Выбрать главу

Skinął głową, nie odwracając się do Joanny. Wyszła i skierowała się do windy.

— Czekaj! — krzyknął Richard i puścił się biegiem za Joanną. Kiedy się do niej zbliżał, przyszło jej do głowy, że faktycznie jest przystojny.

— Chciałem zamienić z tobą słowo, zanim zjawi się Tish. Myślę, że nie powinniśmy przy niej rozmawiać o Titanicu. Jeśli znowu go ujrzysz, w co wątpię. Zamierzam zwiększyć dawkę, co zmieni bodźce wysyłane do płata skroniowego. Zmianie ulegnie przede wszystkim początkowy bodziec i sądzę, że uzyskamy zupełnie inny indeks lateralizacyjny.

— Ale gdybym jednak zobaczyła Titanica, mam nagrać relację w swoim gabinecie.

— Albo w drugim pomieszczeniu laboratorium. Wiem, że swoje wspomnienia musisz zarejestrować jak najszybciej po ocknięciu się z doświadczeń granicznych — stwierdził potulnie. — Nie o to chodzi, że się boję, że Tish powie wszystko panu Mandrake’owi, ale…

— Strzeżonego Pan Bóg strzeże — uzupełniła Joanna.

— Właśnie. — Richard uśmiechnął się. — Powiedziałaś, że wrócisz przed pierwszą?

Joanna potwierdziła skinieniem głowy.

— Świetnie. — Richard zawrócił do laboratorium. — Znalazłaś czas, żeby sprawdzić te relacje, o które prosiłem?

— Jeszcze nie — przyznała, wciskając „dół”. — Zabiorę się do tego, jak tylko wrócę. Aha, jeszcze jedno. Dzwoniła pani Haighton. Nie przyjdzie w czwartek.

— Wiedziałem, że to zbyt piękne, aby było prawdziwe. Do zobaczenia o pierwszej. — Nie odwracając się, pomachał jej ręką na pożegnanie. Drzwi się otworzyły, a Joanna weszła do środka. W windzie stała Vielle. Pielęgniarka miała na sobie niebieski fartuch i czepek, a na butach sterylne nakładki.

Właśnie tak się kończy unikanie bocznych dróg, pomyślała Joanna.

— Vielle, co ty tutaj robisz? Nie doszło do kolejnego wypadku, prawda?

— Wypadku?

— Tak, no wiesz, szalejący narkoman, który nażarł się rogue i usiłuje zabijać ludzi nożem. Tak jak ostatnim razem, o czym zapomniałaś mi wspomnieć. Vielle, musisz się wynieść z…

— Wiem, wiem. — Vielle machnęła niecierpliwie ręką. — Innym razem dasz mi wykład. Teraz mam przerwę. Zaraz muszę wracać, a przyszłam po to, żeby poinformować cię o trzech sprawach. Jedziesz na dół? — spytała, zauważywszy płaszcz i torbę Joanny.

Nie dało się ukryć.

— Zgadza się — potwierdziła i wcisnęła „P”. — Jakich trzech sprawach?

— Po pierwsze, jutro wieczorem urządzimy wieczór smakołyków, pod warunkiem że przyjdzie Richard. Po drugie, parę dni temu doktor Jamison zjawiła się na oddziale nagłych wypadków — współpracuje z jednym ze stażystów przy jakimś projekcie badawczym — i nie masz się czym przejmować. Z całą pewnością jest po sześćdziesiątce. A po trzecie, dowiedziałam się tego, o co mnie pytałaś.

— W sprawie doktor Jamison? — spytała skołowana Joanna.

— Nie, w sprawie filmu. Pytałaś, czy jest w nim scena z ludźmi, którzy wyszli na pokład po wyłączeniu silników. Otóż nie ma. Jest za to scena, w której ludzie wystawiają głowy z kabin, a stewardzi każą im wejść na pokład łodziowy. W jeszcze innej scenie matka Kate Winslet i jej odrażający narzeczony stoją w kamizelkach ratunkowych w pobliżu głównych schodów i czekają na wezwanie do swojej szalupy.

— Przecież mówiłaś, że twoje zebranie potrwa do wpół do dwunastej — zdumiała się Joanna. Nie istniała możliwość, aby Vielle pożyczyła coś z wideoteki o tak późnej porze.

— I potrwało — potwierdziła Vielle. — Miałam do ciebie zadzwonić wczoraj w nocy, ale zrobiło się zbyt późno. W jednej ze scen na pokładzie pasażerowie bawią się kawałkami lodu, poza tym jest jeszcze ujęcie wypuszczanej pary, czemu towarzyszy tak ogłuszający hałas, że nikt nic nie słyszy, ale Heidi twierdzi, że nie pamięta żadnej sceny z ludźmi stojącymi bezradnie i nie wiedzącymi, co się stało.

— Heidi? — spytała gwałtownie Joanna.

