— Bardzo. Od dawna nie miałam okazji nic obejrzeć. Wujkowi Patowi rzeczywistość miesza się z tym, co widzi na ekranie. To powszechne zjawisko u chorych na Alzheimera. Z przyjemnością obejrzałabym jakiś film, ale… — Pokręciła głową. — Dziękuję, obawiam się, że to nie wchodzi w grę.
— Dlatego, że nie ma pani go z kim zostawić?
— Ależ nie, moja mama zawsze się zjawia, kiedy muszę iść do sklepu, ale… — Wpatrywała się w szafkę z garnkami, a Joanna domyślała się, o czym myśli. Gdyby pan Briarley znowu wyciągnął wszystkie naczynia, jej matka wykorzystałaby to jako argument za umieszczeniem chorego w zakładzie zamkniętym.
— Czy korzystała pani kiedykolwiek z programu opieki nad ludźmi w podeszłym wieku? — zainteresowała się Joanna. — Prowadzą go pracownicy Szpitala Miłosierdzia. Opiekunowie zjawiają się w domach osób chorych lub niedołężnych, aby się o nich zatroszczyć. Są bardzo dobrzy. Znam jedną kobietę, która się tym zajmuje. Z przyjemnością się z nią skontaktuję.
— Ale przecież wieczór smakołyków jest już jutro wieczorem.
— Istnieje specjalny, dwunastogodzinny program zapewniania szybkiej pomocy. Pracownicy zdają sobie sprawę, że osoby dzwoniące do nich są zwykle w awaryjnej sytuacji. Część personelu jest specjalnie przeszkolona w opiece nad chorymi na Alzheimera — zachęcała Joanna, ale Kit kręciła głową.
— To wszystko świetnie brzmi, ale kiedy wychodzę z domu, zawsze się denerwuję, że coś się stanie, a jeśli zadzwonię, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, dzwonek telefonu go zdenerwuje. Tak więc dziękuję za zaproszenie, ale lepiej zostanę.
— Powinna pani kupić sobie pager — zasugerowała Joanna, wyciągając swoje urządzenie, aby zaprezentować je Kit. — Albo telefon komórkowy. Dzięki temu będzie się można z panią zawsze skontaktować. — Chyba że zostawi go pani w samochodzie, kiedy pobiegnie do sklepu spożywczego, tak jak dziewczyna Grega Menottiego.
— Telefon komórkowy — powtórzyła Kit. — O tym nie pomyślałam. Muszę sprawdzić… Myśli pani, że ktoś mógłby się zjawić na jutrzejszy wieczór?
— Na pewno. Jeśli ma pani ochotę przyjść, mogę po panią podjechać. I proszę mi mówić po imieniu.
— Z przyjemnością. Mogę zadzwonić do ciebie jutro, żeby powiedzieć, czy się zdecydowałam?
— Jasne — potwierdziła Joanna.
— Albo jeszcze wcześniej, jeśli znajdę książkę. Gdyby wujek Pat zasnął na chwilę, mogłabym zejść do piwnicy i przejrzeć książki, które tam leżą…
— O, upiekłaś ciasteczka — ucieszył się pan Briarley, wchodząc do kuchni.
— Myślałam, że jesteś w łóżku, wujku.
— Bo byłem, ale usłyszałem głosy, więc przyszło mi do głowy, że przyszedł Kevin. Dzień dobry — przywitał się z Joanną.
— Dzień dobry, panie Briarley — odparła Joanna.
— Masz ochotę na herbatę? — Kit sięgnęła po porcelanową filiżankę i spodek.
— Raczej nie, czuję się zmęczony. Chyba pójdę się położyć. Miło było panią poznać — zwrócił się do Joanny i wyszedł do przedpokoju.
— Zaraz wrócę. — Kit wybiegła za nim z kuchni.
Joanna słyszała, jak wchodzą po schodach, a potem dobiegł ją głos pana Briarleya: „Przekonają się, kiedy zobaczą. To lustrzany wizerunek”.
Pora się zbierać, pomyślała Joanna i spojrzała na zegarek. Wskazywał wpół do pierwszej.
— Do diabła — sapnęła i sięgnęła po płaszcz. Wyszła do przedpokoju i stanęła pod wąskimi drewnianymi schodami. — Kit! — krzyknęła, kładąc rękę na poręczy. — Muszę się zbierać, zadzwonię jutro w sprawie wieczoru smakołyków.
Kit pokazała się na górze.
— W porządku — potwierdziła. — A ja zadzwonię, jak tylko znajdę książkę.
