Vielle zatrzymała drzwi dłonią.
— Na pewno nic ci nie jest? Wczoraj…
— Czuję się świetnie, tylko jestem strasznie zajęta. Ostatnio doszło do tylu śmierci klinicznych…
— Czy właśnie dlatego tak pośpiesznie wczoraj przyszłaś? Żeby porozmawiać z pacjentem? — dopytywała się Vielle. Na szczęście w drzwiach rozległ się ostrzegawczy dzwonek.
— Czyja teraz kolej na wypożyczenie filmów? — Joanna usiłowała przekrzyczeć dzwonienie.
— Twoja. — Vielle niechętnie puściła drzwi. — Wciąż jeszcze…
Drzwi zaczęły się zamykać.
— Postaram się znaleźć coś z Denzelem Washingtonem. Jaki był tytuł tego filmu o wojnie secesyjnej?
— Chwała.
— Chwała — powtórzyła Joanna, wpatrując się w znikającą za drzwiami zmartwioną twarz Vielle.
Rozdział 24
„Zaczekaj, aż rozwiążę mój problem”.
Po ulicach jeździło równie mało samochodów jak poprzedniego wieczoru. Joanna dotarła do domu pana Briarleya w niecały kwadrans. Żeby tylko znaleziona przez Kit książka okazała się tą właściwą.
Niestety. Joanna przekonała się o tym, jak tylko Kit, na bosaka, w białej bluzce i dżinsach, zaprowadziła ją do biblioteki, wyjaśniając przyciszonym głosem:
— Wujek Pat właśnie się położył.
Wszystko się zgadzało. Książka miała niebieską okładkę, złote litery, rysunek zgrabnego klipera pod pełnymi żaglami, przecinającego niebieskozielone fale. Tak, jak to opisała Joanna. Tylko że to nie o tę książkę jej chodziło.
— Nie, to nie był kliper. — Przyjrzała się okładce. — Chodziło mi o jeden ze statków Francisa Drake’a, karawelę. — Niespodziewanie przypomniała sobie nazwę jednostki, tkwiącą gdzieś głęboko w zakamarkach jej pamięci długotrwałej. — Poza tym jest za duża. Przykro mi. — Przepraszająco pokręciła głową. — Ale wiem, że znalazła pani książkę świetnie odpowiadającą mojemu opisowi.
— Skoro to nie ta książka, nic tego nie zmieni — stwierdziła filozoficznie Kit. Wskazała ręką książki w bibliotece. — Dopiero zaczęłam szukać. Powinna być mniejsza? — Pokazała wzrokiem Wyprawy i wspomnienia.
— Nie, książka ma odpowiednie rozmiary, ale pamiętam, że karawela była mniejsza niż ten kliper.
— A kolor? Chodzi pani o jasno- czy ciemnoniebieski?
— Raczej ciemnoniebieski — zawahała się Joanna. — Nie jestem pewna. Przepraszam, że nie potrafię powiedzieć nic konkretnego. Gdybym ją zobaczyła, od razu bym ją poznała.
Kit pokiwała głową i odłożyła książkę na półkę.
— Dzisiaj rano zadzwoniłam do liceum, żeby sprawdzić, czy przypadkiem teraz nie korzystają także z tej samej książki, ale nikt nie potrafił udzielić mi konkretnych informacji. Odniosłam wrażenie, że potraktowano mnie tak, jakbym miała ukraść ściśle tajne dokumenty.
Joanna doskonale pamiętała kobietę z sekretariatu.
— Nie chciałam sprawiać pani tylu kłopotów.
— Och, nie mam nic przeciwko temu. — Kit uśmiechnęła się. — Dzięki temu mogę skupić się na czymś innym niż tylko… To dla mnie rozrywka. Coś w rodzaju poszukiwania skarbów.
— Naprawdę jestem bardzo zobowiązana — podziękowała Joanna i podeszła do drzwi. — Jeśli przypomnę sobie coś jeszcze, na pewno zadzwonię.
— O, ale pani jeszcze nie wychodzi, prawda? — Kit zabrzmiała tak samo jak Maisie. — Liczyłam na to, że zostanie pani na filiżankę herbaty.
Joanna zerknęła na zegarek.
— Muszę się znaleźć w szpitalu przed pierwszą — wyjaśniła z powątpiewaniem.
