Выбрать главу

— Nadeszła pora na wyjaśnienia, Khouri — powiedziała, kiedy pozostali załoganci jeszcze spali.

— Na jaki temat, Triumwirze?

— Przestań zgrywać niewiniątko. Jestem zbyt zmęczona i zapewniam cię, że i tak dojdę prawdy. Podczas kryzysu z bronią kazamatową dużo wyszło na jaw. Mylisz się, jeśli liczysz, że zapomnę o tym, co powiedziałaś.

— Na przykład? — Obie znajdowały się na dole, w jednej z zaszczurzonych stref. Volyova uważała to miejsce za najmniej dostępne dla urządzeń podsłuchowych Sajakiego, jeśli nie liczyć samej komory pajęczej.

Dość mocno pchnęła Khouri ku ścianie i dziewczyna na chwilę straciła dech. Volyova dawała jej w ten sposób do zrozumienia, że powinna docenić jej krzepę i nie nadużywać cierpliwości.

— Coś ci wyjaśnię, Khouri. Zabiłam twojego poprzednika, Nagornego, gdyż mnie zawiódł. Skutecznie ukryłam prawdę o jego śmierci przed resztą załogi. Nie miej złudzeń — w twoim wypadku postąpię tak samo, jeśli dostarczysz mi odpowiedniego uzasadnienia.

Khouri odepchnęła się od ściany, odzyskując nieco rumieńców.

— Co dokładnie chcesz wiedzieć?

— Zacznij od tego, kim jesteś. Wychodząc z założenia, że wiem, że jesteś infiltratorem.

— Jak mogę być infiltratorem? Przecież to ty mnie zwerbowałaś.

— Tak — odpowiedziała szybko Volyova, gdyż już tę kwestię wcześniej przemyślała. — Tak to oczywiście wyglądało… pozornie, prawda? Bez względu na to, kto za tobą stoi, udało ci się zmanipulować moją procedurę selekcji i wydawało się, że to ja cię wybrałam… Tymczasem ostateczny wybór wcale do mnie nie należał. — Volyova musiała przyznać, że nie ma na to bezpośrednich dowodów, ale ta najprostsza hipoteza pasowała do wszystkich faktów. — Zamierzasz zaprzeczyć?

— Dlaczego uważasz, że jestem infiltratorem?

Volyova zamilkła, by zapalić papierosa. Kupiła papierosy od Stonerów w karuzeli, gdzie zwerbowała, czy też spotkała Khouri.

— Bo chyba za dużo wiesz o centrali uzbrojenia. Oraz o Złodzieju Słońca… a to głęboko mnie niepokoi.

— Wspomniałaś Złodzieja Słońca, gdy tylko wprowadziłaś mnie na pokład, pamiętasz?

— Owszem, ale twoja wiedza sięga głębiej niż informacje, które mogłaś usłyszeć ode mnie. Są momenty, gdy odnoszę wrażenie, że wiesz więcej o całokształcie sytuacji niż ja. — Zamilkła na chwilę. — Oczywiście są jeszcze inne sprawy, na przykład aktywność neuronów w twoim mózgu w czasie snu w chłodni… Powinnam staranniej zbadać implanty, z którymi weszłaś na pokład. Najwidoczniej nie są tym, czym się wydają. Zechcesz mi coś wyjaśnić?

— W porządku… — Ton głosu Khouri zmienił się. Widocznie porzuciła nadzieję, że blefując, wydostanie się z tej sytuacji. — Posłuchaj uważnie, Ilia. Wiem, że również masz swoje sekreciki — sprawy, które naprawdę wolałabyś ukryć przed Sajakim i innymi. Domyśliłam się, co się stało z Nagornym, ale chodzi jeszcze o broń kazamatową. Wiem, że nie chcesz, by dotarło to do powszechnej wiadomości, inaczej nie zadałabyś sobie tyle trudu, by całą rzecz ukrywać.

Volyova skinęła głową — zaprzeczanie byłoby jałowe. Może Khouri wiedziała coś o jej stosunkach z kapitanem?

— Co przez to rozumiesz?

— Że cokolwiek ci teraz powiem, lepiej, żeby to zostało między nami. To chyba rozsądne żądanie z mojej strony?

— Właśnie stwierdziłam, że mogę cię zabić, Khouri. Chyba nie masz żadnych atutów przetargowych.

