Выбрать главу

Zapiszczała kuchenka mikrofalowa. Uratowana, pomyślała Joanna. Starała się zyskać na czasie, rozrywając torebkę, szukając miski i wysypując uprażoną kukurydzę.

— A jeśli…? — powtórzyła Vielle.

— Zasada numer jeden — przypomniała Joanna. Zaniosła popcorn do salonu. — Jakie filmy przyniosłaś?

— Linię życia — oświadczyła Vielle. — To o takich studentach medycyny, którzy bawią się w śmierć kliniczną z tragicznymi konsekwencjami. Wydaje się im, że zobaczą anioły, a zaczynają mieć okropne…

— Wiem, o czym to jest — przerwała Joanna. — Nie wierzę, że ty…

— Julia Roberts tam gra — wyjaśniła niewinnie Vielle. — Doktor Right powiedział, że lubi Julię Roberts. A może wciąż obowiązuje zakaz przynoszenia filmów o umieraniu?

Joanna puściła to pytanie mimo uszu.

— Richard nie przyjdzie. Ma spotkanie z doktor Jamison.

— Doktor Jamison? — Vielle zmrużyła oczy. — Co to za jedna?

— Specjalistka od neuromediatorów.

— Jasne. Pewnie dlatego musieli się umówić wieczorem. Założę się, że poszli na drinka. Nieprawdopodobne, najpierw Tish, a teraz ona. Jeśli szybko nie weźmiesz się do roboty, doktor Right zmieni się w doktora Wycofanego z Obiegu.

— Masz rację, mamo — przyznała Joanna. Sięgnęła po drugą kasetę. Ciekawe, co jeszcze pożyczyła Vielle. Odmienne stany świadomości?

— Raport Pelikana — stwierdziła Vielle, wyciągając taśmę z rąk Joanny i wsuwając ją do magnetowidu. — Też z Julią Roberts. Szkoda, że mi nie powiedziałaś, że doktor Right nie przyjdzie. Na szczęście gra tam Denzel Washington. — Włączyła wideo.

Na szczęście to nie Linia życia.

— Oglądałaś kiedyś ten film? — Vielle usadowiła się na kanapie. — To o pewnej młodej kobiecie, która pakuje się po uszy w kłopoty tylko dlatego, że nie zwraca uwagi na sygnały ostrzegawcze.

— Tylko raz poczułam strach, i to na zaledwie dziesięć sekund. Od tego czasu nic mi nie było.

Joanna nie przestraszyła się już ani razu, nawet kiedy następnego popołudnia położyła się na stole do badań, a Tish przystąpiła do rozmieszczania elektrod na jej ciele. Nie bała się nawet w chwili, gdy Richard spytał: „Wszystko gotowe?” Czuła wyłącznie chęć poddania się eksperymentowi. Przepełniała ją ochota rozpoznania nieznanego dźwięku i sprawdzenia, co się kryje za drzwiami. Poza tym musiała się przekonać, co to za miejsce i dlaczego wygląda znajomo. Nie, znajomo to niewłaściwe słowo. Nie pasowało także deja…

Rozległ się dźwięk i Joanna ponownie znalazła się w przejściu. W tym samym miejscu, pomyślała, chociaż panowały egipskie ciemności. Ujrzała światło. Wciąż ją oślepiało, lecz zamiast promieniującej poświaty, dostrzegła złocisty pasek wzdłuż framugi i pod drzwiami.

Drzwi wydawały się znacznie bardziej oddalone niż ostatnio, a przejście nieprawdopodobnie długie, lecz mogło to wynikać z tego, że drzwi były uchylone zaledwie odrobinę. Światło, które przenikało do przejścia, oświetlało kilka metrów podłogi oraz ścian, dzięki czemu Joanna mogła lepiej zobaczyć korytarz. Wzdłuż ścian biegły drzwi, równomiernie rozmieszczone, jak w hotelu.

Nie, nie jak w hotelu, pomyślała. Gdzie jeszcze znajdowały się długie ściany z licznymi drzwiami? W Szpitalu Miłosierdzia? Nie, gdzie indziej. Drzwi do pokoi pacjentów niemal zawsze pozostawały otwarte. Te w przejściu były zamknięte, a zresztą korytarz był węższy niż szpitalny hol.

W dodatku często pracowałam w różnych szpitalach, a nie pamiętam tego miejsca, pomyślała. Więc w jakim budynku mogły być długie, wąskie, zapełnione drzwiami korytarze, których mogliby nie rozpoznać, nawet gdyby nimi chodziła? W Wersalu? Nie, tam wisiały lustra. W dużym domu?

