— Mam ogromną prośbę. Możesz pożyczyć kasetę i sprawdzić, czy w filmie pojawia się taka scena?
— Nie prościej byłoby, gdybyś sama go pożyczyła? Przecież lepiej wiesz, czego szukasz. Jeśli ci zależy, możemy obejrzeć film wspólnie, podczas wieczoru smakołyków, pod warunkiem, że przewiniesz tę durnowatą scenę z „królem świata”.
— Nie mogę. Posłuchaj, zapłacę za wypożyczenie i za benzynę. Chcę tylko, żebyś sprawdziła, czy istnieje taka scena. — zaczęła grzebać w kieszeni swetra.
— Wystarczy, jak zapłacisz za kasety na wieczór smakołyków. — Vielle zmrużyła oczy. — Co jest grane? To ma coś wspólnego z twoimi badaniami, prawda? Nie mów mi tylko, że jeden z twoich ochotników znalazł się na Titanicu.
— Cśśś — syknęła Joanna, rozglądając się z niepokojem. Nie powinna była rozmawiać z Vielle w miejscu, w którym kręci się tylu ludzi.
— Mam rację, zgadza się? — Vielle ściszyła głos. — Jeden z twoich pacjentów zobaczył Titanica, kiedy przeszedł przez tunel.
— Ależ skąd — zaprzeczyła Joanna. — Po prostu rozmawiałam o tym z Richardem. — Ostatecznie nie kłamię, pomyślała zrezygnowana. Naprawdę o tym rozmawialiśmy, a Vielle spytała, czy to jeden z moich badanych widział Titanica, a nie czy ja go zobaczyłam. Zresztą, to nie był Titanic.
— Rozmawiałaś o tym z Richardem, tak? — Vielle zmieniła ton głosu. — Proszę, proszę, przynajmniej rozmawiacie o czymś innym niż tylko skany RIPT i poziomy endorfin, chociaż dlaczego wybraliście Titanica, nie mam pojęcia.
Joanna zmusiła się do uśmiechu i z trudem powstrzymała przed rozejrzeniem, czy ktoś nie podsłuchuje.
— Widzisz, istnieją ciekawsze filmy, o które warto się spierać — wyjaśniła Vielle. — Zdawało mi się, że nie cierpisz Titanica. Kiedy chciałam go wypożyczyć, wkurzyłaś się, że jakiś oficer wcale się nie zastrzelił, tylko…
— Oficer Murdoch — uzupełniła Joanna. Vielle mówiła prawdę. Naprawdę się wkurzyła. W filmie roiło się od nieścisłości historycznych. Nie tylko nie istniały dowody na to, że oficer Murdoch zastrzelił pasażera, a potem odebrał sobie życie, lecz twórcy filmu w dodatku zrobili z oficera Lightollera tchórza, chociaż w rzeczywistości był bohaterem, gdyż spuścił na wodę szalupy z kwater oficerskich, przez całą noc utrzymywał na wodzie przewróconą do góry dnem składaną szalupę typu B…
Wspomnienie nie może pochodzić z filmu, uznała w myślach, bo jeszcze przed jego obejrzeniem znałam historię Titanica. „Wszyscy ją znają”, stwierdził Richard, ale mówił o najważniejszych faktach. Wszyscy wiedzą, że Titanic zatonął, wszyscy słyszeli o górze lodowej i braku wystarczającej liczby łodzi ratunkowych, i o tym, że orkiestra grała do końca Bliżej Ciebie, Panie. Niewiele osób zna jednak sprawę Murdocha. Albo składanej szalupy typu B.
— Może pożyczysz ten film, zaprosisz Richarda i przygotujesz kilka moich dipów na pikantnej szynce…?
— To się wiąże z moimi wspomnieniami z filmu — wyjaśniła wymijająco Joanna. — Więc jeśli mogłabyś pożyczyć tę kasetę i sprawdzić, czy istnieje taka scena, byłabym ci bardzo wdzięczna. Nie musisz oglądać całego filmu, wystarczy ta część po zderzeniu z górą.
— Zrobię wszystko, co pomoże w rozwinięciu waszego romansu. Wytłumacz mi jeszcze raz, czego mam szukać.
— Ludzi stojących na pokładzie, zastanawiających się, co się stało i pytających stewarda, dlaczego statek się zatrzymał. Niektórzy z nich powinni mieć na sobie ubrania wieczorowe, a inni muszą wyglądać tak, jakby dopiero wstali z łóżek. Nie powinni się bać ani krzyczeć, ani też usiłować wdrapać się na pokład łodziowy. Mają tylko stać.
— W porządku — odparła Vielle. — Nie przypominam sobie takiej sceny.
Ani ja, dopowiedziała w myślach Joanna.
