Tak, umarł podczas Osiemdziesiątki, w istocie jako ostatni stracił swą cielesnorealność.
— Jasne — powiedziała Khouri. — Ale umarł podczas procesu wskanowania jego mózgu do komputera. Czy nie moglibyście ukraść tego zapisu i przekonać go, by wam pomógł?
— Tak właśnie byśmy postąpili, gdyby to było możliwe. — Niski głos Sajakiego odbijał się echem w gardzieli korytarza. — Ale jego zapis, symulacja poziomu alfa, zniknął. I nie było duplikatu. Alfy są zabezpieczone przed kopiowaniem.
— Zatem byliście w gównie bez kapitana — powiedziała Khouri, z nadzieją, że przerwie grobową atmosferę tego wykładu.
— Niezupełnie — odparła Volyova. — Wszystko to wydarzyło się podczas dość interesującego okresu w historii Yellowstone. Daniel Sylveste właśnie wrócił od Całunników i nie umarł, nie zwariował. Jego towarzyszka miała mniej szczęścia, ale przez tę śmierć jego powrót zyskał tylko heroiczny posmak. Khouri, czy słyszałaś kiedyś o jego „trzydziestu dniach na puszczy” — spytała.
— Może kiedyś. Powiedz, o co chodzi?
— Wiek temu zniknął na miesiąc — wyjaśnił Sajaki. — W jednej chwili pieszczoszek społeczności Stonerów prawie przepadł. Mówiono, że wyszedł poza kopułę miasta, że wciśnięty w egzoskafander dokonuje ekspiacji za grzechy ojca. Szkoda, że to nieprawda. Brzmi tak wzruszająco. W rzeczy samej — Sajaki wskazał głową podłogę — był tu przez miesiąc. Wzięliśmy go.
— Porwaliście Dana Sylveste’a? — Co za tupet! Khouri omal się nie roześmiała. Zaraz jednak uświadomiła sobie, że ma zabić tego człowieka, i rozbawienie natychmiast wyparowało.
— Wolałbym określenie „zaprosiliśmy na pokład” — oznajmił Sajaki. — Choć przyznaję, że w tej sprawie nie miał wielkiego wyboru.
— Powiedzmy wprost: porwaliście syna Cala — rzekła Khouri. — I co chcieliście przez to zyskać?
— Przed swoim skanowaniem Calvin przedsięwziął parę środków ostrożności — wyjaśnił Sajaki. — Pierwszy był dość prosty, choć musiał być zainicjowany kilkadziesiąt lat przed kulminacyjnym wydarzeniem. Mówiąc najprościej, od pewnego momentu Calvin kazał monitorować i nagrywać każdą sekundę swego życia. Spacery, spanie, wszystko. Przez lata maszyny nauczyły się emulować wzorce jego zachowań. W konkretnej sytuacji potrafią z zadziwiającą dokładnością przewidzieć jego reakcje.
— Symulacja poziomu beta.
— Tak, ale o całe rzędy wielkości bardziej złożona od stworzonych wcześniej.
— Zgodnie z niektórymi definicjami to już świadomość, Calvin już transmigrował. Może by w to nie uwierzył, ale ciągle doskonali tę symulację. Możesz wyświetlić obraz Calvina tak realny, jakby to był rzeczywisty człowiek, i masz silne wrażenie, że jesteś w jego obecności. Ale Calvin uczynił następny krok. Dysponował innym sposobem zabezpieczenia.
— Mianowicie?
— Klonowanie. — Sajaki uśmiechnął się i ledwo zauważalnie skinął na Volyovą.
— Sklonował się — powiedziała. — Użył nielegalnych czarnorynkowych technik genetycznych, korzystając z usług któregoś ze swych nieformalnych klientów. Niektórzy z nich to Ultrasi — inaczej niczego byśmy się nie dowiedzieli. Na Yellowstone klonowanie było zakazane. Młode kolonie na ogół wprowadzają taki zakaz w imię genetycznej różnorodności. Ale Calvin przechytrzył władze i był bogatszy od tych, którym musiał dać łapówkę. Dzięki temu przedstawił swój klon jako swego syna.
— Dan. — Khouri wymówiła jedną sylabę, która wycięła zawijas w zmrożonym powietrzu. — Dan jest klonem Calvina?
— Dan o tym nie wie — odparła Volyova. — Calvin na pewno nigdy nie chciał, by Dan się o tym dowiedział. Sylveste wie o całym oszustwie tyle co reszta ludzi. Sądzi, że jest oddzielnym człowiekiem.
— Nie wie, że jest klonem?
