bo przygotowałam już listę wiadomości radiotelgraficznych.
— Czy tego samego dnia spytała cię o ogród?
— Nie, to się stało dzień wcześniej, a kiedy do niej zadzwoniłam, odparła, że nie może przyjść, bo jest zajęta. Obiecała, że wpadnie później, ale nie wpadła. Sądziłam, że zapomniała, ale ona pamiętała. — Maisie popatrzyła na Richarda. — Niezbyt dobrze pamiętam, którego to się stało. Możecie spytać siostrę Barbarę. Założę się, że wam powie.
Nic było potrzeby. W dniu śmierci Joanna z całą pewnością nie widziała się z Maisie. Szukali kogoś innego.
— Maisie, o której do niej dzwoniłaś? — spytał Richard.
— Zaraz po tym, jak mama poszła do prawnika. Chyba dziewiątej.
O dziewiątej. Joanna powiedziała Maisie to samo, co wyjaśniła Kit, że jest zajęta i wpadnie do niej później.
— Wiedziałaś, o której Joanna do ciebie przyjdzie? — ciągnął Richard.
— Miała wpaść po lunchu.
— Czyli o której? — zapytała Kit.
— O wpół do dwunastej.
Joanna zamierzała odwiedzić Maisie, lecz tego nie zrobiła. To dowód, że coś się wydarzyło. Tylko co?
— Czy Joanna powiedziała ci, czym jest zajęta?
— Wydaje mi się, że chodziło o radiotelegraficzne wiadomości z Titanica, bo prosiła mnie o ich znalezienie.
Richard i Kit wymienili spojrzenia.
— A mówiła, dlaczego chciałaby to wiedzieć?
Maisie pokręciła przecząco głową.
— Mówiła tylko, żebym je wypisała, więc to zrobiłam. — Sięgnęła do szafki nocnej, a linia na monitorze kontrolującym pracę serca zaczęła gwałtownie podskakiwać.
— Zaraz, ja to zrobię — pośpiesznie odezwała się Kit i obeszła łóżko. Maisie położyła się na poduszce i linia się uspokoiła. Kit otworzyła szufladę. — Nic nie widzę.
— Jest w pudełku z Tajemniczym ogrodem.
Kit wyciągnęła kasetę, zajrzała do środka i wytrząsnęła starannie złożoną kartkę papieru, którą wręczyła Maisie. Dziewczynka ostrożnie ją rozprostowała.
— Więc tak, pierwsza… Wypisałam je w kolejności nadawania — wytłumaczyła. — Pierwszą nadano pięć po dwunastej, a ostatnią dziesięć po drugiej. Statek zatonął dwadzieścia po drugiej. — Urwała, aby odetchnąć. — Pierwsza brzmiała: „CQD”, czyli „alarm dla wszystkich stacji”. — Kolejny oddech. — „MGY” to Titanic. — Oddech. — A potem ich pozycja. — Wręczyła kartkę Richardowi.
Wpatrywał się bez zainteresowania w wiadomość wypisaną drukowanymi literami, dziecięcym charakterem pisma Maisie. „CQD. CQD. MGY41.46N, 50.14W. CQD. MGY”.
— Radiotelegrafista Titanica nie wysyłał SOS jako sygnału alarmowego? — zapytał, czując przypływ nadziei.