Выбрать главу

— Lepiej, żeby umieranie nie wiązało się wyłącznie z pracą. — Tish wzruszyła ramionami. — Bo jeśli tak, to grozi mi życie wieczne. Do widzenia, panie doktorze! — wesoło krzyknęła na odchodnym.

Richard nawet na nią nie spojrzał.

— Różnica w czasie trwania śmierci klinicznych pana Sage’a to dwie minuty i piętnaście sekund. Zakładałem, że istnieje bezpośredni związek między czasem rzeczywistym i subiektywnym, doświadczanym przez badanych, lecz jeśli jest inaczej…

Jeśli jest inaczej, wówczas śmierć mózgu nie następuje w czasie od czterech do sześciu minut, pomyślała Joanna. Może to trwa krócej. Albo dłużej.

— Czy możesz sprawdzić wszystkie odniesienia do upływu czasu, które pojawiły się podczas twoich wywiadów? — spytał Richard.

— Oczywiście — odparła, wiedząc, że nie istnieją. Gdyby czas zdawał się płynąć wolniej lub szybciej niż w rzeczywistości, nikt by nie mówił, że to nie był sen, tylko rzeczywistość.

Bo to było jak rzeczywistość, pomyślała, wracając do gabinetu, aby nagrać wspomnienia. Miała wrażenie, że wszystko się działo w realnym czasie i przestrzeni. Co nie oznaczało, że stała się bliższa rozpoznania miejsca, w którym się znalazła.

Poza tym nic nie wskazywało na to, że uda się jej zidentyfikować dźwięk. W rezultacie przygotowanie nagrania z opisem doświadczeń granicznych zajęło jej zaledwie kilka minut. Opowiedziała o głosach, o tym, co mówiły, wspomniała, jak się odwróciła i poszła w głąb korytarza…

Ciekawe, czy właśnie to sprowokowało wytrącenie mnie ze śmierci klinicznej, przeszło jej przez myśl. Zaczęła wertować notatki, zwracając szczególną uwagę na relacje z powrotu do rzeczywistości. Wiele z nich opisano słowami: „gwałtowny” lub „nagły”. „Czułam się tak, jakby ktoś wciągał mnie z powrotem do ciała”, stwierdziła pani Ankrum, a pan Zamora, opisując koniec doświadczeń granicznych, stwierdził: „Jakby ktoś mnie chwycił za kark i wyrzucił”.

Żadne z nich nie wspomniało o tunelu jako o drodze prowadzącej do realnego świata. Pani Irwin wyznała za to: „Jezus mi powiedział: Twój czas jeszcze nie nadszedł, a ja znalazłam się z powrotem w tunelu”. Przeszło dziesięć osób stwierdziło, że ponownie zjawiło się w tunelu. „Duch wskazał światło i oznajmił: Azaliż wyborem twoim jest śmierć? a następnie pokazał tunel i spytał: Czy też wolą twoją jest żyć? Dokonaj słusznego wyboru”. Dlaczego każdy duch lub postać religijna czy martwy krewny zawsze posługują się tym pompatycznym, quasi-religijnym stylem mówienia, będącym skrzyżowaniem języka Starego Testamentu i Obi-Wana Kenobiego?, zastanawiała się Joanna.

Sporządziła listę fragmentów relacji, które pokaże Richardowi. Żałowała, że nie poszła na imprezę, gdzie przynajmniej mogłaby przegryźć nachos albo inne chrupki. Z powodu sesji straciła lunch. Wysunęła szufladę w poszukiwaniu jakiegoś zbłąkanego balonika lub jabłka, lecz znalazła tylko połówkę listka gumy do żucia, tak starej, że kiedy zdarła z niej sreberko, guma pokruszyła się jej w rękach.

Mogła przetrząsnąć kieszenie fartucha Richarda, zanim wyszła z laboratorium. I tak by nie zauważył, uznała, i znowu ogarnęło ją poczucie bliskie, bardzo bliskie świadomości, gdzie jest tunel. Siedziała całkowicie nieruchomo, usiłując złapać się tego poczucia, lecz momentalnie znikło. Co je wywołało? Coś związanego z kradzieżą żywności z fartucha Richarda? A może guma do żucia? W jakim słynnym miejscu nigdy nie była i gdzie znajdowała się drewniana podłoga, koce i stara guma?

To głód, pomyślała. Głodni ludzie często miewają złudzenia, prawda? Ale Richard kazał jej informować go, gdy znowu poczuje coś podobnego, więc poszła na górę do laboratorium i wszystko opowiedziała.

— Widzisz, nie musisz kraść — oznajmił i wyciągnął z kieszeni paczkę cheetos, gruszkę i butelkę mleka. — Wystarczy poprosić.

