Выбрать главу

— To dobrze. — Pani Woollam podpisała dokument drobną dłonią. — Kiedy tu ostatnio leżałam, Maurice Mandrake uparł się, że widziałam tunel i Świetlistego Anioła. Okropny człowiek. Nie pracuje pani z nim, prawda?

— Nie — oświadczyła Joanna. — Bez względu na to, co pani wmawiał.

— To dobrze. Wie pani, co mi oznajmił? — rozzłościła się pani Wollam. — Że doświadczenia graniczne to przesłanie od zmarłych.

— A pani uważa, że to nieprawda?

— Oczywiście, że to nieprawda. Zmarli nie takie przesłania przekazują żywym.

O nie, pomyślała Joanna.

— A jakiego rodzaju są to przesłania? — spytała ostrożnie.

— Przesłania miłości i przebaczenia, ponieważ zbyt często nie potrafimy sobie wybaczać — wyjaśniła pani Woollam. — Takie przesłania docierają wyłącznie do naszych serc. — Oddała Joannie papier i długopis. — No dobrze, więc o co chciała mnie pani spytać? Mimo wszystko byłam w tunelu, chociaż nie powiedziałam o tym panu Mandrake’owi.

— Jak wyglądał ten tunel?

— Było za ciemno, żeby się o tym dokładnie przekonać, ale wiem, że tunele kolejowe są znacznie większe. Znalazłam się w tunelu dwukrotnie, za pierwszym i przedostatnim razem.

— Obydwa tunele były takie same?

— Nie, jeden okazał się węższy i miał bardziej nierówną podłogę. Musiałam się przytrzymywać ścian, żeby nie upaść.

— A w innych wypadkach? — spytała Joanna, żałując, że pani Woollam ma serce w złym stanie i dobiega osiemdziesiątki. Świetnie sprawdziłaby się w roli ochotnika.

— Przebywałam w ciemnym miejscu. Nie w tunelu. Na dworze, w ciemnym, otwartym… — Wbiła wzrok w punkt za plecami Joanny. — Nie widziałam niczego w promieniu wielu kilometrów…

— We wszystkich pozostałych wypadkach znajdowała się pani w ciemnym miejscu?

— Tak. Nie, raz byłam w ogrodzie.

Maisie nie powiedziała mi, dlaczego chciała wiedzieć, co to jest ogród zwycięstwa, uzmysłowiła sobie Joanna.

— Siedziałam na białym krześle w pięknym, przepięknym ogrodzie — rozmarzyła się pani Woollam.

Ogrody często się pojawiały w widzeniach towarzyszących śmierci klinicznej.

— Może go pani opisać?

— Rosła w nim winorośl… — Pani Woollam rozejrzała się po ścianach pokoju. — …i drzewa.

— Jakie drzewa?

— Palmy — sprecyzowała pacjentka.

Winorośl i palmy. Standardowe wyobrażenie religijne.

— Pamięta pani jeszcze coś o tym ogrodzie?

— Nie, tylko tyle, że w nim siedziałam i czekałam.

— Na co?

— Nie wiem. — Pokręciła siwą głową. — To było za pierwszym razem, kiedy wysiadło mi serce. Niecałe dwa lata temu. Niezbyt dobrze pamiętam szczegóły.

— A ostatnio?

— Stałam u podnóża pięknych schodów, wpatrując się w górę.

— Może je pani opisać?

— Wyglądały tak. — Pani Woollam sięgnęła do nocnej szafki po książkę. Ku rozczarowaniu Joanny okazało się, że to Biblia. Pani Woollam przewertowała cienkie kartki i zatrzymała się na kolorowej ilustracji, którą pokazała Joannie. Widniały na niej szerokie złote schody, z aniołami stojącymi na każdym stopniu i promienistym świetle na szczycie, gdzie widniała sylwetka człowieka z rozpostartymi ramionami.

Joanna powinna się była domyślić, że to zbyt piękne, aby się okazało prawdziwe.

— Czy tamte schody wyglądały identycznie jak te?

— Tak, poza tym, że były kręcone. A światło na ich szczycie błyszczało jak brylanty.

I szafiry, i rubiny, pomyślała Joanna.

