— Oczywiście — odparła Tish i podeszła do szafki.
— Co widziałaś? — zapytał Richard, kiedy Tish oddaliła się na tyle, aby nic nie słyszeć.
— Titanica.
— Na pewno? Miałaś taką samą wizję, jak poprzednio? Przejście i ludzie kręcący się za drzwiami?
— Tak, tylko że tym razem wyszłam na pokład i… — Przerwała, kiedy Tish wróciła z kocem.
— Zaczekam z zarejestrowaniem relacji do czasu, aż skończy pani monitorowanie — zwrócił się Richard do Tish. — A teraz proszę zdjąć pozostałe elektrody. — Wrócił do pulpitu, nie patrząc na Joannę, i przystąpił do przeglądania skanów. Co powie, kiedy Tish wyjdzie?, zastanawiała się Joanna, przyglądając się, jak pielęgniarka przykrywa kocem jej nogi i podciąga go wyżej, do ramion. Czy dlatego, że widziała Titanica, znowu nazwie ją Bridey Murphy?
Nic na to nie poradzę, uznała. To z całą pewnością był Titanic. Kiedy Tish zdejmowała elektrody, sprawdzała jej tętno i ciśnienie, Joanna odtworzyła w pamięci wszystkie doświadczenia graniczne, aby żadnego nie pominąć — schody, jadalnia pierwszej klasy, drzwi na pokład łodziowy…
Zostawiłam w drzwiach but, przypomniała sobie i usiadła. Wciąż jest na statku.
— Zaraz zaraz, co to ma być? — zaprotestowała Tish.
— Ja… — zaczęła Joanna i wbiła wzrok w swoje stopy w granatowych pończochach, wystające spod koca. Przecież byłam na bosaka, bez pończoch, uświadomiła sobie.
— Jeszcze nie odłączyłam kroplówki — stwierdziła Tish, a Joanna posłusznie się położyła. To poczucie było tak realne. Wciąż czuła, jak gołą stopą dotyka lodowatego pokładu, pamiętała, jak zdjęła but, aby zaklinować go w drzwiach… Roześmiała się.
— Zrobiłam coś zabawnego? — zainteresowała się Tish, przykładając watę do igły.
— Mój but…
— Są w przebieralni, ale nigdzie pani jeszcze nie idzie. Muszę po raz ostatni przeprowadzić badanie tętna i ciśnienia. — Gdy skończyła, spytała: — Więc co takiego śmiesznego było w pani butach?
Nic, pomyślała Joanna. Nie miałam ich na nogach.
— No proszę powiedzieć, co panią rozbawiło? — nalegała Tish.
Nie mogę. i tak byś nie zrozumiała. Na Titanicu zostawiła czerwoną tenisówkę, taką samą, jaką podobno ujrzał pacjent unoszący się nad stołem operacyjnym.
Tish wciąż czekała na wyjaśnienie dowcipu.
— To nic takiego, przepraszam — stwierdziła Joanna. — Chyba jestem trochę zdezorientowana. — Leżała nieruchomo, czekając, aż Tish usunie poduszki z gąbki, podpierające jej ręce i nogi. Muszę o tym powiedzieć Richardowi, pomyślała. Ciekawe, czy można to uznać za wspomnienie związane z opuszczeniem własnego ciała.
Ale Richarda nie interesowało to, które zasadnicze elementy pojawiły się w jej doświadczeniach granicznych, ani też co widziała, gdy straciła świadomość. Ciekawiło go wyłącznie to, czy ujrzała Titanica.
— Znowu miałaś taką samą wizję? — spytał, gdy tylko Tish wyszła z laboratorium.
— Nie. — Joanna usiadła na stole. — Niezupełnie taką samą.
Zdawało się, że ta odpowiedź zadowoliła i odprężyła Richarda.
— Niemniej znalazłam się w tym samym miejscu. Na Titanicu.
— Skąd masz pewność?
Joanna opowiedziała mu o jadalni i pokładzie łodziowym.
— To musiał być Titanic — podkreśliła. — Usiłowali skontaktować się z Californian za pomocą latarni sygnalizacyjnej.
— Panie doktorze? — W drzwiach stała Tish. Joanna zastanawiała się, jak długo przysłuchiwała się rozmowie. — Przed wyjściem zapomniałam pana spytać, czy jest pan zainteresowany’?
— Czym? — zdziwił się Richard.
— Obejrzeniem nowego filmu z Tommym Lee Jonesem.
