I to był na pewno dźwięk, nie głosy. Dźwięk podobny do… zupełnie nie potrafiła odtworzyć go w pamięci. Wydobywał się stąd, uznała i cofnęła się w głąb przejścia. Dobiegał z końca…
Ponownie znalazła się w laboratorium. O nie, pomyślała, obudziłam się, zupełnie jak pani Troudtheim.
— Przepraszam — zaczęła, ale Tish ją zignorowała. Nadal zdejmowała słuchawki i odczepiała elektrody, jakby nie wydarzyło się nic niepokojącego.
— Nie śpi? — spytał zza pulpitu Richard i on również nie sprawiał wrażenia zdenerwowanego.
— Zmieniłeś dawkę? — spytała, usiłując wymacać krawędź stołu do badań, aby usiąść.
— Czemu? — Richard stanął przy niej. — Miałaś inne doświadczenia?
— Nie, ale kiedy wróciłam…
— Zaczekaj — powstrzymał ją i wygrzebał z kieszeni dyktafon. — Od początku.
Wpatrywała się w niego, niczego nie pojmując.
— Nie ocknęłam się przed czasem?
— Przed czasem? Skąd. Nie odczułaś fazy doświadczeń granicznych?
— Tak, znalazłam się w przejściu — potwierdziła, a Richard bliżej przysunął magnetofon. — Odwróciłam się, żeby sprawdzić, skąd dobiega dźwięk. Tym razem naprawdę chciałam się tego dowiedzieć i poszłam w jego stronę, i…
— Udało ci się? — przerwał Richard. — Zidentyfikowałaś go?
— Nie. To dziwne. Wiem, że go słyszałam, ale kiedy próbuję go odtworzyć, nic mi nie wychodzi.
— Może dlatego, że nigdy nie słyszałaś tak dziwnego dźwięku?
— Nie, to nie tak. Wyobraź sobie, że się budzisz w środku nocy i wiesz, że coś cię obudziło, ale już tego nie słyszysz, a tak naprawdę nigdy tego nie słyszałeś, bo spałeś, więc nie masz, pojęcia, czy to gałąź skrobała o okno, czy kot coś zrzucił. To właśnie takie uczucie.
— Więc myślisz, że dźwięk się rozlega, zanim znajdziesz się w fazie doświadczeń granicznych?
— Nie jestem pewna — zastanowiła się Joanna i spojrzała zamyślona na Richarda. — Może. Kiedy trzeba było reanimować pewnego pacjenta, z którym przeprowadzałam wywiad na nagłych wypadkach, pielęgniarka wcisnęła przycisk alarmowy i pomyślałam, że niewykluczone, iż ludzie słyszą właśnie taki hałas. Coś pomiędzy dzwonieniem i brzęczeniem.
— Tutaj nie ma żadnego alarmu — przypomniała Tish. Richard spojrzał na nią ze zdumieniem, jakby zapomniał, że jeszcze sobie nie poszła. — Zresztą nie usłyszałaby pani jakiegokolwiek dźwięku, nawet gdyby się tu rozległ dzwonek. Przecież miała pani słuchawki.
— To prawda — zgodziła się Joanna. — To nie mógł być odgłos z zewnątrz. Raczej…
— Mówiłaś, że żaden z twoich pacjentów nie potrafił go opisać — podjął Richard.
— Nie w wiarygodny i spójny sposób, a teraz mam poczucie winy, że zachowywałam się przy nich tak niecierpliwie.
— Jak tylko skończysz opowiadać, chciałbym rzucić okiem na korowy ośrodek słuchu.
— Właśnie opowiadam — przypomniała Joanna. — Odwróciłam się, żeby sprawdzić, skąd dobiega dźwięk, poszłam w głąb przejścia i znalazłam się z powrotem w laboratorium. Właśnie dlatego spytałam, czy ocknęłam się przed czasem.
Zaskoczony Richard opuścił magnetofon.
— Ile czasu spędziłaś w tunelu?
— Nie wiem. Tyle, żeby się odwrócić i przejść dwa kroki.
— Ile czasu przebywałaś tam poprzednio?
— Trudno powiedzieć, kilka minut. Dłużej niż za pierwszym razem.
Richard stał już przy pulpicie i wyświetlał skany.
— Czas w normie? — spytał, a kiedy spojrzała pytająco, wyjaśnił: — Czy miałaś poczucie, że czas zwolnił albo przyśpieszył?
