Выбрать главу

— Zaniki pamięci zaczęły się zapewne kilka lat wcześniej — opowiadała Kit, zanurzając torebkę herbaty w wodzie. — Choroba rozwijała się przez dłuższy czas, a chorzy na Alzheimera szybko się uczą dobrze maskować objawy.

Joanna przypomniała sobie, jak poprzedniego dnia pan Briarley mruknął: „Coleridge. Przeceniony romantyk”. Zastanawiała się, czy jej były nauczyciel w ogóle zdawał sobie sprawę, kim był Coleridge.

— Nie wiem, jak dużo pani wie o tej chorobie. — Kit wręczyła Joannie ciasteczko. — Pierwsze objawy to drobiazgi, zapominanie o spotkaniach, odkładanie przedmiotów na niewłaściwe miejsca — wujek Pat ciągle gubił swój dziennik z ocenami, a kilka razy zapomniał o zebraniach grona pedagogicznego — takie sprawy często się uznaje za skutek przemęczenia lub podeszłego wieku. — Wsypała cukier do kubka i zamieszała. — Wczoraj wspomniała pani o Titanicu, a ja właśnie przez ten film uzmysłowiłam sobie, że coś jest nie tak. Poszłam na niego do kina, i po wielu latach wysłuchiwania opowiadań wujka o tej katastrofie, uznałam, że film jest koszmarny.

— Mnie również nie przypadł do gustu — przytaknęła Joanna.

— To dobrze, zatem wie pani, o czym mówię. Tak czy owak, wróciłam do domu i opowiedziałam wujkowi, że autorzy filmu ze wszystkich zrobili tchórzy, nawet z Lightollera i Molly Brown, zupełnie pomieszali fakty — według nich Murdoch zastrzelił pasażera! — a wujek się wściekł, zgodnie z moimi przewidywaniami. Oznajmił, że rano napisze ostry list do Jamesa Camerona, a kiedy szłam do łóżka, widziałam, że wyciągnął wszystkie swoje książki o Titanicu, aby dokładnie przepisać cytaty. Wypiła łyk herbaty. — Następnego ranka spytałam go, czy napisał już list. — W jej głosie zabrzmiała cała rozpacz Amelii Tanaki i Grega Menottiego. — W ogóle nie pamiętał o liście ani o naszej rozmowie. Nie przypominał sobie nawet, że byłam w kinie, i nie miał pojęcia, kim był Lightoller.

A wczoraj zjawiłam się ja, pomyślała Joanna, i nie tylko zaczęłam mówić o Titanicu, lecz w dodatku dopytywałam się, czy pan Briarley pamięta, co mówił na lekcji.

— Ogromnie mi przykro — odezwała się Joanna. — Gdybym tylko wiedziała…

— O, nic się nie stało. Chciałam tylko wyjaśnić pani, dlaczego wczoraj zachowywałam się tak dziwnie, pytałam, czy przysłała panią moja matka i w ogóle. Mamy odmienne poglądy na temat opieki nad wujkiem. Mama ciągle nasyła rozmaitych ludzi, aby namówili mnie na skierowanie wujka do domu opieki. Uważa, że sama nie daję sobie rady.

Nietrudno się domyślić, dlaczego tak sądzi, uznała Joanna, przyglądając się potwornie wystającym obojczykom Kit i jej podkrążonym oczom. Wspominała, że pan Briarley mało sypia, Joanna mogłaby się założyć, że Kit także.

— Wiem, że któregoś dnia wujek Pat trafi do zakładu, ale chciałabym, aby jak najdłużej pozostał tutaj. Był dla mnie bardzo dobry, a kiedy pani powiedziała, że pracuje w Szpitalu Miłosierdzia, uznałam… Czym się pani zajmuje w szpitalu? — zaciekawiła się nagle.

— Jestem psychologiem kognitywnym — wyjaśniła Joanna i zaczęła się zastanawiać, czy powinna rozwinąć ten temat, lecz Kil pod wieloma względami przypominała jej Maisie, a Maisie nienawidziła kłamstw. — Zajmuję się projektem badawczym związanym z doświadczeniami granicznymi. Pewnie słyszała pani o zjawisku tunelu i światła?

— Czytałam Światło na końcu tunelu — potwierdziła Kit. — Skłoniła mnie do tego moja kuzynka, kiedy… — Urwała, a jej policzki zaczerwieniły się ze złości lub zakłopotania.

Co może być gorsze od odkrycia, że jej wujek ma Alzheimera?, zastanowiła się Joanna. Zażenowanie, związane z tym, że kuzynka usiłowała ją pocieszyć przy pomocy Maurice’a Mandrake’a?

