Joanna już od dłuższego momentu kręciła głową.
— Ta scena, kiedy stali na pokładzie w koszulach nocnych i strojach wieczorowych, nie jest z Titanica.
— No dobrze, więc z książki albo…
— Nie — zaprzeczyła, choć z mniejszą pewnością siebie. — Nie sądzę, żeby chodziło o książkę.
— Może o rozmowę?
Znowu zaprzeczyła ruchem głowy.
— Nie, nie o rozmowę. Wspomnienie wzięło się skądinąd.
— Skąd?
— Nie wiem. Mówisz, że przyczyną ujrzenia przeze mnie Titanica jest przypadkowy rozbłysk synapsy…
— Oraz stymulacja płata skroniowego.
— Ale niemal wszystkie osoby po doświadczeniach granicznych twierdzą, że widziały niebo. Gdyby przypadkowe rozbłyski miały decydować o treści wspomnień, mielibyśmy do czynienia z najrozmaitszymi miejscami i przeżyciami.
— Niekoniecznie — sprzeciwił się Richard. — Rozbłyski synaps w większości wypadków bywają zbyt słabe, aby stworzyć obraz. Albo też przekonanie o kosmicznej wadze przeżycia może tłumić wszelkie inne obrazy.
— Więc dlaczego nie stało się tak w moim wypadku?
— Ponieważ wystrzegałaś się takich interpretacji. Kiedy starałaś się mnie przekonać do eksperymentów na sobie, powiedziałaś, że jak zobaczysz promieniującą postać, nie założysz automatycznie, że to Świetlisty Anioł.
— Ale dlaczego miałabym myśleć o Titanicu, skoro jest tyle możliwości? Czemu nie o tunelu kolejowym? W zeszłym tygodniu Vielle spytała mnie: „A jeśli światło na końcu tunelu okaże się pędzącym pociągiem?” Mieszkam w Kolorado, gdzie jest mnóstwo górskich tuneli. Jeden z nich mógłby mi się skojarzyć i byłoby to absolutnie logiczne, bardziej niż statek. Nigdy nie byłam na statku.
— Starasz się znaleźć logiczne wyjaśnienia, podczas gdy synapsy rozbłyskują przypadkowo…
— Nie miałam poczucia przypadkowości — upierała się Joanna. — Jestem przekonana, że widziałam Titanica z jakiegoś konkretnego powodu, że to coś oznacza.
Proszę bardzo, pomyślał Richard, wracamy do płata skroniowego i odczucia znaczenia.
— Możesz opisać to przekonanie?
— Ono ma jakiś związek z tym wspomnieniem, które przywołało obraz Titanica. Jestem przekonana, że wiem, skąd się wzięło to wspomnienie, i gdyby tylko udało mi się przypomnieć sobie…
— Ale nie możesz.
— Mam to… — Wyciągnęła przed siebie rękę, jakby chciała coś chwycić. — …na końcu… — Urwała i odwróciła głowę. — Pewnie znowu myślisz, że to nic nie oznacza, prawda? — spytała ze złością. — Uważasz, że to stymulacja płata skroniowego.
— To by wyjaśniało, dlaczego nie pamiętasz, skąd się wzięło wspomnienie — stwierdził łagodnie. — Czy teraz też masz takie przekonanie? Sądzisz, że wiesz, dlaczego przyszło ci do głowy właśnie takie wspomnienie?
— Owszem.
— Połóż się na stole. — Energicznie podszedł do apteczki. Chcę sprawdzić, czy uda nam się uchwycić to na skanie. — Wyciągnął strzykawkę.
— Mam się rozebrać?
— Nie, darujemy sobie także kroplówkę. Wstrzyknę ci tylko znacznik. — Richard napełnił strzykawkę. — Zdejmij sweter i podciągnij rękaw.
Joanna zdjęła kardigan, położyła się na stole, rozpięła mankiet bluzki i podwinęła rękaw. Przystąpił do skanowania.
— Na pierwszych trzech zdjęciach miałaś poczucie znajomości miejsca i zdarzeń, a na tym rozpoznałaś Titanica. Te dwie sprawy mogą być całkowicie niezależne od siebie.
— Jak to, niezależne od siebie?
Przetarł jej zgięcie w łokciu spirytusem i wstrzyknął znacznik.
