Выбрать главу

— Co pan sądzi o doświadczeniach granicznych? — zadała mu pytanie Joanna.

— Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. — Wyśmienicie, pomyślała Joanna i zapytała go o najlepszy termin spotkania.

— Jest strasznie cichy — niepokoił się Richard, gdy pan Sage wyszedł.

— Sprawdzi się. Nie każdy człowiek ma wysoko rozwiniętą zdolność opisywania. — Wstała. — Richard, muszę iść… — zaczęła, lecz przerwał jej pisk pagera.

Postanowiła sprawdzić, kto dzwoni — i tak już sobie narobiła kłopotów, nie odpowiadając na wiadomość od Vielle. Zadzwoniła do centrali, gdzie przekazano jej numer Maisie.

— Powiedziała, że to pilne i musi pani zadzwonić do niej natychmiast. Sama również byłabym pani za to wdzięczna — wydzwania do mnie przez cały ranek, zmuszając do skontaktowania się z panią przez interkom.

— W porządku — roześmiała się Joanna i zadzwoniła do dziewczynki.

— Musi pani natychmiast przyjść! — wykrzyknęła podniecona Maisie. — Pani Sutterly dowiedziała się więcej o tym członku załogi Hindenburga, tak jak pani sobie życzyła, i musi pani koniecznie do mnie przyjść, żebym wszystko opowiedziała.

— Nie mogę w tej chwili, Maisie — wyjaśniła Joanna. — Mam umówione spotkanie…

— Ale ja wychodzę do domu, a jeśli pani nie zjawi się od razu, będzie za późno! Już mnie tu nie będzie!

W jej głosie słychać było szczery niepokój.

— Dobrze, zaraz zejdę. Ale mogę zostać tylko kilka minut — dodała, chociaż nie miała już szans dotrzeć do pani Woollam. Będzie musiała poczekać do popołudnia.

— Idę się pożegnać z Maisie — oznajmiła Richardowi. — Wypisują ją do domu.

— A co z rozmową z panem Pearsallem?

— Jeśli jeszcze nie wrócę, kiedy tu przyjdzie, prześlij mi wiadomość na pager — stwierdziła, machnęła mu przed nosem pagerem na dowód, że zabiera urządzenie ze sobą, zbiegła na i zwarte piętro i skierowała się do przejścia między skrzydłami, lecz ktoś zablokował je stojakiem do cięcia drewna i żółtą taśmą.

— Kładą nową glazurę — wyjaśnił laborant, zmierzający w przeciwną stronę. — Chce pani dojść do zachodniego skrzydła? Albo pojedzie pani windą na szóste, albo w dół, na drugie i stamtąd łącznikiem między skrzydłami.

Joanna skierowała się do windy i dostrzegła pana Mandrake’a idącego w jej stronę. Nie miała dokąd uciec, nigdzie w pobliżu nie zauważyła wejścia na klatkę schodową, ani nawet żadnych otwartych drzwi, a zresztą i tak ją zauważył.

— Dzień dobry, panie Mandrake — przywitała się, usiłując nie przypominać osaczonego królika.

— Cieszę się, że panią spotykam. Od rana usiłuję się do pani dodzwonić.

— Obawiam się, że to niedobra pora. — Joanna demonstracyjnie spojrzała na zegarek. — Śpieszę się na spotkanie.

— Z pacjentem po doświadczeniach granicznych? — Momentalnie się zainteresował.

— Nie — odparła Joanna, zadowolona, że przynajmniej nie spotkał jej przed drzwiami do pokoju pani Woollam. Albo Maisie. — Chodzi o zebranie, i tak jestem już spóźniona.

— To zajmie tylko chwilę. — Stanął jej na drodze. — Muszę z panią omówić dwie sprawy. Po pierwsze, pani Davenport poinformowała mnie, że nie zjawiła się pani u niej w celu spisania reszty jej doświadczeń granicznych. Przypomniała sobie dodatkowe szczegóły, dotyczące powrotu. Świetlisty Anioł…

— …przekazał jej telegram nakazujący powrót. Wiem — dokończyła Joanna. — Już mi o tym mówiła.

— Nie, nie, przypomniała sobie znacznie więcej. Telegram to tylko początek. Anioł powiedział jej, że zostanie posłańcem, a kiedy uniósł swą świetlistą dłoń… — Pan Mandrake zamaszystym ruchem podniósł rękę, aby zobrazować opisywane wydarzenie. — …Tajemnice życia i śmierci zostały ujawnione pani Davenport i wtedy zrozumiała wszystko. Teraz ogromnie pragnie podzielić się z panią otrzymaną wiedzą.