— Ach. — Z jego tonu jasno wynikało, że nie ma pojęcia, o czym mówi Tish. — Eee, nie bardzo, muszę omówić z Joanną jej relację, a potem przeanalizować skany. To może się przeciągnąć.
— Nie musimy się umawiać na dzisiejszy wieczór — oświadczyła Tish i nie czekając na kolejną wymówkę, dodała: — Porozmawiamy o tym jutro.
— Jutro?
— Tak. Pan Sage. O dziesiątej?
— A, tak — potwierdził. — Racja. Pan Sage. No, to do jutra.
— Proszę zaczekać — zatrzymała ją Joanna. — A co z panią Troudtheim? Nie ma sesji o trzeciej?
— Dzwoniła, żeby odwołać — wyjaśnił Richard.
— Kiedy pani była nieprzytomna — uzupełniła Tish.
— Powiedziała, że ma wrażenie, że dopadła ją grypa, więc zadzwoni, żeby ustalić nowy termin, gdy lepiej się poczuje — dodał Richard. — Jutro o dziesiątej — zwrócił się do Tish, wciąż stojącej przy drzwiach.
Tish wyszła, a Richard odwrócił się do Joanny.
— Powiedzieli, że usiłują nawiązać łączność z Californian?
— Nie, ale stwierdzili, że nabierają wody i że Baltic oraz Frankfurt już płyną. A jadalnia musiała być pomieszczeniem dla pasażerów pierwszej klasy…
— Powiedz mi o początku. Niczym się nie różnił od poprzednich?
— Niczym — potwierdziła Joanna. — Wcześniej nie widziałam tylko młodego mężczyzny w swetrze. — Opowiedziała Richardowi o brodaczu, twierdzącym, że osoby postronne nie mają tam prawa wstępu i młodym człowieku, który oznajmił, że usłyszał hałas i przyszedł sprawdzić, co się dzieje.
— Ale hałas brzmiał tak samo?
— Tak.
— A przejście, drzwi? I światło?
— Też — przytaknęła zaskoczona Joanna.
— Ujednolicający obraz był taki sam — mruknął. — Chodź, coś ci pokażę.
Joanna zarzuciła koc na ramiona, zsunęła się ze stołu do badań i podeszła do pulpitu. Richard już wyświetlał skany.
— To są zdjęcia z twoich ostatnich doświadczeń granicznych — wyjaśnił i szybko wystukał coś na klawiaturze. Pociemniały wszystkie obszary z wyjątkiem kory czołowej. — Masz przed sobą mózg uaktywniający pamięć długotrwałą. — Dopisał jeszcze kilka znaków. — Teraz przyspieszymy — stwierdził i skany zaczęły się szybko zmieniać. Niewielkie rozsiane punkty rozbłyskiwały i gasły, zmieniały barwy z pomarańczowej na czerwoną, a potem na niebieską, wybuchały na ekranie jak sztuczne ognie, tworząc misterny wzór.
— No dobrze — oświadczył, zatrzymując obraz i wyświetlając obok inny skan. — To jest zdjęcie z wtorku. — Powtórzył ten sam proces. — Teraz nałożę na siebie obydwie fotografie. Na dzisiejszej są ciemniejsze cienie, a na wtorkowej — jaśniejsze.
Joanna przyglądała się, jak migoczą kolory, przybierając barwę niebieską, potem pomarańczową, czerwoną i ponownie niebieskozieloną, zapalając się przypadkowo i gasnąc z różną szybkością, w rozmaitych miejscach.
— Te zdjęcia są zupełnie inne.
— Otóż to — potwierdził Richard. — Lateralizacja jest całkowicie odmienna, co powinno oznaczać zupełnie różne doświadczenia i inne wspomnienie, pełniące rolę ujednolicającego obrazu. Na tych zdjęciach nie ma ani jednej wspólnej cechy, a mimo to twierdzisz, że widziałaś te same wizje i taki sam ujednolicający obraz. — Zapatrzył się w ekran. — Możliwe, że aktywność kory czołowej jest przypadkowa, a przecież wspomnienia tworzą się w płacie skroniowym.
Odwrócił się do Joanny.
— Chciałbym, żebyś nagrała jak najbardziej szczegółową relację. Potem spisz wszystko, co widziałaś i słyszałaś. — Wbił wzrok w skany. — Czy twoi pacjenci, którzy przebyli więcej niż jedną śmierć kliniczną, za każdym razem mieli takie same doświadczenia?