Nie udało mu się. Przycisnęła piątkę i drzwi się otworzyły. Richard spodziewał się ujrzeć tłum zaniepokojonych wybawców, a przynajmniej kogokolwiek, kto przybyłby sprawdzić, co to za hałas, lecz korytarz okazał się zupełnie pusty. Joanna wyniośle opuściła windę i z uniesioną wysoko brodą skierowała się do laboratorium. W środku odwróciła się do Richarda, trzymając ręce skrzyżowane na piersiach.
— Zdajesz sobie sprawę, że mogliśmy tam utknąć na zawsze i nikt nie przybyłby nam na ratunek? — zaryzykował Richard, próbując przełamać lody.
Cisza.
— Posłuchaj — zaczął. — Przepraszam, że tak nagle się rozzłościłem. To dlatego…
— …że myślałeś, że stałam się jednym z wariatów pana Mandrake’a? — dokończyła za niego. — Jak mogłeś tak uznać?
— Bo to się zdarza bez przerwy. Wciąż słyszę o zupełnie rozsądnych osobach, które nagle ogłaszają, że widziały światło i przystępują do rozgłaszania bzdur. Pomyśl o Seagalu. Albo o Foxxie.
— Ale ty mnie znasz.
— Tak jak ty znałaś pana Wojakowskiego?
— Masz rację — cicho przyznała Joanna. — Ale kiedy opowiedział mi o tym, że podczas bombardowania Pearl Harbor przebywał na Yorktown, nie zaczęłam go oskarżać. Najpierw sprawdziłam fakty. Uzyskałam potwierdzenie z zewnątrz. A ty nawet nie wysłuchałeś tego, co się starałam powiedzieć.
— Zamieniam się słuch.
— Czyżby? — Znowu uniosła brodę.
— Tak — potwierdził z powagą. Wskazał jej krzesło. Usiadła z napięciem. On też usiadł, pochylił się ku niej, a ręce wsunął między kolana. — Zaczynaj.
— Dobrze. — Poprawiła okulary, osuwające się po jej nosie. — To był Titanic…
Najwyraźniej spiął się mimowolnie, gdyż powiedziała:
— Zdaje się, że mówiłeś, że będziesz słuchał.
— Słucham. To był Titanic.
— Ale nie odniosłam wrażenia, że jestem w tysiąc dziewięćset dwunastym roku albo że widzę statek tamtej nocy. Czułam się zupełnie inaczej.
— Jak?
Przybrała skupiony wyraz twarzy, taki sam, jaki miała, kiedy usiłowała zidentyfikować hałas.
— To był Titanic, ale nie Titanic. Wiem, że nie znalazłam się na pokładzie prawdziwego statku, że to, co widziałam, nie wydarzyło się tamtej nocy. Choć jednocześnie to był Titanic.
— Więc nie miałaś poczucia, że to się dzieje naprawdę? Czy to były nakładające się wizje?
— Nie — zaprzeczyła. — Wszystko było namacalne i trójwymiarowe, tak samo, jak we wszystkich poprzednich wypadkach. Złudzenie, że tam się znalazłam, było całkowite. Naprawdę stałam w przejściu i na pokładzie, tylko że… — Zawahała się. — Odniosłam wrażenie, że za tym wszystkim kryło się coś jeszcze, jakaś głębsza rzeczywistość… — Z ciekawością spojrzała na Richarda. — Ale dlaczego miałabym widzieć Titanica?
— Nie sądzę, żebyś go zobaczyła. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z konfabulacją. Podczas doświadczeń granicznych nie stwierdziłaś, że jesteś na Titanicu. Doszłaś do takiego wniosku po zakończeniu badania, kiedy przedstawiałaś swoją relację. Świetnie wiesz, jak przebiega ten proces. Twoja świadomość…
— Nie — stanowczo zaprzeczyła Joanna. — Już za pierwszym razem rozpoznałam przejście. Mówiłam ci o tym. Wiedziałam, że je poznaję, ale zdawałam sobie sprawę, że nigdy w nim nie byłam. Gdybyśmy mieli do czynienia z konfabulacją, dlaczego miałabym wymyślać coś tak nieprawdopodobnego jak Titanic? Konfabulacje to skutek oczekiwań i wpływów z zewnątrz. Nigdy nie słyszałam o nikim, kto podczas doświadczeń granicznych ujrzałby Titanica. Jeśli to moja konfabulacja, to dlaczego nie zobaczyłam Świetlistego Anioła albo złotych schodów?