— Nie, i ciągle maleją szansę, że się kiedykolwiek dowie. Poza sojusznikami Ultrasami Calvina prawie nikt o tym nie wie, a Calvin sporo zrobił, by uciszyć tych, którzy wiedzieli. Niewątpliwie istniały słabe ogniwa. Calvin był przecież zmuszony zatrudnić jednego z najlepszych genetyków z Yellowstone i Sylveste wziął tego człowieka do ekspedycji na Resurgam, nie zdając sobie sprawy z bliskości, jaka ich obu łączy. Wątpię jednak, czy dowiedział się prawdy, czy się czegoś domyśla.
— Ale za każdym razem, gdy patrzy w lustro…
— Widzi siebie, nie Calvina — dokończyła Volyova z uśmiechem, wyraźnie zadowolona, że te rewelacje podważyły pewniki wyznawane przez Khouri. — Był jego klonem, ale to nie oznacza, że musiał przypominać Cala w każdym calu. Ten genetyk Janequin wprowadził różnice kosmetyczne między wyglądem Calvina i Dana, tak by ludzie dostrzegali jedynie rodzinne podobieństwa. Oczywiście dodał również cechy rzekomej matki Dana, Rosalyn Soutaine.
— Reszta była prosta — powiedział Sajaki. — Cal wychował chłopca w starannie dobranym środowisku, imitującym to, które znał ze swego dzieciństwa. Zadbał nawet o takie same stymulacje w rozmaitych okresach rozwoju chłopca. Nie był przecież pewien, które cechy jego osobowości są naturalne, a które nabyte.
— Dobrze, załóżmy, że to wszystko prawda — rzekła Khouri. — Jaki to miałoby sens? Cal musiał wiedzieć, że Dan przejdzie odmienną ścieżką rozwoju, mimo próby bardzo szczegółowego regulowania jego życia. A wpływ czynników w okresie płodowym? — Khouri pokręciła głową. — To szaleństwo. W najlepszym razie mógł uzyskać zgrubne przybliżenie swej osoby.
— 1 niczego więcej się nie spodziewał — stwierdził Sajaki. — Cal sklonował się z ostrożności. Wiedział, że proces skanowania, któremu poddał się wraz z członkami Osiemdziesiątki, zniszczy materialne ciała, chciał więc mieć ciało, do którego mógłby powrócić, jeśli nie spodoba mu się życie w maszynie.
— 1 powrócił?
— Może. Ale to nie ma znaczenia. W dobie Osiemdziesięciu niedostępna była technika operacji retransferu. Nie musiał się śpieszyć. Zawsze mógł na pewien czas ułożyć klon do snu w chłodni, albo zreklonować nową osobę z komórek chłopca. Planował z dużym wyprzedzeniem.
— Zakładając, że retransfer kiedykolwiek stanie się możliwy.
— Calvin wiedział, że warto spróbować. Najważniejsze, że miał drugą, zapasową wersję, poza retransferem.
— Mianowicie?
— Symulację poziomu beta. — Głos Sajakiego rozbrzmiewał teraz wolno, zimno i lodowato, jak powiew w komorze kapitana. — Choć formalnie niezdolne do świadomości, były jednak bardzo dokładną kopią Calvina. Względna prostota oznaczała, że łatwiej będzie zakodować jej zasady w organicznym mózgu Dana. Znacznie łatwiej niż wdrukować coś tak zmiennego jak alfa.
— Wiem, że zniknął pierwotny zapis, czyli alfa — stwierdziła Khouri. — Przestał istnieć Calvin, który miałby poprowadzić przedstawienie. I przypuszczam, że Dan zaczął działać bardziej niezależnie, niż sobie życzył Calvin.
Triumwir skinął głową.
— Osiemdziesięciu zapoczątkowało upadek Instytutu Sylveste’a. Wkrótce Dan wyrwał się z okowów, bardziej zainteresowany zagadką Całunu niż cybernetyczną nieśmiertelnością. Posiadał cały czas symulację beta, ale nigdy nie zdawał sobie sprawy z jej znaczenia. Traktował ją wyłącznie jako dziedzictwo. — Sajaki uśmiechnął się. — Zniszczyłby ją, gdyby wiedział, co ona reprezentuje, a to by oznaczało jego własną zagładę.
Zrozumiałe, pomyślała Khouri. Symulacja poziomu beta była jak diabeł w butelce, czekający na zasiedlenie ciała nowego gospodarza. Nie była w zasadzie świadoma, ale potencjalnie niebezpieczna dzięki subtelnej pomysłowości, z jaką naśladowała inteligencję.
— Przezorność Cala okazała się dla nas użyteczna — stwierdził Sajaki. — W beta została zakodowana znaczna część umiejętności Cala, wystarczająca, by naprawić kapitana. Musieliśmy tylko przekonać Dana, by czasowo pozwolił zamieszkać Calvinowi w swym umyśle i ciele.