— To był potężny wybuch.
— Powiedziałaś, że myślisz, że to wybuch. Dlaczego?
— Niezbyt dobrze go słyszałam. Najpierw rozległ się ten hałas, a zaraz potem trafiłam do tego zamglonego miejsca, lecz kiedy próbowałam sobie przypomnieć, co to za dźwięk, nie bardzo mi to wychodziło. Ale i tak jestem pewna, że to był wybuch.
Podobny do erupcji wulkanu, pomyślała Joanna, a tuż przed atakiem Maisie czytała książkę o Wezuwiuszu. Mimo to dziewczynka lepiej się spisywała jako badana niż którykolwiek z ostatnio przesłuchiwanych pacjentów.
— Co się stało później?
— Nic — zasępiła się Maisie. — Tylko mgła, a potem znalazłam się z powrotem w swoim pokoju.
— Możesz mi opowiedzieć o swoim powrocie? Jak przebiegał?
— Błyskawicznie. W jednej chwili stoję i rozglądam się usiłując dostrzec cokolwiek przez mgłę, a w następnej jestem z powrotem, momentalnie, a facet od reanimacji pociera jedną elektrodę o drugą i mówi: „W porządku”. Cieszę się, że wróciłam właśnie w tym momencie. Nienawidzę, kiedy strzelają elektrodami.
— Nie przeprowadzili defibrylacji? — zdziwiła się Joanna i pomyślała, że musi spytać o to Barbarę.
— Nie, wiem to na pewno, bo ten facet powiedział: „Grzeczna dziewczynka, sama wróciła”.
— Powiedziałaś, że rozglądałaś się we mgle. Możesz mi dokładnie powiedzieć, co robiłaś?
— Kręciłam się w kółko. Mam pani pokazać? — spytała i zaczęła odrzucać koc.
— Nie, jesteś poprzypinana do aparatury. Trzymaj. — Wręczyła jej różowego misia. — Pokaż mi na nim.
Maisie posłusznie obróciła misia na kocu.
— Stałam tam — oświadczyła, trzymając misia pyszczkiem do siebie — i rozglądałam się. — Obróciła misia wokół jego własnej osi, zatrzymując go w chwili, gdy znajdował się grzbietem do niej. — A potem wróciłam.
Wpatrywała się w głąb tunelu, kiedy wróciła, pomyślała Joanna. O ile to był tunel.
— Czy poszłaś przed siebie, zanim wróciłaś? — Zademonstrowała na misiu.
— Nie, bo nie wiedziałam, co tam może być.
Tygrys, odpowiedziała w myślach Joanna.
— A jak sądziłaś, co tam mogło być?
— Nie wiem — oświadczyła Maisie i zmęczona opadła na poduszki, co Joanna odebrała jako sygnał do zakończenia wywiadu. Wyłączyła dyktafon i wstała.
— Pora odpocząć, dzieciaku.
— Proszę zaczekać, nie może pani jeszcze odchodzić. Jeszcze nie powiedziałam pani o mgle, jak wyglądała. Ani o Górze Świętej Heleny.
— Górze Świętej Heleny? Wydawało mi się, że czytałaś o Wezuwiuszu.
— Obydwie góry to wulkany. Wiedziała pani, że na Górze Świętej Heleny mieszkał jeden facet, i wciąż mu powtarzali, że nie może tam zostać, bo zbliża się wybuch, a on nie słuchał? Kiedy doszło do erupcji, nie mogli nawet znaleźć jego ciała.
Vielle musi posłuchać tej historii, pomyślała Joanna.
— No dobrze, powiedziałaś mi o Górze Świętej Heleny, a teraz pora na odpoczynek. Siostra Barbara powiedziała, żebym cię nie męczyła.
— Ale jeszcze nie opowiedziałam pani o Wezuwiuszu. Najpierw nastąpiły trzęsienia ziemi, a potem wszystko się uspokoiło, a w końcu, około godziny pierwszej, pojawił się dym i zrobiło się zupełnie ciemno, i ludzie nie wiedzieli, co się stało, i zaczął spadać popiół i skały, więc wszyscy schowali się pod tymi długimi gankami…
— Kolumnadami — podpowiedziała Joanna.
— Kolumnadami, ale to nic nie pomogło, i wtedy…
— Opowiesz mi później — przerwała Joanna.
— …pozbierali swój dobytek i uciekli z miasta. Ta pani miała złotą bransoletę i…
— Naprawdę opowiesz mi później. Najpierw odpoczniesz. Teraz nałóż przewód tlenowy. — Joanna podeszła do drzwi. Nie zdążyła jednak wyjść.
