— Miała doświadczenia graniczne? — zdziwiła się Joanna. — Myślisz, że nam kłamie i wszystko dobrze pamięta?
To wyjaśnienie nie przyszło mu do głowy.
— Nie. Ten stan trwał tylko dziesiątą część sekundy, może nawet krócej. Wątpię, czy ona sobie zdaje sprawę z tego, że się stało. Nawet jeśli coś pamięta, to tylko błysk światła. Lub krótkotrwałe ciemności. Rzecz w tym, że to zmienia charakter problemu. Ona dochodzi do stanu śmierci klinicznej, lecz coś go przerywa. Muszę się dowiedzieć co.
Richard przez resztę dnia i następny ranek pracował wyłącznie nad tym. Rozrysował mapy klatek przed i po rozpoczęciu fazy śmierci klinicznej, a następnie powrócił do skanów pani Troudtheim z innych sesji. W drugim komplecie dopatrzył się identycznego schematu. W pozostałych sesjach nie spostrzegł tego typu zdjęcia, lecz, skany RIPT powstawały co jedną setną sekundy. Gdyby stan śmierci klinicznej był krótszy, ujrzałby tylko część zjawiska, a klatki przypadające bezpośrednio po obydwu zdjęciach śmierci klinicznej niczym się nie różniły od innych.
Stworzył ich mapy. Nie przypominały map innych badanych. Ukazywały gwałtownie obniżony poziom acetyloholiny i znacznie podwyższony noradrenaliny, analogicznie do skanów innych budzących się pacjentów. Pani Troudtheim się nie myliła. Momentalnie się budziła. Kiedy porównał jej zdjęcia ze skanami innych budzących się badanych, poziomy idealnie się pokrywały.
Spojrzał na pozostałe neuromediatory. Wysoki poziom kortyzolu, brak alfa- i beta-endorfin, śladowe ilości karnozyny, amiglicyny i theta-asparcyny. Musiał porozmawiać ze specjalistą od neuromediatorów. Zadzwonił do doktor Jamison, która miała gabinet na siódmym piętrze, i umówił się na spotkanie, lecz nie przyniosło ono oczekiwanych rezultatów.
— Amiglicyna jest obecna w przedniej części przysadki. Pełni rolę inhibitora. Theta-asparcyna to endorfina, która najprawdopodobniej jest związana z procesem trawienia.
Trawienia, pomyślał Richard. Wspaniale.
— Produkowano ją w warunkach laboratoryjnych — wyjaśniła życzliwie lekarka. — Zdaje się, że niedawno ktoś przeprowadzał badania z nią związane. Sprawdzę, może uda mi się znaleźć coś bliższego. Być może pełni jeszcze inne funkcje. Endorfiny często bywają zaangażowane w rozmaite procesy.
Niewykluczone, że jednym z nich jest inhibicja doświadczeń granicznych, uznał w myślach Richard, wracając do laboratorium. Kiedy przyjrzał się pozostałym skanom ze śmierci klinicznej, okazało się, że theta-asparcyna jest obecna w jednym zdjęciu i pana Sage’a i dwóch Amelii Tanaki. Nie znalazł żadnych innych anomalii w analizie neuromediatorów lub funkcjonowaniu krwiobiegu, które wyjaśniałyby tę niejasność.
Kolejne dwa dni poświęcił na ponowne przeglądanie skanów, lecz badania okazały się bezskuteczne. Kiedy następnego dnia przybyła pani Troudtheim, wciąż nie miał pojęcia, w czym tkwi problem.
Ochotniczka od razu zachwyciła się nagietkiem.
— Czyż nie jest cudowny? — zwróciła się do Joanny. — Nie ma pani przypadkiem wzoru?
— Niestety. Kupiłam go na bazarze.
— Założę się, że mogłabym go skopiować — oświadczyła pani Troudtheim, pochylając się nad pulpitem, aby bliżej się przyjrzeć wyszytym kwiatom. — To podwójny ścieg ryżowy…
— Może to pani wziąć do domu, jeśli ma pani ochotę. — Richard wręczył jej tkaninę.
— Jest pan pewien? — dopytywała się pani Troudtheim.
— Najzupełniej. Może to pani trzymać tak długo, jak ma pani ochotę. Nawet wziąć na zawsze.
— To strasznie miło z pana strony — podziękowała zachwycona. — Spójrz, Tish, czy to nie jest śliczne?
Tish podzieliła zachwyt pani Troudtheim i wszyscy zaczęli przyglądać się płatkom. Może problem wynika wyłącznie z niepokoju, pomyślał Richard, a taka rozluźniająca rozmowa pomoże jej w utrzymaniu stanu śmierci klinicznej. Wbrew jego nadziejom, badana doznała śmierci klinicznej tylko przez jedną pełną klatkę i momentalnie się obudziła.
