— Podobnie jak moje przekonanie, że poznaję lokalizację tunelu.
— Właśnie tak. Przypisywanie znaczenia przypadkowym przedmiotom, takim jak koc lub grzejnik, też jest powszechnym zjawiskiem. Wydaje ci się, że coś rozpoznajesz, podczas gdy w rzeczywistości jest to tylko nadmierna stymulacja płata skroniowego.
— Jesteś w błędzie. Ja naprawdę wiem, co to jest. Nie potrafię tylko…
— Otóż to — przerwał Richard. — Nie możesz mi powiedzieć, co to takiego, gdyż doznajesz emocji nie popartej wiedzą. To tylko twoje przekonanie.
Teoria Richarda brzmiała przekonująco. Wyjaśniała, dlaczego pomimo wielokrotnych prób nie przybliżyła się do odpowiedzi, a także czemu bodźce najwyraźniej nie miały żadnego związku ze sobą — koc, wyłączony nawiew ciepłego powietrza, fartuch Richarda, niewłaściwie wyglądająca podłoga. I coś związanego ze szkołą średnią, przypomniała sobie, tego też nie wolno zapomnieć.
— Ale to przekonanie jest tak realistyczne…
— Tylko dlatego, że w grę wchodzą te same neuromediatory, które są obecne, kiedy mózg doświadcza rzeczywistych wrażeń — wyjaśnił Richard. — Przy następnym takim zdarzeniu postaraj się opisać wszystko, co będzie z nim związane. Okoliczności, symptomy towarzyszące…
— A jeśli następnym razem jednak przypomnę sobie, co to takiego?
— W takim wypadku nie będziemy mieli do czynienia ze stymulacją płata skroniowego. — Uśmiechnął się szeroko. — Ale i tak idę o zakład, że to właśnie to. W ten sposób uzyskujemy wyjaśnienie obecności rozmaitych endorfin. Niemal wszystkie zasadnicze elementy doświadczeń granicznych są także symptomami stymulacji płata skroniowego — dźwięki, głosy, światło, niewymowne odczucia, ciepło…
Wcale nie było mi ciepło, pomyślała Joanna. Czułam chłód. I wiem, gdzie to jest. Następnym razem, jak mi się coś skojarzy, to sobie przypomnę.
Więcej skojarzeń jednak nie było. Zupełnie, jakby uleczyło ją wytłumaczenie przyczyn zjawiska. Mimo to Joanna nie żałowała, gdyż przez trzy kolejne dni miała zbyt dużo pracy, aby choć na chwilę odetchnąć, nie mówiąc już o próbach przypomnienia sobie czegokolwiek. Poza tym nastąpił prawdziwy wysyp pacjentów reanimowanych po śmierci klinicznej. Pani Jacobson, która rozmawiała z Joanną półtora miesiąca wcześniej, ponownie znalazła się w szpitalu z zatrzymaniem pracy serca. Poza tym zjawiły się jeszcze dwa nie związane ze sobą przypadki ataku astmy.
Joanna wysłuchała relacji o tunelu (ciemnym), świetle (jasnym) i słyszanym dźwięku (nie do opisania). Wszystkie osoby zgodziły się tylko pod jednym względem — doświadczenia graniczne sprawiały wrażenie rzeczywistych.
— Byłem tam — niemal nalegał pan Darby. — To się zdarzyło naprawdę. Wiem to.
Między kolejnymi wywiadami Joanna pozostawiała wiadomości dla pani Haighton, prosząc o kontakt, i poszukiwała spisanych przykładów szczątkowej wiedzy, niemożności opisania różnych zjawisk, a także przykładania nadmiernej wagi do zwykłych wspomnień. Niektórzy pacjenci wspominali o powrocie na Ziemię w celu spełnienia misji, chociaż żaden z nich nie potrafił dokładnie opisać, na czym ta misja miałaby polegać.
— To jest po prostu misja — oświadczył z naciskiem pan Edwards.
„Pytania o jej cel powodują zdenerwowanie badanych”, Joanna zaznaczyła w swoich notatkach.
Wypadki przykładania nadmiernej wagi do błahych spraw okazały się rzadsze. Pani Hodges stwierdziła: „Teraz, kiedy patrzę na kwiat lub na ptaka, znacznie więcej dla mnie znaczą”, ale równie dobrze mogła bardziej doceniać walory życia. Żaden z badanych nie wspomniał, że niemalże ma klucz do zrozumienia wszechświata. Wszyscy natomiast byli przekonani o posiadaniu wiedzy i nie twierdzili, że jest ona dla nich nieosiągalna, choć bliska.