— To nie chodzi o żywność — stwierdziła, otwierając mleko. — Po prostu tak się zająłeś swoimi sprawami, że nie spostrzegłbyś, co robię.

— Teraz też tak czujesz?

— Nie.

— To chyba ma związek z płatem skroniowym. — Podszedł do pulpitu. — Oglądałem twoje skany. Opowiedz mi jeszcze o dźwięku. Słyszałaś go, ale nie potrafisz zidentyfikować?

Skinęła i zatopiła zęby w gruszce.

— Być może ten dźwięk w ogóle nie istnieje. Spójrz tutaj. — Wskazał niebieską plamę na skanie. — W korowym ośrodku słuchu nic się nie dzieje. Zakładałem, że istnieje rzeczywisty bodziec, płynący z wnętrza mózgu, lecz myślę, że to może być bodziec z płata skroniowego.

— Co to oznacza?

— To oznacza, że nie da się zidentyfikować dźwięku, bo go nie słychać. Masz tylko wrażenie, że coś słyszysz, ale żaden hałas nie istnieje.

Ale ja go na pewno słyszałam, pomyślała Joanna.

— Stymulacja płata skroniowego wyjaśniałaby, dlaczego istnieje tak wielka rozbieżność w opisach. Pacjenci mają wrażenie, że słyszeli dźwięk, dlatego po prostu wymyślają sobie opis ostatnio słyszanego hałasu.

Na przykład dzwonka alarmowego, pomyślała Joanna, lub brzęczenia monitora kardiologicznego pokazującego prostą linię.

— To wyjaśniałoby także niektóre inne zasadnicze elementy związane z doświadczeniami granicznymi — oświadczył Richard. — Zakładałem, że same doświadczenia są wywoływane przez endorfiny, lecz niewykluczone… — Zaczął pisać na komputerze. — Światło, głosy, spowolnienie upływu czasu, nawet deja vu, to wszystko skutki stymulacji płata skroniowego.

— Nie miałam deja vu — sprzeciwiła się Joanna, lecz Richarda pochłonęły już skany, więc dokończyła swoje cheetos i poszła spytać panią Woollam o długość jej śmierci klinicznych i sposób powracania do rzeczywistości.

— Stałam tam i wpatrywałam się w górę schodów. — W białej koszuli nocnej pani Woollam wyglądała jeszcze bardziej krucho. — A następnie okazało się, że jestem w karetce.

— Nic pani nie robiła? Może kroczyła pani w głąb tunelu? Po prostu pani stała?

— Tak. Usłyszałam głos i wiedziałam, że pora wracać, więc wróciłam.

— Co powiedział ten głos?

— Właściwie to nie był głos, tylko przeczucie, że muszę wracać, że mój czas jeszcze nie nadszedł. — Zachichotała. — Pewnie pani myśli, że nadszedł, co? Bo jestem taka stara? Nigdy nic nie wiadomo. W szpitalu Portera leżałam ostatnio w jednym pokoju z pewna dziewczyną. Młoda, na pewno nie miała jeszcze dwudziestki, trafiła tam z powodu wyrostka. Wycięcie wyrostka robaczkowego to nie byle co. Takie operacje przeprowadzano już w czasach, kiedy samu byłam dziewczyną. Ale dzień po zabiegu ona zmarła. Ludzie nigdy nie wiedzą, kiedy nadejdzie ich pora. — Pani Woollam otworzyła Biblię i przewertowała cienkie kartki. Znalazła odpowiedni fragment i odczytała: „Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie”.

— Sądziłam, że ten werset odnosi się do Chrystusa, a nie do śmierci — sprzeciwiła się Joanna.

— To prawda — potwierdziła pani Woollam. — Ale kiedy zbliża się śmierć, Jezus także tam będzie. Właśnie dlatego przybył na świat i umarł, żebyśmy nie musieli sami przez to przechodzić. On nam pomoże stawić temu czoło, bez względu na to, jak bardzo będzie to straszne.

— Myśli pani, że to się okaże straszne? — Joannę ponownie ogarnął lęk.

— Oczywiście — przytaknęła pani Woollam. — Wiem, że pan Mandrake twierdzi, że nie ma się czego obawiać, że wszędzie tam jest pełno aniołów, radosnych spotkań i światła. — Pokręciła nerwowo siwą głową. — Wczoraj znowu tu przyszedł, wyobraża pani sobie? Opowiadał najrozmaitsze bzdury. Stwierdził: „Będzie pani w Świetle. Czego się lękać?” Powiem pani czego — ożywiła się pani Woollam. — Pozostawienia świata, swojego ciała i wszystkich najbliższych. Jakże to ma nie być przerażające, nawet jeśli się idzie do nieba?