Joanna otworzyła drzwi na dwór. Kiedy wychodziła, dobiegł ją głos pan Briarleya: „Nie pożegnasz się z Kevinem?”
Czy Kevin w ogóle istnieje?, zastanawiała się Joanna, jadąc z powrotem do szpitala tak szybko, jak na to pozwalał ruch uliczny. A może była to jedna z halucynacji, o których wspominała Kit? Pamiętała jej zdjęcie z blondynem, zrobione w bibliotece. Może nic chciał lub nie potrafił poradzić sobie z codziennym koszmarem opieki nad chorym na Alzheimera? A może Kit po prostu zerwała z nim, tak jak najwyraźniej zrezygnowała z wolności, oglądania filmów i kontynuowania nauki?
Dlaczego została opiekunką chorego?, zastanawiała się Joanna, przejeżdżając skrzyżowanie na żółtym świetle. Logika nakazywałaby, żeby opieką nad panem Briarleyem zajęła się matka Kit, która najwyraźniej martwiła się tym, co się dzieje z jej córką.
— Nic dziwnego — mruknęła do siebie Joanna.
Szybko wjechała na szpitalny parking. W całej sprawie kryła się jakaś tajemnica, lecz bez względu na wszystko, Joanna nie miała teraz czasu się nią zająć. Musiała jak najszybciej znaleźć się na górze. Za dziesięć pierwsza. Za mało czasu, aby szukać bocznych dróg do laboratorium. Trzeba było skorzystać z głównej windy. Żeby tylko nie natknąć się na pana Mandrake’a.
Miała szczęście. Dotarła na piąte piętro, nie spotykając nikogo znajomego. Pobiegła do laboratorium, a po drodze ściągnęła z siebie płaszcz. Przy pulpicie siedział Richard, a Tish stała przy stole do badań, zawieszając na kroplówce torebkę z roztworem soli fizjologicznej.
— …znalazłam nowe miejsce na imprezę — tłumaczyła Tish.
— Przepraszam za spóźnienie — zaczęła Joanna. — Mam coś ciekawego. Pan Briarley… — Richard posłał jej ostrzegawcze spojrzenie i kiwnął głową do Tish, lecz Joanna go zignorowała — …jest chory na Alzheimera, a jego siostrzenica twierdzi, że on cierpi na halucynacje, w których widzi ludzi stojących wokół jego łóżka lub przy drzwiach.
— Ciekawe — zainteresował się Richard. Choroba Alzheimera jest wywoływana niedoborem acetylocholiny, a nie jej nadmiarem. Wspomniała, czy chory ma jakieś inne symptomy doświadczeń granicznych?
— Podobno na nowo przeżywa wydarzenia z przeszłości.
— Retrospekcja życia. — Richard się zamyślił. — Zastanawiam się…
— Możemy zaczynać? — spytała Tish. — Mam wizytę u okulisty.
U dentysty, poprawiła ją w myślach Joanna, idąc do przebieralni. Włożyła szpitalną koszulę nocną, podeszła do stołu do badań, wspięła się na niego i położyła. Tish przystąpiła do wsuwania poduszek z gąbki pod jej ręce i nogi.
— Lubi pan Tommy’ego Lee Jonesa? — spytała pielęgniarka, wpatrując się w Richarda. — Występuje w nowym filmie, który koniecznie muszę obejrzeć. — Obeszła Joannę i zaczęła instalować elektrody.
— Jesteś gotowa? — spytał Joannę Richard. Skinęła, unieruchomiona przez elektrody. — Zmieniłem dawkę i zamierzam wydłużyć czas, który spędzasz w fazie płytkiego snu. Zobaczymy, co z tego będzie.
Ciekawe, co takiego, zastanowiła się Joanna, obserwując Tish podłączającą kroplówkę.
— Niesamowicie mi się podobał w Wulkanie — stwierdziła Tish, unieruchamiając igłę plastrem. — Widział pan to?
Przygotowania trwają zbyt długo, uznała Joanna. Cały czas widziała zegar, chociaż Richard go przesunął. Wskazywał za pięć pierwsza. Musimy w ogóle się go pozbyć, pomyślała.
— Ta scena w tunelu metra była fantastyczna. — Tish zasłoniła oczy Joanny czarną maską i zabrała się do mocowania elektrod. — Widzieli światło na końcu i nie mieli pojęcia, co to, a dopiero później zdali sobie sprawę, że to płynna lawa, podążająca w ich stronę. A ta część, w której lawa porwała tego faceta i…