Выбрать главу

— Kiedy rozmawialiśmy ze sobą tuż po twoim uwięzieniu — powiedziała chrapliwie — odniosłam wrażenie, że mnie nie kojarzysz.

— Zakładałem, że nie żyjesz.

— Ludzie Girardieau chcieli, żebyś tak myślał. Historia o pełzaczu zgniecionym w osuwisku — to wszystko łgarstwo. Zaatakowano nas. Myśleli oczywiście, że jedziesz z nami.

— Dlaczego nie zabili mnie później, gdy już mnie znaleźli na stanowisku wykopaliskowym?

— Zrozumieli, że bardziej im się przydasz jako żywy niż jako trup, to jasne. Girardieau nie był głupcem, zawsze cię wykorzystywał.

— Gdybyś została na stanowisku, to wszystko by się nie wydarzyło. Ale jak udało ci się przeżyć?

— Niektórzy z nas wydostali się z pełzacza, nim dopadli ich pachołkowie Girardieau. Każdy z nas wziął ze sobą tyle sprzętu, ile zdołał unieść. Dotarliśmy do kanionów Ptasiego Szponu i rozstawiliśmy bańkonamioty. Przez rok oglądałam jedynie wnętrze bańkonamiotu. W czasie ataku odniosłam bardzo brzydką ranę.

Sylveste potarł palcami pstrą powierzchnię jednego z globusów na postumentach. Teraz zauważył, że przedstawiały topografię Resurgamu w różnych fazach planowanego przez Potopowców programu terraformowania.

— Dlaczego nie przyłączyłaś się do Girardieau w Cuvier? — spytał.

— Uważał, że przyjęcie mnie do swej stajni byłoby dla niego zbyt krępujące. Pozwolił nam żyć, ale tylko dlatego, że nasze zabójstwo wywołałoby spore zainteresowanie. Mieliśmy połączenia komunikacyjne, ale się poprzerywały. — Zamilkła na chwilę. — Wzięliśmy ze sobą kilka świecidełek Remillioda. Enzymy czyszczące okazały się najbardziej przydatne. Kurz już nam nie szkodzi.

Znowu przyjrzał się globom. Przez swój uszkodzony wzrok mógł tylko zgadywać kolory map, ale podejrzewał, że sfery ukazują nieprzerwany marsz ku niebiesko-zielonej roślinnej świeżości. Obecne płaskowyże staną się lądami pośród oceanów; lasy rozleją się po stepach. Spojrzał na dalsze globy, które przedstawiały jakąś daleką wersję Resurgamu, za kilka wieków. Po nocnej stronie połyskiwały łańcuchy wielkich miast, a pył habitatów, każdy niczym konstrukcja z klocków, opasywał planetę. Pajęcze gwiezdne mosty sięgały od równika ku orbicie. Zastanawiał się, jak ta krucha wizja przyszłości będzie się miewać, jeśli słońce Resurgamu znowu wybuchnie, jak dziewięćset dziewięćdziesiąt tysięcy lat temu, kiedy cywilizacja Amarantinów zbliżała się do poziomu obecnej kultury ludzkiej.

Nieszczególnie, pomyślał.

— Co jeszcze dał wam Remilliod prócz biotechnologii?

Była skłonna zaspokoić jego ciekawość.

— Nie spytałeś o Cuvier. To mnie dziwi — oznajmiła. — Ani o swoją żonę — dodała po chwili.

— Falkender powiedział, że Pascale jest bezpieczna.

— Rzeczywiście. Może pozwolę ci kiedyś do niej dołączyć. Teraz uważaj, co mówię. Nie opanowaliśmy stolicy. Reszta Resurgamu jest nasza, ale ludzie Girardieau wciąż mają Cuvier.

— Miasto jest nadal nietknięte?

— Nie. My… — Spojrzała nad jego ramieniem na Falkendera. — Przyprowadź Delaunaya, dobrze? I niech przyniesie jeden z prezentów Remillioda.

Falkender wyszedł, pozostali sami.

— Rozumiem, że zawarłeś z Nilsem ugodę — powiedziała Sluka. — Jednak pogłoski były zbyt sprzeczne i nie dawały wyraźnego obrazu. Oświecisz mnie?

— Nic formalnego, bez względu na to, co słyszałaś — wyjaśnił Sylveste.

— A jego córkę wprowadzono, by przedstawiła cię w niepochlebnym świetle, tak?