— Kiedy pani przyjdzie? — spytała z naciskiem Maisie.
— Dzisiaj po południu. Obiecuję. — Poszła do swojego gabinetu.
Po drodze spotkała Tish.
— Pytałam doktora Wrighta, czy możemy przełożyć pani sesję na godzinę pierwszą, a on mnie skierował do pani. Muszę, iść do dentysty.
Albo na niespodziewaną randkę, pomyślała Joanna.
— Jasne. Doktor Wright jest u siebie?
— Nie, właśnie wychodził na spotkanie z panią doktor Jamison, ale mówił, że wróci przed południem. Nie denerwuje to pani, że on tak zapomina o całym świecie?
Zapomina, powtórzyła w myślach Joanna. Zapomnieć o czymś strasznym, co się zdarzyło.
— Oczywiście, że to pani nie denerwuje — skrzywiła się Tish. — Pani jest dokładnie taka sama. Czy pani w ogóle słyszała, co mówiłam?
— Tak — potwierdziła Joanna. — O pierwszej.
— Prosił jeszcze, żeby panią spytać, czy udało się pani skontaktować z panią Haighton.
Pani Haighton.
— Teraz spróbuję do niej zadzwonić — wyjaśniła Joanna i poszła do gabinetu, gdzie przez resztę przedpołudnia pozostawiła wiadomości dla pani Haighton, a także wpatrywała się w bluszcz i usiłowała sobie przypomnieć, gdzie widziała tunel.
Coś związanego z zapominaniem, fartuchem Richarda i punktem zetknięcia podłogi na korytarzu z drzwiami. A także hufami połyskującymi od szkarłatu i złota. I szkołą średnią. Była tam drewniana podłoga. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi. Gabinet zastępcy dyrektora, gdzie Ricky Inman spędzał większość czasu. Czy właśnie to pojawiało się w jej pamięci? Wspomnienia ze szkoły? Wraz z obrazem osoby reprezentującej władzę?
To miało sens. Korytarze w szkole były długie, a drzwi nosiły numery. Fartuch mógł się kojarzyć z nauczycielem chemii — jak mi się nazywał? Pan Hobert…wore; dźwięk to mógł być dzwonek, którego odgłos przypominał brzęczenie, a drzwi do gabinetu zastępcy dyrektora…
Nie chodziło jednak o drzwi do gabinetu. Drzwi w tunelu otwierały się na zewnątrz. Muszę otworzyć te drzwi i sprawdzić, co jest za nimi, uznała Joanna. Kiedy to zrobię, przekonam się, gdzie się znajduje to miejsce.
Piętnaście po pierwszej, leżąc sennie z uszami w słuchawkach i maską na oczach, w oczekiwaniu na rozpoczęcie działania dithetaminy, Joanna pomyślała, że odpowiedź kryje się za drzwiami…
Zjawiła się w tunelu. Drzwi były zamknięte. Tylko cienka jak brzytwa linia światła wskazywała próg. Joanna musiała po ciemku przejść przez pogrążony w ciemnościach tunel. Jedną ręką dotykała ściany.
Kreska światła okazała się zbyt cienka, aby dostrzec jakiekolwiek cienie, Joanna nie słyszała też żadnych głosów. W tunelu panowała głucha cisza, zupełnie jak w pokoju Carla Śpiączki po wyłączeniu grzejnika. Nie, nie grzejnika. Jakiegoś innego cichego, jednostajnego dźwięku, niezauważalnego, dopóki nie ustał.
— …ustał — powtórzył cicho głos zza drzwi, a Joanna zamarła w oczekiwaniu.
Cisza. Joanna przez dłuższą chwilę stała nieruchomo, potem ponownie ruszyła po omacku w stronę drzwi, zastanawiając się, co zrobi, jeśli będą zamknięte. Nie były. Z łatwością obróciła gałkę i popchnęła drzwi, zalewając korytarz strumieniem intensywnego światła. Jasność uderzyła ją z niemal fizyczną siłą, Joanna musiała się cofnąć i unieść rękę, aby zasłonić twarz.
— Co się stało? — spytał przestraszony głos kobiecy, a Joanna przez moment sądziła, że chodzi o światło i że po otwarciu drzwi jasność poraziła wszystkich wokół, wybuchając niczym bomba.
— Nie, jestem pewien, proszę pani — odparł męski głos, Kiedy oczy Joanny przyzwyczaiły się do światła, dostrzegła mężczyznę w białej marynarce. Rozmawiał z kobietą o rozpuszczonych włosach.