— Tak, w trakcie jednej z przerw na siusiu podczas zebrania spotkałam Heidi Schlagel. Jest wykwalifikowaną pielęgniarką, pracuje na nocnej zmianie, chociaż kiedyś pracowała od trzeciej do jedenastej, i nikt na świecie nie kocha Leonarda DiCaprio tak jak ona. Kiedyś doprowadzała nas do szału opowieściami o Titanicu. Widziała go jakieś pięćdziesiąt razy. Pomyślałam sobie, że jeśli ktokolwiek zna odpowiedź na twoje pytanie, to tylko ona. Nie myliłam się. — Vielle uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona ze swojego sprytu.

— Prosiłam cię, żebyś pożyczyła kasetę. — Joanna zerknęła niespokojnie na wskaźnik piętra w nadziei, że nikt nie wejdzie do windy w trakcie tej rozmowy.

— Wiem. — Vielle sprawiała wrażenie zaskoczonej. — Ale przecież nie dałabym rady wczoraj obejrzeć filmu, a ty zachowywałaś się tak, jakbyś chciała od razu znać odpowiedź.

Jeśli pan Mandrake się o tym dowie…

— Powiedziałam ci, żebyś nikomu nie mówiła.

— Nie poinformowałam Heidi, do czego potrzebna mi ta wiadomość. — Vielle ściągnęła brwi. — Nawet nie wymieniłam twojego nazwiska. Myśli, że ja sama chciałam się dowiedzieć.

— A jeśli zobaczyła, że ze mną rozmawiasz?

— Co takiego? — osłupiała Vielle. — Zachowujesz się tak, jakbyś miała paranoję. Powiedziałam ci, Heidi pracuje na nocnej zmianie, a nawet jeśli nas słyszała, nic z tego nie wywnioskuje. Dla niej wszyscy poświęcają każdą wolną chwilę na rozmowy o Titanicu. Kiedy jej powiedziałam, że mam pytanie związane z tym filmem, musiałam wysłuchać całego wykładu na temat niezwykłej urody Leo… — Słowo „Leo” pisnęła jak rozhisteryzowana nastolatka. — …w Niebiańskiej plaży, i jak bardzo nie doceniają go krytycy. Nie zdążyłam nawet zadać tego pytania. A kiedy już się dowiedziałam, czego chciałam, przez resztę przerwy wyłuszczała mi, że główne schody to idealna replika tych ze statku, poza tym rozwodziła się jeszcze nad zegarem, niebem i w ogóle. Wierz mi, nie sądzę, aby zapamiętała, że zadałam jej jakiekolwiek pytanie, tak bardzo się cieszyła, że znalazła kogoś, kto wysłucha jej paplaniny.

Mam nadzieję, pomyślała Joanna, ale ilu ludzi słyszało, jak one o tym rozmawiały? Ten plotkarski szpital…

— A poza tym nie rozumiem, dlaczego twój zakład z Richardem ma być owiany taką wielką tajemnicą. Jeśli jednak to cię trapi, poproszę Heidi, aby nikomu nie mówiła o…

— W żadnym wypadku! — zaprotestowała Joanna. Gdyby Heidi nie nabrała dotąd podejrzeń, taka prośba od razu wzbudziłaby w niej czujność, a jeśli i tak zaciekawiła ją ta sprawa, dodatkowe sugestie tylko pogorszyłyby sprawę. — Nie ma potrzeby, to nie ma znaczenia. — Joanna usiłowała utrzymać swobodny ton. — Martwię się tylko, że teraz za każdym razem, gdy ją spotkasz, będziesz musiała wysłuchiwać peanów na cześć Leo. — Usiłowała się uśmiechnąć. — Udało ci się ruszyć z miejsca sprawę aspiranta Righta?

— Nie było możliwości — wyjaśniła Vielle. — Trochę miałam nadzieję, że nie zwrócisz mi na czas samochodu i namówię go na podrzucenie mnie do domu. A właśnie, dokąd tak pośpiesznie pojechałaś?

— I dlaczego odstawiłam samochód, niwecząc twoje plany? — uzupełniła Joanna. — Gdybym wiedziała…

— To nie twoja wina. Wyszedł przed przerwą. Gdzie byłaś? — Drzwi windy otworzyły się na parterze. — I dokąd się teraz wybierasz?

— Muszę gdzieś wyjść w sprawach zawodowych — wytłumaczyła niejasno Joanna. Nie miała jednak ochoty maszerować z Vielle na oddział nagłych wypadków, dając jej możliwość zadawania kłopotliwych pytań. — Właśnie mi się coś przypomniało, muszę pojechać na pierwsze — stwierdziła nagle i wcisnęła jedynkę. — Wieczór smakołyków możemy urządzić jutro — zgodziła się, czekając, aż drzwi wreszcie się zamkną. — Spytam Richarda, czy może przyjść.