— Nie współpracuje pani z panem Mandrakiem, prawda? — zaryzykowała Kit.

— Nie — odparła stanowczo Joanna.

— To dobrze. Jego książka wydała mi się koszmarna. „Nie martw się, tak naprawdę umarli wcale nie umarli i nigdzie nie odeszli. Wciąż mogą przesyłać ci wiadomości z Tamtej Strony”.

— Znam to. Pracuję z doktorem Wrightem. Jest neurologiem. Usiłujemy stwierdzić, czym naprawdę są doświadczenia przedśmiertne i dlaczego umierający mózg doznaje pewnych wrażeń.

— Umierający mózg? — zdumiała się Kit. — Czy to znaczy, że wszyscy ludzie czegoś doświadczają przed śmiercią? Wydawało mi się, że tylko niewielka grupa osób ma takie doznania.

— Nie, w rzeczywistości około sześćdziesięciu przywróconych do życia pacjentów twierdzi, że pamięta swoje doświadczenia graniczne ze śmierci klinicznej wywołanej pewnymi określonymi czynnikami — atakami serca, wykrwawieniem, wstrząsem.

— Tak jak podczas wypadków samochodowych?

— Zgadza się, a także po ugodzeniu nożem, po wypadkach w miejscu pracy, po postrzale. Oczywiście nie sposób stwierdzić, ilu nie uratowanych ludzi miało jakieś przedśmiertne doznania.

— Czy one są przyjemne, to znaczy dla tych, którzy je mają? Nie są przerażające?

Joanna przypomniała sobie młodą kobietę, stojącą na pokładzie i przepełnionym strachem głosem pytającą stewarda: „Co się stało?” Oraz Amelię powtarzającą: „O nie, o nie, o nie”.

— Czy one są przerażające? — Nie ustępowała Kit. — Wujek Pat ma niekiedy halucynacje. Widzi ludzi stojących u stóp swojego łóżka albo w drzwiach.

W drzwiach. Joanna uznała, że koniecznie musi powiedzieć o tym Richardowi. Choroba Alzheimera jest wywoływana pojawieniem się niewłaściwych substancji neurochemicznych. Niewykluczone, że istniał jakiś związek.

— …a czasami to, co mówi, wydaje się wskazywać, że ponownie doświadcza wydarzeń z przeszłości.

Lateralizacja, pomyślała Joanna.

— Większość ludzi po doświadczeniach granicznych twierdzi, że czuła ciepło, bezpieczeństwo i miłość — wyjaśniła pokrzepiająco. — Doktor Wright ma dowody na to, że podczas doświadczeń granicznych podnoszą się poziomy endorfin, co tłumaczy taki stan.

— To dobrze — odetchnęła Kit, lecz zaraz potem pokręciła głową. — Wujek Pat niemal zawsze widzi przygnębiające lub przerażające rzeczy. Zupełnie, jakby nie potrafił ich zapomnieć i jednocześnie ich nie pamiętał, więc wciąż do nich powraca. Mam wrażenie, że chce je zrozumieć, chociaż pamięć go zawodzi. — Na chwilę przyłożyła dłonie do twarzy. — W książkach jest napisane, żeby nie sprzeciwiać się choremu ani mu nie zaprzeczać, ale jednocześnie nie dawać wiary jego halucynacjom. To niełatwe.

— Zdaje się, że w przypadku choroby Alzheimera nic nie jest proste.

Kit uśmiechnęła się słabo.

— Wydawało mi się, że nagła śmierć jest najgorszą rzeczą, jaka się może przydarzyć. Teraz nie wątpię, że to nieprawda. — Wstała. — Przepraszam, pani wcale nie ma ochoty wysłuchiwać tego wszystkiego. Nie chciałam o tym rozmawiać. Rzecz w tym, że rzadko kiedy mam okazję porozmawiać z kimkolwiek o tej chorobie, a kiedy już zacznę, to… — Wykrzywiła twarz. — Powinnam częściej wychodzić z domu.

— Może pani przyjdzie jutro na wieczór smakołyków? — spytała impulsywnie Joanna.

— Wieczór smakołyków?

— Tak. To nie jest impreza ani przyjęcie, tylko zwykłe spotkanie w małym gronie. Zjawi się doktor Wright i moja przyjaciółka Vielle — na pewno przypadnie pani do gustu. Spotykamy się razem, oglądamy filmy na wideo, jemy i rozmawiamy. Głównie rozmawiamy. To taki nasz wentyl bezpieczeństwa, a zdaje się, że pani również przydałoby się coś podobnego. Lubi pani filmy?