Выбрать главу

Carl jęknął cicho i nieznacznie poruszył nogą, jakby coś lekko kopał. Strząsał coś z siebie? Wspinał się? Zamruczał niezrozumiale, a na jego masce pojawiła się para wodna. Joanna zbliżyła do niego głowę.

— Ona — mruknął. — Szybciej. — Podniósł głowę z poduszek. — Muszę…

— Co musisz, Carl? — spytała Joanna, ponownie podnosząc jego rękę. — Co musisz? — Ale on opadł już na poduszki, drżąc. Joanna podciągnęła koc, przykrywając bezwładne ciało mężczyzny i zastanawiając, co się stało z Guadalupe i kocem, a następnie znieruchomiała, trzymając dłoń Carla w obydwu rękach. Muszę. Woda. O rany.

Nagle w pokoju coś się zmieniło. Zapadła cisza. Joanna spojrzała z niepokojem na Carla, bojąc się, że przestał oddychać, ale nie, nadal widziała, jak delikatnie unosi się i opada jego klatka piersiowa, a maska tlenowa pokrywa się parą.

Coś jednak uległo zmianie. Co takiego? Wszystkie urządzenia kontrolne pracowały, a gdyby w procesach życiowych chorego zaszła jakakolwiek zmiana, zaczęłyby piszczeć. Rozejrzała się po pokoju, spojrzała na komputer, stojak na kroplówkę, nawiew ciepłego powietrza. Przyłożyła ręce do wentylatora. Nie wydostawało się z niego powietrze.

Ogrzewanie wysiadło, pomyślała, a zaraz potem: To, co słyszałam, nie było dźwiękiem, tylko ciszą, która po nim zapadła. Właśnie to słyszałam w tunelu. Dlatego nie potrafię tego opisać. To nie był dźwięk, lecz cisza po wyłączeniu czegoś, przemknęło jej przez głowę i niemal, o mały włos domyśliła się czego.

— No proszę, Carl, piękny, ciepły koc. — Guadalupe rozpostarła niebieski czworokąt. — Rozgrzałam go dla ciebie w kuchence mikrofalowej. — Znieruchomiała i wbiła wzrok w twarz Joanny, a potem przeniosła go na jej zaciśnięte pięści. — Co się stało?

Już prawie wiedziałam, a teraz znowu mi umknęło, pomyślała Joanna, to się stało.

— Starałam się coś sobie przypomnieć — wyjaśniła, rozluźniając dłonie.

Przyglądała się, jak Guadalupe przykrywa Carla kocem i otula ramiona pacjenta. To ma coś wspólnego z kocem i z ogrzewaniem. Nie, nie z ogrzewaniem, pomyślała, nie z kocem i nie z kobietą, mówiącą: „Zimno mi”. Chodziło o coś innego, związanego ze szkołą średnią, przetrząsaniem kieszeni fartucha Richarda i miejscem, w którym nigdy nie była. Miejscem, które znajdowało się w jej umyśle.

Wiem, wiem, co to jest, pomyślała, i powrócił lęk, silniejszy niż wcześniej.

Rozdział 17

„I w moim śnie przybywa do mnie anioł z białymi skrzydłami, uśmiechając się”.

Z ostatniego zapisku Paula Gauguina, opublikowanego po jego śmierci

— Ciekawe — skomentował Richard, kiedy Joanna opowiedziała mu o wypadku z ogrzewaniem. — Opisz to uczucie jeszcze raz.

— To… — szukała odpowiedniego słowa — …przekonanie, że wiem, gdzie jest korytarz z moich doświadczeń granicznych.

— Nie mówisz o przebłysku wspomnień, prawda? Nie okazuje się, że znowu tam jesteś?

— Nie. I nie ma mowy o żadnym deja vu — uprzedziła jego kolejne pytanie. — Wiem, że nigdy tam nie byłam.

— A może jamais vu? To takie przekonanie, że jesteś w obcym miejscu, chociaż w rzeczywistości bywałaś w nim wielokrotnie? Takie zjawisko również jest związane z pracą płata skroniowego.

— Nie — powtórzyła cierpliwie. — To miejsce, w którym z całą pewnością nigdy się nie znalazłam, ale je rozpoznaję. Wiem, co to takiego, ale nie przychodzi mi to do głowy. To zupełnie, jakby… — Popchnęła okulary, zsuwające się jej z nosa, i usiłowała wymyślić porównanie. — No dobrze, to tak, jak wtedy, gdy poszłam z Vielle do kina i zobaczyłam kobietę kupującą popcorn. Wiedziałam, że wcześniej ją widziałam, ale nie potrafiłam określić gdzie. Miałam poczucie, że to coś złego, więc nie chciałam podchodzić i się pytać, zatem cały film spędziłam na zastanawianiu się, czy ona pracuje w szpitalu albo mieszka w moim bloku, albo trafiła do mnie jako pacjentka. To takie przekonanie. — Spojrzała wyczekująco na Richarda.