— Jestem ogromnie zakłopotana, że nic mi z tego nie wychodzi. Nie wiem, w czym tkwi problem.
Ja też nie, pomyślał Richard, wpatrując się w skany po tym, jak pani Troudtheim wyszła z nagietkiem. Klatka ze śmierci klinicznej idealnie odpowiadała zdjęciu wykonanemu panu O’Reirdonowi.
Do laboratorium weszła Joanna.
— Właśnie dzwoniła pani Haighton. Okazało się, że jednak nie może się zjawić w czwartek. Pilne zebranie Przyjaciół Baletu.
— Ustaliłaś kolejny termin?
— Tak. W następny piątek. Posłuchaj, myślałam o tym, o czym rozmawialiśmy, i doszłam do wniosku, że istnieje jeszcze jeden powód, aby poddać mnie badaniu. Dzięki temu lepiej mi pójdzie przeprowadzanie wywiadów. Opisy pacjentów są bez wyjątku niejasne, nawet jeśli rozmawiam z tak dobrymi obserwatorami, jak Amelia Tanaka, i wydaje mi się, że problem wynika z tego, że po prostu nie wiem, o co pytać. To zupełnie tak samo, jakbyś prosił kogoś o opisanie obrazu i nie miał pojęcia, czy autorem jest Monet czy Salvador Dali. Gorzej, to jest tak, jakbyś kazał komuś opisać obraz, sam nigdy w życiu nie widząc choćby rysunku. Teraz, nie mam zielonego pojęcia, czego doświadczają moi badani. Wszyscy twierdzą, że to nie sen, tylko rzeczywistość. Co to oznacza? Gdybym poddała się eksperymentowi i sama ujrzała obraz, wiele bym zrozumiała. Przekonałabym się, czy ciemność przypomina warunki panujące w jaskiniach Carlsbadu, czy też łagodne światło na szpitalnym parkingu o dziewiątej wieczorem. Wiedziałabym, czy spokojny oznacza „łagodny” czy też „znieczulony”. Poza tym dostrzegłabym wszystko to, co jest istotne, lecz pomijane przez badanych z powodu pozornej błahości. Teraz nawet nie wiem, jak ich o to spytać. Myślę, że powinnam się poddać eksperymentowi. Powinieneś mnie zbadać.
— Jeszcze nie zrezygnowałem z pani Troudtheim — sprzeciwił się Richard. — Poza tym mamy Amelię Tanakę.
— O jedenastej — zgodziła się Joanna.
— Co oznacza, że trzeba się przygotować. — Richard ponownie skoncentrował uwagę na pulpicie. — Chcę ponownie obniżyć dawkę. Brak szczegółów, którym się tak niepokoisz, nie musi mieć nic wspólnego z twoimi pytaniami. Może wynikać z poziomów endorfiny, a w takim wypadku należy tylko ustalić odpowiedni poziom i nawet pan Sage obsypie nas wspomnieniami.
— A jeśli nie? Co wtedy?
— Zajmiemy się tym, kiedy to nastąpi. Teraz zadzwoń do Tish i każ jej tutaj przyjść. Amelia zjawi się lada chwila.
— Mamy mnóstwo czasu — sprzeciwiła się Joanna. — Amelia zawsze się spóźnia. Nie przyjdzie jeszcze przez przynajmniej kwadrans.
Amelia zjawiła się jednak punktualnie. Przyniosła ze sobą plecak. Richard posłał Joannie triumfalne spojrzenie.
— Świetnie, proszę się przygotować do sesji — zwrócił się do dziewczyny i podszedł do pulpitu.
— Czy mogę zamienić z państwem parę słów? — spytała oficjalnym tonem Amelia, a Richard spostrzegł, że nie poruszyła się, aby zdjąć plecak lub płaszcz.
— Jasne — potwierdził.
— Rzecz w tym, że mój profesor od biochemii coraz bardziej goni nas do pracy, a ja tonę po uszy w nauce…
— Chciałaby pani umówić się na inny termin? Nie ma problemu — oznajmił Richard, usiłując ukryć rozczarowanie. — Jaki dzień pani odpowiada? Czwartek?
Pokręciła głową.
— Nie chodzi tylko o biochemię, ale o moje wszystkie zajęcia. Profesor od anatomii co tydzień robi test, a zajęcia z genetyki… Strasznie dużo nam zadają, a ćwiczenia w laboratorium zrobiły się potwornie trudne. Co do laboratorium z biochemii… — Przerwała z dziwnym wyrazem twarzy, lecz chwilę potem powiedziała: — Potrzebuję dodatkowej oceny z psychologii, ale nic mi po niej, jeśli dostanę dwóję z zajęć. Ze wszystkich zajęć. — Odetchnęła głęboko. — Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest rezygnacja z dalszego uczestnictwa w badaniach, a dla państwa znalezienie kogoś innego na moje miejsce.