— Ale nie widziałam żadnych aniołów, bez względu na to, co mówi pan Mandrake. Cały czas usiłował mnie przekonać, że widziałam niebo.

— A pani nie uważa, że to było niebo?

— Sama nie wiem — zastanowiła się pani Woollam. — Wszystko, co widziałam, mogło być niebem — tunel, ogród i ciemna otwarta przestrzeń. — Ponownie wzięła do ręki Biblię i otworzyła na następnej stronie. — Ewangelia według świętego Jana, rozdział czternasty, wers drugi: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”. A może znalazłam się w zupełnie innym miejscu.

— Drogie panie, przepraszam, że przerywam — wtrąciła się Luann — ale pora, aby pani — pokazała głową panią Woollam — udała się na dół.

— Cewnikowanie serca? — spytała pacjentka, zamykając Biblię.

— Aha — potwierdziła Luann. Jej pager zapiszczał. — Przepraszam. — Wyciągnęła urządzenie z kieszeni i zapatrzyła się na wyświetlacz. — Zaraz wracam. — Wyszła.

— Powiedziała pani, że to, co pani widziała podczas doświadczeń granicznych, może być zupełnie innym miejscem — podjęła Joanna. — Co pani miała na myśli? O jakie miejsce pani chodziło?

— Trudno powiedzieć. Niekiedy… — Zawiesiła głos. — Ale bez względu na to, co to za miejsce, Jezus będzie tam ze mną. — Znowu otworzyła Biblię. — Księga Izajasza rozdział czterdziesty trzeci, wers drugi. „Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cię płomień”.

Luann wróciła, a na jej twarzy malowało się zmęczenie.

— Chciałabym jeszcze z panią porozmawiać — zwróciła się Joanna do pani Woollam. — Mogę?

— Jeśli wciąż tu jeszcze będę. — Pani Woollam mrugnęła. — Ubezpieczalnia wciąż skraca czas moich pobytów w szpitalu. Ja też pragnęłabym zamienić z panią parę słów. Jestem ciekawa, co według pani oznaczają te wspomnienia i co pani sądzi na temat śmierci.

Mam wrażenie, że im więcej się dowiaduję, tym mniej wiem, przyszło Joannie do głowy, kiedy wchodziła po schodach. Żałowała, że jeszcze przez co najmniej dwie godziny będzie musiała przepisywać wywiady z taśm. Nie mogła odłożyć pracy na następny dzień z powodu sesji, a poza tym i tak miała tydzień opóźnienia. Weszła do gabinetu, wyciągnęła kasetę z pudełka po butach, gdzie przechowywała nagrania przeznaczone do spisania, i włączyła komputer.

— O, dobrze, że jesteś — ucieszył się Richard, wtykając głowę w drzwi. — Musiałem przełożyć pierwszą sesję pana Sage’a na dzisiejsze popołudnie. To nie powinno długo potrwać. Tish już go przygotowała.

Richard się mylił. Sesja zdawała się nie mieć końca. Nie dlatego, że pan Sage miał tak wiele do powiedzenia. Przeciwnie, nakłanianie go do powiedzenia czegokolwiek przypominało wyrywanie zębów.

— Powiedział pan, że było ciemno — przypomniała Joanna po kwadransie wypytywania. — Widział pan cokolwiek?

— Kiedy?

— Kiedy znajdował się pan w ciemnościach.

— Nie. Powiedziałem pani, było ciemno.

— Przez cały czas?

— Nie. — Zapadła głucha cisza, Joanna oczekiwała bowiem, że jej rozmówca coś doda.

— Co się stało po tym, jak zniknęły ciemności?

— Zniknęły?

— Tak, powiedział pan, że nie było ciemno przez cały czas.

— Nie było.

— Czy przez pewien czas było jasno?

— Tak.

— Może pan opisać to światło?

— Światło jak światło. — Wzruszył ramionami.

Na pytania dotyczące odczuć podczas doświadczeń granicznych pan Sage odpowiadał w takim samym stylu.

— Odczucia? — powtórzył, jakby pierwszy raz usłyszał to słowo.

— Czuł się pan szczęśliwy, smutny, zaniepokojony, podniecony, spokojny, było panu ciepło albo zimno?