Joanna przeszukała wszystkie relacje, usiłując znaleźć słowo „nieuchwytny”, lecz komputer nie wskazał żadnych wypowiedzi. Gdy przystąpiła do poszukiwań określenia „na końcu języka”, musiała w połowie przerwać, gdyż zadzwoniono z OIOM-u z informacją o dwóch kolejnych atakach serca. Gdy prowadziła rozmowę z drugą osobą, Vielle przesłała jej na pager wiadomość o wstrząsie anafilaktycznym.
Joanna natychmiast poszła do pacjenta, lecz i tak się spóźniła.
— Wkroczyłem prosto do tunelu — oświadczył chory, zaraz po tym, jak weszła do jego pokoju. — Dlaczego najpierw nie opuściłem ciała i nie unosiłem się pod sufitem? Zdawało mi się, że od tego powinienem zacząć.
Oho, pomyślała.
— Panie Funderburk, czy odwiedził pana pan Mandrake?
— Właśnie wyszedł. Powiedział mi, że ludzie opuszczają ciała i unoszą się pod sufitem, spoglądając na ratujących ich lekarzy.
— Niektóre osoby mają przekonanie, że opuszczają ciało, a inne nie. Każde doświadczenie graniczne jest inne.
— Pan Mandrake stwierdził, że wszyscy opuszczają ciała, widzą tunel, światło — zaznaczał kolejne palce — krewnych, anioła, retrospekcję życia i otrzymują polecenie powrotu.
Co ja tu jeszcze robię?, pomyślała Joanna, lecz mimo wszystko wyciągnęła dyktafon, włączyła go i zapytała:
— Czy może pan opisać swoje wspomnienia?
Zgodnie z oczekiwaniami, pan Funderburk opisał tunel, światło, krewnych, anioła, retrospekcję i polecenie powrotu.
— Czy otoczenie wydawało się panu znajome?
— Nie, a powinno? — zainteresował się, jakby pozbawiono go jeszcze jednej przyjemności. — Pan Mandrake nic o tym nie wspominał.
— Proszę mi opowiedzieć o swoim powrocie.
— Najpierw musi pani wysłuchać retrospekcji.
— Dobrze, proszę mi opowiedzieć o retrospekcji.
Pan Funderburk wyrażał się wyjątkowo niejasno, zarówno pod względem formy, jak i treści.
— To była retrospekcja życia. A potem anioł rozkazał mi powrócić, więc powróciłem.
— Może pan opisać swój powrót?
— Wróciłem.
Zaczęła doceniać pana Sage’a.
— Czy pamięta pan jakieś dźwięki usłyszane podczas do świadczeń granicznych?
— Nie. Pan Mandrake powiedział, że powinienem był usłyszeć dźwięk, kiedy wchodziłem do tunelu, ale tego też nie było. — Wyrażał się jak ktoś skarżący się, że nie dostał deseru, choć w menu napisano, że desery podaje się po posiłku.
Pozostałe rozmowy okazały się bardziej owocne, chociaż żadna nie wniosła niczego nowego w sprawie dźwięku i sposobu powrotu. Pani Isakson w ogóle nie potrafiła opisać dźwięku.
— Jest pani pewna, że to był dźwięk? — spytała Joanna.
— Nie bardzo rozumiem — zdziwiła się pani Isakson.
— Czy zamiast dźwięku mogła zapanować cisza, a pani wzięła ją za dźwięk? — zasugerowała Joanna, zdając sobie sprawę, że w inny sposób nie dowie się tego, co ją interesuje. Sugestia nie wywarła wpływu na panią Isakson.
— Nie, z całą pewnością słyszałam dźwięk. Rozległ się zaraz po tym, jak weszłam do tunelu. To było stukanie. Albo zawodzenie. Naprawdę nie pamiętam, byłam zbyt szczęśliwa z powodu spotkania z matką. — Jej oczy wypełniły się łzami. — Wyglądała na zdrową i szczęśliwą, nie tak, jak ostatnim razem. Tuż przed śmiercią strasznie schudła i zrobiła się żółta.
Klasyczny komentarz. Osoby po doświadczeniach granicznych zawsze mówiły o swoich zmarłych krewnych, że wyglądali zdrowiej niż przed zgonem, odzyskiwali normalną wagę, utracone kończyny i jasność myślenia.
— Stała w świetle i wyciągała do mnie ręce — wyznała pani Isakson.