— Nie. Dlaczego chcesz wiedzieć?
— Bo za pierwszym i drugim razem znajdowałaś się w stanie śmierci klinicznej przez nieco ponad dwie minuty — wyświetlił na ekranie kolumnę cyfr — a teraz prawie pięć. — Podniósł na nią wzrok. — Czy kiedykolwiek pytałaś pacjentów, ile trwały ich doświadczenia graniczne?
— Nie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. — Zawsze zakładała, że doświadczenia graniczne dzieją się w czasie rzeczywistym. Część ludzi wspominała o szybkim przemieszczaniu się tunelem, a ona usiłowała się dowiedzieć, co to znaczy „szybkim”, żeby sprawdzić, czy opisują szybki upływ czasu, lecz nigdy nie spytała, jak długo wpatrywali się w światło lub ile trwała retrospekcja życia. Po prostu zakładała, że tempo upływu czasu w doświadczeniach granicznych odpowiadało długości opisywanych zdarzeń. Nie pomyślała o porównaniu subiektywnych wrażeń z długością czasu spędzonego przez pacjentów w stanie śmierci klinicznej.
— A jak wyglądał sam koniec twoich doświadczeń? Odczułaś spowolnienie czasu, wracając tunelem?
— Nie wracałam tunelem — przypomniała. — Ruszyłam z miejsca i nagle trafiłam z powrotem do laboratorium. To w niczym nie przypominało moich wcześniejszych powrotów. Wszystko stało się tak… nagle. — Zastanawiała się, jakiego użyć słowa, lecz Richard powrócił do spowolnienia czasu.
— Podczas poprzednich eksperymentów również nie odczułaś rozciągnięcia czasu.
— Nie. — Joanna pomyślała, że musi spytać panią Woollam, czy podczas jej doświadczeń granicznych tempo upływu czasu ulega zmianie. Postanowiła też porozmawiać z Maisie. Mówiła, ze widziała wyłącznie mgłę, a Joanna założyła, że jej doświadczenia graniczne musiały trwać zaledwie kilka sekund. Teraz nabrała wątpliwości.
— Spójrz — odezwał się Richard, zatapiając wzrok w monitorze. — Różnica w czasie trwania doświadczeń granicznych Amelii Tanaki sięga aż czterech minut.
Tish stanęła obok niego i z ciekawością zapatrzyła się w ekran.
— Może to przypomina upływ czasu we śnie — zasugerowała. — Czasami człowiekowi się wydaje, że między dzwonkiem budzika i przebudzeniem parę chwil później mija kilka dni. Kilka dni temu śniło mi się, że poszłam na imprezę w Rio Grande, a potem na narty w Breckenridge, a wszystko to stało się w ciągu dwóch sekund między wypowiedzianymi przez faceta z radia słowami: „Już szósta” a: „W rejonie Gór Skalistych spodziewane opady śniegu”.
Richard nie słuchał wywodów Tish. Pisał coś na komputerze, nie zwracając uwagi na to, co się wokół niego dzieje.
— Mogę się ubrać? — spytała Joanna, lecz jej również nie usłyszał. — Idę się ubrać — oświadczyła, zsunęła się ze stołu i poszła do przebieralni.
Gdy wychodziła, Richard cały czas siedział przy pulpicie i intensywnie wpatrywał się w zdjęcia. Tish sięgnęła po płaszcz.
— Wychodzę — oznajmiła z goryczą. — Oczywiście, nic nie zauważy. Jeśli uda się pani do niego dotrzeć, proszę mu przekazać, żeby do mnie zadzwonił, jeśli będzie mnie potrzebował jutro przed drugą. — Spojrzała na niego tęsknie. — Przynajmniej wiem, że to nie o mnie chodzi. Pani istnienia również nie zauważa. „Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi…”
„…Horacjo, niż się ich śniło waszej filozofii”, dokończyła w myślach Joanna.
— …warto pamiętać, oprócz pracy — ciągnęła Tish. Wsunęła rękawiczki. — Dzisiaj wieczorem jest impreza u Rimaldiego, jeśli chce pani oderwać się od naszego zapracowanego po uszy pana doktora.
— Dzięki — uśmiechnęła się Joanna — ale muszę nagrać swoje doświadczenia, póki mam je świeżo w pamięci.