Выбрать главу

Potrzebowała potwierdzenia z zewnątrz. Mogła zadzwonić do biblioteki i spytać, gdzie znajdował się Yorktown siódmego grudnia 1941 roku, ale ta informacja nie potwierdziłaby, że pan Wojakowski był wówczas na pokładzie. Przypuszczała, że mogłaby zadzwonić do Wydziału Spraw Weteranów w Marynarce Wojennej, aby sprawdzić, czy Edward Wojakowski służył na Yorktown, ale ten sposób byłby czasochłonny i zapewne trudny to zrealizowania ze względów biurokratycznych. Musiała poznać prawdę szybko, zanim Richard ponownie podłączy go do urządzenia.

Przekartkowała notatki w poszukiwaniu czegoś, co mogłaby potwierdzić. Pilot bombowca nurkującego — jak on się nazywał? Jest, Jo Jo Powers, rozbił się, kładąc bombę na pokładzie startowym. Nie, to mógł wyczytać w książce albo zobaczyć w filmie. Był taki film, Bitwa o Midway, prawda? Przypomniała sobie, że widziała go na półce z filmami wojennymi w wypożyczalni Blockbuster. A zatem nic, co jest związane z Midway. A może historia o przymusowym lądowaniu w Morzu Koralowym? Pełno w niej faktów, które można by zweryfikować — daty, zdarzenia, nazwy miejsc.

Przejrzała notatki w poszukiwaniu relacji z ocalenia. Jest. Wylądował w Morzu Koralowym, dopłynął do Malakuli, przyjaźnie nastawieni tubylcy przeszmuglowali go na inną wyspę, wypłynął dłubanką do Port Moresby. Tymczasem uszkodzony Yorktown dowlókł się do stoczni na Pearl Harbor, naprawiono go w trzy dni, a potem wypłynął prosto do Midway.

Potrzebowała mapy. Kto w szpitalu mógłby mieć mapę? Maisie, uznała Joanna, przypomniawszy sobie mapę na okładce jednej z jej książek o katastrofach. Wypisała sobie podstawowe informacje. Morze Koralowe, Malakula, Yanikalo. Nabazgrała także daty, na wypadek gdyby zatonięcie Yorktown również uznano za katastrofę, i zbiegła na trzecie piętro.

Maisie leżała oparła o poduszki i oglądała film na wideo.

— Pollyanna — wyjaśniła Joannie z obrzydzeniem. — Jedyne, czym się zajmuje, to nakłanianie ludzi, aby się ze wszystkiego cieszyli. Niedobrze się robi. — Wycelowała pilota w Hayley Mills, ubraną w białą sukienkę oraz obszerny niebieski szal, i wyłączyła telewizor.

— Później spada z drzewa — poinformowała ją Joanna.

— Naprawdę? — rozjaśniła się Maisie. — Powiem pani coś ciekawego na temat pożaru cyrku w Hartford. Latająca Rodzina Wallendów, taka grupa akrobatów, właśnie występowała wysoko pod dachem, kiedy usłyszeli piosenkę kaczek i…

— Nie teraz — przerwała Joanna. — Maisie, potrzebna mi mapa wysp na Oceanie Spokojnym. Masz może jakąś w którejś ze swoich książek o katastrofach?

— Aha — potwierdziła i zaczęła wygrzebywać się z łóżka.

— Nie ruszaj się — przykazała Joanna. — Podam ci. Wiesz, w której jest książce?

— Chyba w Największych katastrofach wszech czasów. W części o Krakatau. To ta ze statkiem Andrea Doria na okładce.

Joanna wyciągnęła książkę z torby i przyniosła ją do łóżka, a Maisie rozpoczęła poszukiwania.

— Erupcja Krakatau była największa w historii. Na całym świecie zachody słońca nabrały czerwonej barwy. Krwistoczerwonej. Jest.

Joanna zajrzała jej przez ramię. Rzeczywiście, w książce zamieszczono mapkę, ale w postaci jasnoniebieskiego kwadratu z zarysami Indii i Australii w czarnym kolorze i czerwoną gwiazdką oznaczoną „Krakatau”.

— Miałaś książkę z mapą na okładce — przypomniała Joanna.

— Tak, Katastrofy świata — potwierdziła Maisie. — Ale tamta mapka też nie jest zbyt dobra. — Dziewczynka rozkopała koc. — O ile pamiętam, dobra mapka jest w Trzęsieniach ziemi i wulkanach.

— Maisie — zaprotestowała Joanna, ale dziewczynka już wstała z łóżka i grzebała w stosie książek.