— Dasz radę sprawdzić to dziś wieczorem?
— Nie. Musisz zaczekać do jutra.
— Czemu?
— Och, dzisiaj wieczorem odbędzie się jakieś głupie zebranie — wyjaśniła lekceważąco Vielle.
— Na jaki temat?
— Nie wiem. Bezpieczeństwo pracy na oddziale nagłych wypadków czy coś takiego. Najwyraźniej uznali, że ich pismo obiegowe to za mało i teraz chcą nas zapędzić na seminarium. „Należy zwracać szczególną uwagę na swoje otoczenie. Nie wolno wykonywać gwałtownych ruchów”. Zastanawiam się, czy to obejmuje nagłe przebudzenie, jeśli ktoś się zdrzemnie podczas wykładu.
— Nie żartuj sobie. Ten oddział jest niebezpieczny. Naprawdę musisz poprosić o przeniesienie gdzie indziej.
— Nie dam rady — oświadczyła beztrosko Vielle. — Jestem zbyt zajęta oglądaniem filmów na wideo dla moich przyjaciół.
— Mówię poważnie. Jeśli tu zostaniesz, któregoś dnia ktoś cię zabije. Myślę, że powinnaś…
— Masz rację, mamo — stwierdziła Vielle. — Jeszcze raz, czego szukać? Ludzi w piżamach, stojących na korytarzu i rozmawiających o tym, że usłyszeli, jak zatrzymują się silniki?
— Na pokładzie. Nie w przejściach. Kiedy uda ci się to sprawdzić?
— Jak tylko wydostanę się stąd jutro wieczorem, dotrę do wypożyczalni Blockbuster i przewinę pierwsze dwie godziny, w których Leo i Kate zwieszają się przez burtę i wygłaszają kwestie typu: „Ale mam szczęście, że płynę tym statkiem”. — Vielle udała, że wpycha palec do gardła. — Do ósmej?
Jutro o ósmej, pomyślała Joanna, żałując, że nie da się wcześniej.
— Zadzwoń, jak tylko sprawdzisz.
— Jesteś pewna, że żaden z twoich ochotników nie zobaczył Titanica? — Vielle przybrała zatroskany wyraz twarzy.
— Jestem pewna. Gdzie leży ten facet od oświetlenia choinkowego?
— Na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej.
— Rozumiem — potwierdziła Joanna i uciekła, zanim Vielle zdążyła jeszcze o coś spytać. Nie miała zamiaru rozmawiać z człowiekiem od lampek na choinkę, dopóki nie wyjaśni się sprawa Titanica. Spytała, gdzie szukać tego pacjenta, bo chciała zmienić temat rozmowy. Chociaż z drugiej strony, jeśli naprawdę chciała zdobyć jego relację, powinna się tym zająć od razu i nagrać wywiad, zanim chory zacznie zmyślać…
Nie nagrałam swojej relacji, uświadomiła sobie ze zgrozą. Do tego stopnia zaabsorbowała ją chęć udowodnienia, że jej wizje nie wzięły się z filmu, że zapomniała, dokąd szła. A wszystkie te spekulacje dotyczące źródła wspomnienia i jego znaczenia będą bezwartościowe, jeśli jej doświadczenia graniczne nie zostaną należycie udokumentowane.
Muszę się tym zająć od razu, uznała, zanim upłynie jeszcze więcej czasu. Postanowiła pobiec do bufetu. W połowie drogi zatrzymała ją siostra Lucille z oddziału intensywnej opieki kardiologicznej.
— Widziała się pani z Maurice’em Mandrakiem? Szukał pani.
— Gdzie mnie szukał?
— Na górze, na moim oddziale. Przyszedł przeprowadzić wywiad z pacjentem.
No jasne, pomyślała Joanna, koniec z relacją faceta od lampek. Ale przynajmniej Mandrake siedział na górze, a nie w bufecie. Podziękowała Lucille i zeszła niżej. Bufet był zamknięty.
Jakżeby inaczej. Joanna szarpnęła klamką podwójnych drzwi, zamkniętych na cztery spusty i wbiła wzrok w czerwone, plastikowe krzesła, poukładane na stołach z formiki. Usiłowała przypomnieć sobie, gdzie jeszcze może się zaszyć. Na pewno nie w swoim gabinecie, i nie w pokoju lekarzy. Musiała uważać, aby nikt nie podsłuchał, jak mówi o Titanicu. O tej porze pomieszczenie dla odwiedzających w ambulatorium zwykle świeciło pustkami, lecz aby się tam dostać, musiałaby pokonać trzy korytarze i dwa łączniki między skrzydłami, znacznie zwiększając ryzyko wpadnięcia na pana Mandrake’a.