„W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”, powiedziała pani Woollam, ale miała na myśli niebiosa. W pałacu? Może, może, chociaż podłogi w pałacach wykładano dywanami, zakrywając parkiet, prawda? Dobrze widziała podłogę w świetle pod drzwiami. Wykonano ją z długich, wąskich, lakierowanych desek. Nieprawdopodobnie długich. Tak samo długich, jak przejście, pomyślała, ale kiedy zaczęła iść ku drzwiom, stwierdziła, że są znacznie bliżej, niż sądziła.

To przez tę podłogę, uznała, zatrzymując się w pół drogi do drzwi. Właśnie przez nią hol wygląda na dłuższy niż w rzeczywistości. A może to przez podłogę przy wejściu. Zmrużonymi oczyma spojrzała na miejsce zetknięcia się drzwi z posadzką i stwierdziła, że światło przygasa i się nasila, znowu ciemnieje i się rozjaśnia, pulsuje. Nie, porusza się.

Nie, światło się nie poruszało. Poruszało się coś z drugiej strony. Za drzwiami znajdował się ktoś albo coś, co chodziło i rzucało cień. „A jeśli to coś strasznego?”, sugerowała Vielle. Tygrys biegający w tę i z powrotem.

Nikt nigdy nie wspominał o tygrysie, relacjonując swoje doświadczenia graniczne, powiedziała sobie. To jakiś człowiek chodzi z miejsca na miejsce. Joannie wydało się, że słyszy szmer ludzkich głosów. Ruszyła przed siebie, wpatrując się w światło pod drzwiami i natężając słuch.

— Co się stało? — spytał kobiecy głos, a światło ponownie ściemniało, jakby nieznajoma podeszła do drzwi.

Joanna zbliżyła się jeszcze trochę.

— Nic, jestem pewien — odparł męski głos.

Kiedy nieznajomi poruszali się między Joanną a źródłem światła, pod drzwiami pojawiło się więcej cieni.

— Zimno mi — stwierdziła kobieta.

— Okryję cię — zaproponował Richard i owinął ramiona Joanny kocem.

— Nie, nie mnie. Kobiecie. — Joanna zdała sobie sprawę, że jest w laboratorium.

Otworzyła oczy. Nie miała na oczach maski, słuchawki leżały obok, a Tish przykrywała ją białym bawełnianym kocem. Joanna ujrzała nad sobą twarz Richarda.

— I co, tym razem znowu widziałaś to samo? — spytał.

— Niczego nie sugeruj. Gdzie dyktafon?

— Tutaj. — Richard włączył nagrywanie. — Co widziałaś tym razem?

— Znalazłam się w tym samym miejscu, co poprzednio. To zakończony drzwiami korytarz, pełen drzwi w bocznych ścianach. — Opowiedziała mu o tym, że korytarz zdawał się dłuższy niż w rzeczywistości, i zrelacjonowała rozmowę za drzwiami. — Kobieta spytała: „Co się stało?”, a mężczyzna odpowiedział: „Nic, jestem pewien”, a potem kobieta, chyba ta sama, stwierdziła: „Zimno mi”.

— Jesteś pewna, że to słowa kobiety? — spytał Richard, a następnie wyjaśnił: — Oznajmiłaś: „Zimno mi” jakieś pięć minut po wyjściu ze śmierci klinicznej, kiedy znajdowałaś się w fazie płytkiego snu.

— Dlatego przyniosłam pani koc — dodała Tish.

— Nie, jestem pewna, że to ona powiedziała. Musiałam po niej powtórzyć. Nie miałam żadnego powodu, żeby się skarżyć na chłód. Wcale nie zmarzłam.

— Pani cała drży — zwróciła uwagę Tish.

— Nie, skąd… — zaczęła Joanna i uświadomiła sobie, że szczęka zębami. Amelia też marznie, pomyślała.

— Podczas doświadczeń granicznych nie czułaś chłodu? — pytał Richard.

— Nie, nie było mi zimno, gdy stałam w przejściu.

— Mówiła pani, że kobieta tak twierdziła — zauważyła Tish.

— Ona znajdowała się na zewnątrz.

— Widziałaś, co jest za drzwiami? — dopytywał się Richard.

— Nie, ja… — Przerwała, zastanawiając się, skąd wie, że ludzie byli na dworze. Drzwi nie wyglądały na zewnętrzne, a ona nie widziała nic, poza cieniami. — Nie wiem, dlaczego uważam, że byli na zewnątrz. Tak czuję.