— Zagotowanie wody potrwa tylko minutę — obiecała Kit, prowadząc Joannę przez przedpokój, obok schodów, do kuchni.
— Upiekłam ciasteczka… o, nie!
— Co się stało? — Joanna usiłowała zajrzeć Kit przez ramię, żeby sprawdzić, co się stało w kuchni.
— Myślałam, że śpi — jęknęła Kit, jakby nie usłyszała Joanny, a następnie minęła ją i pobiegła po schodach na górę. — Proszę mi wybaczyć. Zaraz wrócę.
Joanna zerknęła do kuchni, zaniepokojona tym, co tam zobaczy. Na stole stał pusty talerz z okruszkami. Obok niego znajdowała się patelnia i dwa garnki, a na podłodze w czerwono-białe kafelki leżały jeszcze inne patelnie, pokrywki, puszki na ciastka, tacki i wielka brytfanna.
Kit zbiegła ze schodów.
— Przepraszam — oznajmiła rzeczowym tonem. Weszła do kuchni i zaczęła zbierać garnki. — Teraz już śpi. Musiał zejść, kiedy siedziałyśmy w innym pokoju. — Wsunęła dwa małe rondelki do większego i upchnęła je wszystkie w szafce obok zlewu. — Wyciąganie przedmiotów z szuflad i szafek to typowe zachowanie przy chorobie Alzheimera — wyjaśniła, chowając patelnię.
I koszmar dla domowników, pomyślała Joanna.
— Mogę pani jakoś pomóc? — spytała.
— Nie, dam sobie radę. — Kit zdjęła pokrywkę z brytfanny i wyciągnęła ze środka dwie książki. Położyła je na stole. — Proszę usiąść. Już parzę herbatę.
Wyciągnęła dwa kubki z szafki na ścianie, wypełniła je wodą i wstawiła do kuchenki mikrofalowej, a następnie wstukała kod.
— Problem w tym, że coraz mniej sypia — wyjaśniła, stawiając na stole cukier i torebki herbaty. — Kiedyś spał dwie godziny dziennie — wyciągnęła dwie łyżeczki — ale obecnie często się budzi, nawet w nocy. No dobrze, a teraz zasadnicze pytanie. — Oparła ręce na biodrach i rozejrzała się po kuchni. — Gdzie schował ciasteczka? — Sprawdziła w lodówce, zamrażalniku i koszu na śmieci.
— Może je zjadł? — zasugerowała Joanna, nie mogąc uwierzyć, że rozmawiają o panu Briarleyu, który wiedział wszystko o Dylanie Thomasie, żonach Henryka VIII i dramacie epoki odrodzenia.
— Zwykle nie sięga po żywność. Niemal zupełnie stracił apetyt. — Po kolei otworzyła szuflady, a potem stanęła zamyślona pośrodku kuchni. — W tym, co robi i mówi, zwykle kryje się ziarno logiki, chociaż czasami trudno się go dopatrzyć.
Podeszła energicznie do piekarnika i otworzyła drzwiczki.
— No i proszę — zatriumfowała, wyciągając górną półkę, na której leżały ciasteczka, elegancko ułożone rzędami. Wzięła talerz i przystąpiła do przekładania ciasteczek. — Miałyśmy szczęście, że nie schował ich w zmywarce. — Postawiła talerz na stole.
Rozległ się dźwięk kuchenki mikrofalowej, Kit wyciągnęła kubki, wręczyła jeden Joannie i siadła naprzeciwko niej.
— Od jak dawna pan Bri… pani wujek tak się zachowuje? — zainteresowała się Joanna.
— Wyciąga rzeczy z szafek i zapomina o wszystkim? Szafki to problem ostatnich dwóch miesięcy. Chorobę Alzheimera zdiagnozowano u niego pięć lat temu, ale już dwa lata wcześniej zaczęłam dostrzegać jej objawy.
Joannę zaskoczyły słowa Kit. Z jej wcześniejszych wypowiedzi wywnioskowała, że dziewczyna wprowadziła się do wujka po stwierdzeniu u niego choroby Alzheimera, lecz najwyraźniej mieszkali razem jeszcze wcześniej. W czasie gdy chodziła do szkoły?, zastanawiała się Joanna, przypominając sobie zdjęcie Kit przed gmachem uniwersytetu. Uczelnia znajdowała się zaledwie kilka ulic dalej.