Nie wątpię, pomyślała Joanna.

— Kiedy usłyszy pani, czego ona się dowiedziała, z pani umysłu znikną wątpliwości, czy pani Davenport naprawdę przynosi wieści z Tamtej Strony.

— Panie Mandrake…

— Druga sprawa, o której chciałem z panią porozmawiać, dotyczy czegoś, o czym może pani nie wiedzieć. W szpitalu pojawił się nowy naukowiec, który dąży do podważenia wiarygodności naszych badań nad doświadczeniami granicznymi. Nazywa się doktor Wright. Twierdzi, że potrafi odtworzyć doświadczenia graniczne w swoim laboratorium, podając badanym odpowiednie środki chemiczne. Oczywiście, jest to niemożliwe. Wspomnienia z życia po śmierci to duchowa rzeczywistość, a nie halucynacja wywołana lekarstwami, lecz ludzie są łatwowierni. Mogą bez trudu uwierzyć w jego twierdzenia, zwłaszcza jeśli zamaskuje je płaszczykiem techniki i nauki.

— Muszę iść. — Joanna ruszyła w stronę windy, lecz pan Mandrake nie odstępował jej na krok.

— Jestem ogromnie zaniepokojony wpływem tych tak zwanych badań na naszą pracę. Usiłowałem przedstawić mu moje troski, lecz okazał się wyjątkowo niekomunikatywny. Znalazł jakiegoś współpracownika, o ile mi wiadomo, chociaż jeszcze go nie spotkałem, który okaże się bardziej skory do współpracy, mam nadzieję. Tu właśnie widzę zadanie dla pani.

— Zadanie dla mnie? — Joanna zatrzymała się przy windzie. Wcisnęła przycisk.

— Nie potrafiłem się dowiedzieć, kto jest jego współpracownikiem. Chciałbym, żeby pani to zrobiła.

Dzwonek oznajmił przybycie windy. Joanna zaczekała, aż rozsuną się drzwi.

— Już to wiem.

— Naprawdę? — Mandrake wyraźnie się zdumiał. — Kto to? Kto jest jego nowym współpracownikiem?

Joanna weszła do windy, wcisnęła przycisk „zamykanie drzwi” i zaczekała do momentu, kiedy Mandrake niemal zupełnie zniknął za zasuwającymi się drzwiami.

— Ja — oznajmiła.

Niemal żałowała, że nie mogła ujrzeć jego wyrazu twarzy, ale dzięki temu udało się jej uciec. Nie miałam żadnego interesu w tym, żeby to zrobić, pomyślała, jadąc na szóste piętro i kierując się do zachodniego skrzydła. Teraz nie da mi spokoju. Ale on sam i jego siatka szpiegów i tak wkrótce by się wszystkiego dowiedzieli, a gdyby mu nie powiedziała, oskarżyłby ją o celowe wprowadzanie go w błąd. Teraz, oczywiście, oskarży ją o łatwowierność. Ona łatwowierna!

Przeszła przez oddział intensywnej opieki kardiologicznej i pojechała służbową windą na pediatrię. Maisie siedziała na brzegu łóżka, ubrana w różowy sweter z kieszeniami w kształcie motyli. Ubranie, którym musi gardzić, pomyślała Joanna.

— Dzwoniłaś, dzieciaku? — przywitała się Joanna i dopiero wtedy ujrzała w pokoju matkę Maisie, starannie upychającą szlafrok i kapcie córki do plastikowej szpitalnej torby.

— Pan doktor Murrow był tak zadowolony z jej poprawy na inderonie, że wyraził zgodę na wcześniejszy powrót do domu. Dzięki temu Maisie spędzi w szpitalu jeden dzień mniej — promieniała pani Nellis. Otworzyła drzwi szafki i wyciągnęła płócienną torbę Maisie z lalką Barbie.

Joanna spojrzała na dziewczynkę, która jednak wydawała się obojętna.

— Pan doktor Murrow dodał, że Maisie może zacząć myśleć o powrocie do szkoły — uzupełniła pani Nellis. Położyła płócienną torbę na krześle. — Pozwolę wam pogawędzić. Muszę porozmawiać z panem doktorem o podaniu Maisie eksperymentalnego inhibitora konwertazy angiotensyny, zanim wyjdziemy.