— Kim ona była?

— Jedną z poplecznic pana Mandrake’a. — Uśmiechnęła się szeroko. — Wpadłam na to po trzech czwartych filmu. Ktoś odczytywał przyszłość Meg Ryan z jej ręki i przyszło mi do głowy: „Właśnie stąd ją znam. To przyjaciółka pana Mandrake’a”. Vielle i ja wymknęłyśmy się z sali przed napisami końcowymi.

Richard sprawiał wrażenie zamyślonego.

— Twoim zdaniem wyłączenie grzejnika poskutkowało tak samo jak czytanie z ręki w filmie?

— Właśnie tak, z tym, że nic sobie nie przypomniałam. We wszystkich trzech wypadkach miałam wrażenie, że odpowiedź jest tuż poza moim zasięgiem… — Uświadomiła sobie, że ponownie wyciąga rękę, jakby chciała coś schwytać, i się zmitygowała. — Ale nie mogłam jej znaleźć.

— Kiedy pojawiło się to uczucie, zrobiło ci się niedobrze?

— Nie.

— Odczułaś jakiś niezwykły smak lub zapach?

— Nie.

— Szczątkowe obrazy?

— Szczątkowe? — Joanna nie rozumiała.

— Tak, jakbyś chciała sobie przypomnieć czyjeś nazwisko, a pamiętała tylko, że zaczyna się na T.

Wiedziała, o co chodzi Richardowi. Kiedy Meg Ryan wyciągnęła rękę do chiromanty, Joanna nagle przypomniała sobie pana Mandrake’a, wołającego ją z głębi korytarza.

— Nie.

Skinął energicznie.

— Tak właśnie myślałem. Wydaje mi się, że doświadczasz poczucia intuicyjnej wiedzy, wyczuwasz znaczenie pewnych spraw. Masz wrażenie dysponowania wiedzą i jednocześnie nie możesz określić, czego ona dotyczy. Mamy do czynienia ze stymulacją płata skroniowego, który uruchamia w układzie limbicznym sygnał znaczenia, nie poparty jakąkolwiek rzeczywistą treścią.

— Tak jak w wypadku dźwięku — stwierdziła Joanna.

— Właśnie. Idę o zakład, że zarówno on, jak i uczucie, że rozpoznajesz tunel, to wynik pracy płata skroniowego.

— Ale ja wiem…

— Temu zjawisku towarzyszy silne poczucie wiedzy. Osoba doświadczająca takiego przekonania będzie z całą mocą twierdzić, że rozumie naturę Boga lub kosmosu, ale poproszona o bliższe wyjaśnienie, zamknie się w sobie. To powszechny objaw padaczki skroniowej.

— I doświadczeń granicznych. Przeszło dwadzieścia procent badanych wierzy, że otrzymało niezwykłą wiedzę lub poznało sens kosmosu.

— Ale nie potrafią tego opisać słowami, zgadza się?

— Całkowicie. — Joanna przypomniała sobie wywiad z panią Kelly. „Anioł powiedział: Spójrz w światło, a ja zrozumiałam znaczenie wszechświata”, opowiadała pani Kelly.

Joanna czekała z włączonym magnetofonem i przygotowanym ołówkiem.

„No i?” — spytała po dłuższej chwili, a kiedy pani Kelly spojrzała na nią ze zdziwieniem, wyjaśniła: „Jakie jest znaczenie wszechświata?”

„Nikt, kto tego nie przeżył, nie będzie w stanie go pojąć”, wyniośle oznajmiła pani Kelly. „To tak, jakby opowiadać ślepcowi o świetle”.

Niemniej Joanna dobrze pamiętała niepewne, przestraszone spojrzenie na twarzy rozmówczyni. Badana nie miała pojęcia, co powiedzieć.

— Ale osobom po doświadczeniach granicznych wydaje się, że posiedli metafizyczną wiedzę. — Joanna zwróciła się do Richarda. — To przekonanie nie ma nic wspólnego z religią lub naturą kosmosu.

— Wiem, lecz w wypadku badanego, dysponującego wiedzą naukową, to przekonanie znajomości sensu kosmosu może przybrać inną, świecką formę.