— Wydawało się to sensowne — powiedział ze znużeniem Sylveste. — Biografia stworzona przez członka rodziny, która mnie więziła, cieszyłaby się prestiżem. Pascale była młoda, ale miała już za sobą pewne sukcesy. Nikt nie tracił: Pascale nie groziła porażka, nawet gdyby sobie nie poradziła, a trzeba jej przyznać, że z zadania wywiązała się doskonale. — Skrzywił się w duchu, wspominając, jak Pascale omal nie wykryła, jaki los spotkał Calvinowską symulację poziomu alfa. Był teraz przekonany, że dziewczyna odgadła przebieg wypadków, choć nie umieściła ich w biografii. Obecnie wiedziała dużo więcej: co zdarzyło się wokół Całunu Lascaille’a, oraz to, że śmierć Carine Lefevre wcale nie była taka prosta i czysta, jak ją przedstawił po powrocie na Yellowstone. Ale od czasu, gdy jej o tym powiedział, nie rozmawiał z nią. — Natomiast Girardieau miał satysfakcję z tego, że córka jest powiązana z prawdziwie ważnym projektem — wyjaśnił. — Ponadto otwarto mnie dla świata, by mi się lepiej przyjrzał. Widzisz, byłem najcenniejszym motylem w jego kolekcji, ale przed ukazaniem się biografii nie mógł się mną przechwalać.

— Doświadczałam tej interaktywnej biografii — oznajmiła Sluka. — Nie jestem całkowicie przekonana, czy Girardieau dostał, czego chciał.

— Wszystko jedno. Obiecał, że dotrzyma słowa.

Oczy Sylveste’a zawiodły i przez chwilę kobieta, do której się zwracał, wyglądała jak kobietokształtna dziura wycięta w materii pokoju, dziura za którą rozciągała się nieskończoność.

Dziwne wrażenie minęło.

— Chciałem dostać się do Cerbera-Hadesa — ciągnął. — Myślę, że pod koniec Nils był niemal gotów, by mi to umożliwić, o ile kolonia znalazłaby środki.

— Myślisz, że coś tam jest?

— Jeśli zapoznałaś się z moimi ideami, musisz uznać ich logikę — oznajmił Sylveste.

— Uważam, że są intrygujące, jak wszystkie obsesyjne złudzenia.

Wtem otworzyły się drzwi i wszedł Falkender z nieznanym Sylveste’owi mężczyzną. Sylveste założy}, że to Delaunay. Był przysadzisty jak buldog; nosił kilkudniowy zarost na twarzy i fioletowy beret na głowie. Na szyi miał okulary przeciwpyłowe, wokół oczu czerwone ślady. Przez klatkę piersiową biegły taśmy. Stopy znikały w butach ochronnych koloru ochry.

— Pokaż naszemu gościowi te małe ohydki — poleciła Sluka.

Delaunay trzymał za gruby uchwyt czarny walec — najwidoczniej ciężki.

— Weź go — rzekła Sluka do Sylveste’a.

Wziął; rzeczywiście był ciężki. Pod uchwytem na wierzchu cylindra znajdował się pojedynczy zielony klawisz. Sylveste odstawił pojemnik na stół; był za ciężki, by trzymać go przez dłuższy czas.

— Otwórz — poleciła Sluka.

Nacisnął klawisz i cylinder rozwarł się jak matrioszka. Górna połowa podskoczyła na czterech metalowych wspornikach, odsłaniając trochę mniejszy walec, dotychczas schowany. Potem ten mniejszy cylinder otworzył się w podobny sposób, odkrywając następną zagnieżdżoną warstwę. Powtórzyło się to sześć czy siedem razy.

Wewnątrz skorup ukazała się wąska srebrna kolumna z maleńkim okienkiem z boku, zamykającym oświetloną wnękę, we wnętrzu której spoczywało coś podobnego do szpilki o pękatej główce.

— Przypuszczam, że teraz już wiesz, co to jest — powiedziała Sluka.

— Domyślam się, że nie wytworzono tego tutaj — oznajmił Sylveste. — I wiem, że z Yellowstone nie przywieźliśmy niczego podobnego. Zostaje więc nasz wspaniały dobroczyńca Remillioda. Sprzedał to wam?

— To i dziewięć takich samych. Teraz już osiem, ponieważ jedną wykorzystaliśmy przeciw Cuvier.

— To broń?

— Ludzie Remillioda nazywali to gorącym pyłem — wyjaśniła. — Antymateria. Główka szpilki zawiera tylko jedną dwudziestą grama antylitu, ale to więcej niż nam potrzeba.