— Tak, możesz mnie zabić — przynajmniej próbować — ale wbrew temu, co twierdzisz, wątpię, czy zdołałabyś uzasadnić moją śmierć równie łatwo jak w przypadku Nagornego. Strata jednego zbrojmistrza to pech. Strata dwóch wygląda na niedbałość, przyznasz?

Obok przebiegł szczur i obryzgał je. Volyova z irytacją rzuciła w zwierzę niedopałkiem papierosa, ale szczur już zniknął w ściennym przepuście.

— Więc powiadasz, że mam nie informować innych, że jesteś infiltratorem?

Khouri wzruszyła ramionami.

— Zrobisz, co zechcesz. Ale jak Sajaki by to przyjął? Przede wszystkim, czyj to błąd, że infiltrator dostał się na pokład?

Volyova odpowiedziała dopiero po chwili.

— Wszystko przemyślałaś, prawda?

— Wiedziałam, że wcześniej czy później zechcesz mi zadać kilka pytań, Triumwirze.

— Więc zacznijmy od pytania oczywistego. Kim jesteś i dla kogo pracujesz?

Khouri westchnęła i z rezygnacją zaczęła mówić.

— Wiele z tego, co już wiesz, to prawda. Jestem Ana Khouri i byłam żołnierzem na Skraju Nieba… choć około dwudziestu lat wcześniej niż myślałaś. Jeśli chodzi o resztę… — Zamilkła na chwilę. — Wiesz, przydałoby mi się trochę kawy.

— Musisz się przyzwyczaić do tego, że nie ma kawy.

— W porządku. Jestem opłacana przez inną załogę. Nie znam ich nazwisk — nigdy nie miałam z nimi bezpośredniego kontaktu — ale od pewnego czasu próbują dobrać się do waszej kazamaty.

Volyova potrząsnęła głową.

— Niemożliwe. Nikt nie wie o tych jednostkach broni.

— Chciałabyś, żeby tak było. Ale używałaś części kazamaty, prawda? Ktoś musiał przeżyć, musieli być świadkowie, o których nic nie wiesz. Stopniowo rozeszła się pogłoska, że twój statek wozi jakieś ostre draństwo. Może nikt nie zna całości obrazu, ale dość dużo wiedzieli i zachciało im się kawałka kazamaty.

Volyova milczała zaszokowana, jakby jej ktoś powiedział, że jej najintymniejsze nawyki są powszechnie znane. Jednak informacje Khouri nie wykraczały poza granice tego, co możliwe. Mogło dojść do przecieku. Załoga czasem porzucała statek — nie zawsze z własnej woli — i choć ci, którzy tak robili, nie powinni mieć dostępu do ważnych danych — a już z pewnością do tych związanych z kazamatą — zawsze istniała szansa pomyłki. Albo może, jak powiedziała Khouri, ktoś był świadkiem użycia broni kazamatowych, przeżył i przekazał informację dalej.

— Tamta załoga… może nie znasz nazwisk, ale czy wiesz, jak nazywał się ich statek?

— Nie. Gdyby mi to powiedzieli, to tak, jakby mi zdradzili swoją tożsamość.

— Więc co wiesz? W jaki sposób zamierzali ukraść nam kazamatę?

— I tu właśnie wchodzi na scenę Złodziej Słońca. Jest wirusem militarnym, przemyconym na pokład twego statku, podczas waszej ostatniej wizyty w układzie Yellowstone. Bardzo zdolny, adaptacyjny kawałek oprogramowania infiltracyjnego. Zaprojektowano go tak, by wkręcał się do oprogramowania wrogich instalacji i prowadził wojnę psychologiczną z użytkownikami, doprowadzając ich do szaleństwa sugestiami podprogowymi. — Khouri zamilkła, dając czas Volyovej na przetrawienie informacji. — Ale twoje środki obronne okazały się zbyt dobre. Złodziej Słońca został osłabiony i ta strategia nigdy naprawdę nie zadziałała. Przyczaili się więc do następnej okazji. Nadarzyła się dopiero wtedy, gdy wróciłaś do układu Yellowstone, prawie sto lat później. Jestem następną linią ataku: chcieli wprowadzić na statek infiltratora — człowieka.

— Jak dokonali pierwszego ataku wirusowego?

— Przez Dana Sylveste’a. Wiedzieli, że weźmiesz go na pokład, żeby nareperować kapitana. Umieścili w ciele Dana oprogramowanie bez jego wiedzy. Wirusowi polecili zainfekować twój system, kiedy tylko Sylveste podłączy się do twego pakietu medycznego.