— Rozsadził całą wyspę. Krakatau — powtórzyła Maisie, wertując książkę. — Ale był huk, jakby wystrzeliła bateria armat. — Maisie przewracała stronice. — Wiedziałam, że tu ją znajdę! — obwieściła triumfalnie i położyła książkę na łóżku. — Widzi pani? To Krakatau.

Na niebieskim tle oceanu oznaczono Hawaje, Wyspy Salomona i Marshalla.

— Widzisz gdzieś wyspę Midway? — Joanna pochyliła się nad mapą.

Maisie szybko wyciągnęła palec.

— Tutaj. Pośrodku.

No jasne. Właśnie dlatego wyspa nazywała się Midway. A tu leży Pearl Harbor. Gdzie jest Malakula? Przyjrzała się bliżej, usiłując odczytać drobny druk. Wyspa Necker, Nikoa i Kaula, oraz, mnóstwo nie opisanych kropek. Brak Malakuli na mapie niczego by nie dowodził. Między Midway i Hawajami widniały dziesiątki mniejszych wysepek.

— Czego pani szuka? — Maisie z trudem łapała powietrze.

Joanna spojrzała na nią. Usta dziewczynki zrobiły się fioletowe.

— Z powrotem do łóżka — rozkazała Joanna, odsuwając koc.

— Chcę pani pomóc szukać.

— Możesz pomagać z łóżka.

Maisie potulnie wdrapała się na posłanie i oparła o poduszki.

— Czego pani szuka? — powtórzyła.

— Wyspy o nazwie Malakula — wyjaśniła Joanna, kładąc otwartą książkę na kolanach Maisie, żeby obie mogły się wpatrywać w mapę. — I Morza Koralowego.

— Morze Koralowe… — zamruczała Maisie, studiując mapę. Krótkie włosy dziewczynki przylepiły się do jej opuchniętych policzków. Twarz Maisie nabrała jeszcze bledszej barwy niż wtedy, gdy Joanna widziała małą ostatnio, a pod oczyma pojawiły się fioletowe smugi. Łatwo było zapomnieć o chorobie dziewczynki, gdy nie patrzyło się na jej buzię.

— Tu jest! — wykrzyknęła Maisie.

— Malakula? — Joanna powędrowała wzrokiem za palcem dziewczynki.

— Nie. Morze Koralowe.

Joanna się załamała. Morze Koralowe leżało daleko u wybrzeży Australii. Nie istniała możliwość, aby pan Wojakowski pokonał taki dystans w prymitywnej dłubance. Ani nawet w motorówce. Morze rozpościerało się setki — nie, poprawiła się Joanna, spojrzawszy na podziałkę — tysiące kilometrów za daleko.

Wszystko wymyślił — kokosy i zablokowane karabiny maszynowe, a także pisemko „Dzieciaki w opałach”. Może istnieje jakieś wytłumaczenie, pomyślała, ponownie pochylając się nad mapą. Może chodziło mu o inną wyspę, o nazwie zbliżonej do słowa Malakula. Marakei. Albo Maleolap. Ale żadna z nich nie leżała bliżej Midway niż Malakula, a w promieniu setek kilometrów Midway była jedyną wyspą, której nazwa zaczynała się na literę M. Istniały jednak dziesiątki nie nazwanych wysp, a od zakończenia drugiej wojny światowej minęło sześćdziesiąt lat. Może pomieszały mu się nazwy. Muszę porozmawiać z panem Wojakowskim, zadecydowała Joanna.

Zamknęła książkę i wstała.

— Dziękuję ci. Ogromnie mi pomogłaś. Jesteś świetną badaczką.

— Nie może pani jeszcze iść — zaprotestowała Maisie. — Muszę pani opowiedzieć o ludziach w cyrku. Wszyscy chcieli dostać się do głównego wejścia, ale nie mogli z powodu korytarza dla zwierząt, a rodzina Wallendów…

— Maisie, naprawdę muszę iść — przerwała Joanna.

— Wiem, ale powiem pani jeszcze coś. Latająca Rodzina Wullendów i wszyscy inni usiłowali dostać się do wejścia dla turystów, ale…

— Obiecuję, że wrócę, abyś mogła mi wszystko opowiedzieć o namiocie i Latającej Rodzinie Wallendów. Zgoda? — Joanna podeszła do drzwi.

— Zgoda — potwierdziła Maisie. — Czy ona umrze?

Joanna zamarła.

— Kto?

— Pollyanna. Kiedy spadnie z drzewa.

— Nie — odetchnęła. Wróciła do łóżka, wzięła do ręki pilota i ponownie włączyła telewizor. Uruchomiła też wideo. — To film Disneya.