— Wrażenie czegoś znajomego, którego doświadczyłaś w korytarzu, a także w chwili wyłączenia ogrzewania, mogło być wywołane przypadkowym bodźcem i nie związane z rozpoznaniem Titanica.
— Ale te bodźce nie były przypadkowe — zaczerwieniła się Joanna. — Wszystko do siebie pasuje, twój fartuch, chłód i…
— One mogą pasować do rozmaitych sytuacji.
— Na przykład jakich?
— Sama powiedziałaś, że ludzie, których widziałaś, mogli uczestniczyć w przyjęciu albo w balu.
— Ta kobieta stała w koszuli nocnej!
— Ty sama uznałaś, że to koszula nocna, po tym jak uświadomiłaś sobie, że widzisz Titanica. Wcześniej utrzymywałaś, że to staromodna sukienka. A na samym początku twierdziłaś, że to anielskie szaty. Połóż się.
— A co z nierówną podłogą? — Wyciągnęła się na stole do badań. — I z twoim fartuchem i…
— Nic nie mów — przykazał, ustawiając skaner. Podszedł do pulpitu. — W porządku. — Uruchomił urządzenie. — Chciałbym, żebyś w myślach policzyła do pięciu.
Obejrzał wyświetlone na ekranie skany.
— Teraz wyobraź sobie tunel. Pomyśl o tym, co widziałaś.
Zaświeciło się kilka punktów w korze czołowej, wskazując na różnorodność źródeł wspomnienia, zarówno wizualnych, jak i słuchowych, co mogło tłumaczyć, dlaczego Joanna nie mogła sobie przypomnieć, czy słyszała, czy też czytała o zatrzymujących się silnikach i pasażerach wychodzących na pokład, aby sprawdzić, co się stało.
Pomyślał, że mogła też widzieć to w filmie. Wbrew protestom Joanny wciąż uważał to za najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie. Film odniósł ogromny sukces i przez ponad rok zasypywano ludzi informacjami o tej superprodukcji — publikowano związane z nią książki, płyty, artykuły z gazet, emitowano programy telewizyjne. A kilka lat wcześniej podobne emocje towarzyszyły odkryciu wraku. Nie istniała możliwość, aby się odizolować od takiego zalewu wiadomości o Titanicu, więc Joanna z całą pewnością nie stanowiła wyjątku. Nie tylko wiedziała o dywanach w korytarzach pierwszej klasy, ale także znała nazwisko radiotelegrafisty Jacka Phillipsa.
— Dobrze, a teraz skoncentruj się na źródle wspomnień — oświadczył Richard i spojrzał na obraz płata skroniowego, oczekując, że się zaświeci.
I rzeczywiście, wkrótce nabrał intensywnej, pomarańczowo-czerwonej barwy. Richard zadał Joannie jeszcze kilka pytań, a potem wyłączył skaner.
— Możesz wstać — pozwolił i przystąpił do graficznego obrazowania skanów.
Joanna podeszła do pulpitu, opuszczając rękaw.
— Wciąż jeszcze nie nagrałam relacji ze swoich doświadczeń granicznych. — Włożyła kardigan. — Będę w gabinecie.
— Nie chcesz obejrzeć zdjęcia swoich wewnętrznych przekonań? — Wyświetlił skan. — Oto ono. — Wskazał na płat skroniowy. — Właśnie dlatego sądzisz, że obraz Titanica nic jest przypadkowy.
Ponuro przyglądała się zdjęciu, trzymając ręce w kieszeniach swetra. Richard wskazywał obszary aktywności mózgu.
— Ale to przekonanie, że wiem, skąd się wzięło wspomnienie, jest bardzo silne… — mruknęła.
— Tak samo silne, jak to, którego doznałaś w przebieralni i w korytarzu — podsunął Richard.
— Tak — przyznała.
Wskazał na czerwono-pomarańczowy płat skroniowy.
— Twój umysł po prostu usiłuje nadać sens irracjonalnemu wrażeniu, dopasowując do niego obiekt, w tym wypadku źródło wspomnień, niemniej jest to tylko poczucie.
Wyglądała tak, jakby chciała zaprzeczyć, lecz powiedziała tylko:
— Wciąż nie nagrałam swojej relacji. — Podniosła dyktafon.
— Kiedy ją spiszesz…
— Wiem. Nie mogę dopuścić, aby dostała się w ręce wroga.
— Mandrake zrobiłby…
— Wiem. Zrobiłby z tego użytek.