— Istnieje kilka wytłumaczeń. Podejdź tutaj na chwilę — poprosił i zbliżył się do pulpitu. Wyświetlił cztery zdjęcia z jej doświadczeń granicznych. — Przyjrzyj się — powiedział, wskazując na rozrzucone punkty w kolorze pomarańczowym, czerwonym i żółtym, pokrywające korę czołową na każdym skanie. — To są przypadkowe rozbłyski neuronów w obszarze kory czołowej odpowiedzialnym za pamięć długotrwałą. Jeden z tych rozbłysków mógł przywołać wspomnienie o Titanicu.
— Ale to nie sprowadzało się tylko do pojedynczego wspomnienia, tych wspomnień zebrały się dziesiątki. Zatrzymujące się silniki, przejście, pasażerowie na pokładzie…
— I to wszystko mogą być konfabulacje oparte na pojedynczym wspomnieniu, podobnie jak odczuwane przez ciebie wrażenie dźwięku, światła i pojawienia się postaci w bieli. Właśnie dzięki takiej jednoznaczności odbieramy sny jako spójne historie, a nie serie oddzielnych obrazów.
Nie wydawała się przekonana.
— Ale dlaczego miałby rozbłysnąć neuron z Titanikiem, skoro istnieją — sama nie wiem ile — miliony? Miliardy wspomnień?
— Właśnie to się wiąże z przypadkowością. Zresztą pojawienie się twojego wspomnienia związanego z Titanikiem wcale nie jest tak bardzo nieprawdopodobne pod względem statystycznym.
Tym razem Joanna wpatrywała się w niego jak w szaleńca.
— Nie jest nieprawdopodobne?
— Nie. W końcu to katastrofa, a ty spędziłaś sporo czasu z Maisie, rozmawiając o tragediach.
— Ale nie o Titanicu — zaprzeczyła Joanna. — Nie przypominam sobie, aby Maisie kiedykolwiek wspominała o tym statku.
— Mówiła o Lusitanii i założę się o wszystko, co mam, że w tych jej książkach są także zdjęcia Titanica. Kiedy poznałem Maisie, przewertowała wszystkie strony, aby znaleźć jedno zdjęcie. Mogłaś zobaczyć rysunek Titanica, wystającego do połowy z wody.
— Gdyby wspomnienie pochodziło od Maisie, raczej ujrzałabym Pompeje — stwierdziła kategorycznie Joanna. — To nie dlatego przyszedł mi do głowy Titanic.
Ciekawe, pomyślał Richard.
— Znasz źródło swojego wspomnienia?
Ponownie przybrała niezwykły, zamyślony wyraz twarzy.
— Nie. Ale wiem, że nie chodzi tutaj ani o pana Wojakowskiego, ani o Maisie. Poza tym wspomnienie nie było przypadkowe.
— Skąd wiesz?
— No bo… Nie wiem — wyznała pokonana. — Nie mam poczucia przypadkowości. Raczej, że to się skądś wzięło.
— To możliwe — zgodził się Richard. — Wspomnienia długotrwałe, do których często sięgamy, mają mocniejsze ścieżki neuronowe niż zwykłe wspomnienia, dzięki czemu łatwiej je przywołać.
— Ale przecież ja nie wspominam często Titanica. Nie myślałam o nim od czasu…
— Pojawienia się filmu na ekranach? — podsunął Richard. To najbardziej oczywiste źródło. Na końcu filmu jest nawet scena, w której staruszka widzi siebie na Titanicu w białej sukni i jasnym świetle. Widziałaś film…
— Pięć lat temu — przypomniała Joanna. — I wcale mi się nie podobał.
— Podobanie nie ma nic do rzeczy. Zresztą wszędzie znajdziesz odniesienia do Titanica — w specjalnych programach telewizyjnych, w książkach. Tę koszmarną piosenkę Celinę Dion słyszałem dzisiaj rano po drodze do szpitala i wiem na pewno, że niedawno dwukrotnie sięgałaś do wspomnień związanych z Titanikiem.
— Kiedy? — powątpiewała Joanna.
— W dniu naszego pierwszego spotkania opowiedziałaś mi o spirytualiście — jak on się nazywał? — Stead? — który zatonął wraz z Titanikiem, a podczas wieczoru u Vielle sama stwierdziłaś, że wieczór smakołyków to strefa wolna od Titanica. Jak widzisz, twoje ścieżki neuronowe nie tylko są nowe, lecz w dodatku wzmocnione. Twoje wspomnienia dotyczące sceny z filmu, w której zatrzymują się silniki, a pasażerowie wylegają na pokład, żeby sprawdzić, co się stało…