Niestety, to możliwe, pomyślała Volyova. Inna załoga okazała się równie drapieżna jak oni. Założenie, że tylko Triumwirat Sajakiego jest zdolny do takiego podstępu, byłoby szczytem arogancji.
— A jaka miała być twoja funkcja?
— Ocenić, w jakim stopniu Złodziej Słońca zniszczył system twojej centrali. Jeśli się da, przejąć kontrolę nad statkiem. Resurgam to dobre miejsce do tego celu: leży na uboczu, poza jurysdykcją jakiejkolwiek ogólnosystemowej policji. Jeślibym przejęła statek, nikt by tego nie widział, najwyżej paru kolonistów. — Khouri westchnęła. — Ale uwierz mi, ten plan to zwykła kupa chłamu. Program Złodzieja Słońca zawierał błędy, był niebezpieczny i zbyt adaptacyjny. Zwrócił na siebie uwagę, doprowadzając Nagornego do szaleństwa, choć z drugiej strony tylko jego mógł dosięgnąć. Wtedy zaczął rozrabiać w samej kazamacie.
— Zbuntowana broń.
— Właśnie. To również mnie przeraziło. — Khouri zadrżała. — Wiedziałam, że w tamtej chwili Złodziej Słońca jest zbyt potężny. Nie zdołałam przejąć nad nim kontroli.
Przez kilka następnych dni Volyova wypytywała Khouri. Sprawdzała różne aspekty opowieści i zestawiała je ze znanymi sobie faktami. Z pewnością Złodziej Słońca mógł być oprogramowaniem infiltracyjnym. Działał jednak mniej widocznie, subtelniej i skuteczniej niż wszystkie tego typu systemy, o których Volyova słyszała. A miała wieloletnie doświadczenie. Czy jednak mogła informacje o nim zlekceważyć? Nie, oczywiście, że nie. Przecież wiedziała, że Złodziej istnieje. Opowieść Khouri to pierwsze napotkane przez nią informacje, mające jakiś obiektywny sens. Wyjaśniała, dlaczego jej próby wyleczenia Nagornego się nie powiodły. To nie subtelna kombinacja skutków wywieranych przez kazamatę na implanty Volyovej pozbawiła go zmysłów. Został doprowadzony do szaleństwa bez ceregieli przez istotę zaprojektowaną właśnie do takich celów. Nic dziwnego, że wyjaśnienie problemów Nagomego było takie trudne. Bez odpowiedzi pozostawiało irytujące pytanie: dlaczego szaleństwo Nagornego przybrało tak wyrazistą formę? Gorączkowe szkice koszmarnych ptasich kończyn, wzór na własnej trumnie. Któż jednak mógł zaprzeczyć, że Złodziej Słońca wzmocnił istniejące wcześniej psychozy? Że podświadomość Nagornego pracowała z takimi obrazami, jakie jej najlepiej odpowiadały?
Wiadomości o zagadkowej innej załodze również nie można było beztrosko zlekceważyć. Z zapisów pokładowych wynikało, że inny Swiatłowiec — „Galatea” — przebywał na Yellowstone podczas ostatnich dwóch wizyt „Nostalgii” w tym układzie. Czy to oni podsunęli jej Khouri?
Na razie nie miała lepszego wyjaśnienia. Racja, że żadnej z tych informacji nie można przedstawić Triumwiratowi. Sajaki obwiniłby Volyovą o poważne uchybienie zasadom bezpieczeństwa. Oczywiście ukarałby Khouri… ale Volyova również mogła oczekiwać odwetu. Ostatnio panowały między nimi naprężone stosunki. Można było przypuszczać, że Sajaki spróbowałby ją zabić. Mogło mu się to udać — siłą przynajmniej dorównywał Volyovej. Nie za bardzo by się przejął utratą głównego eksperta od broni i jedynej osoby, która rzeczywiście zna sytuację w kazamacie. Niewątpliwie argumentowałby, że Volyova w tej dziedzinie już wykazała się brakiem kompetencji. Pozostawał jeszcze jeden czynnik, którego Volyova nie mogła zlekceważyć całkowicie. Bez względu na to, co się naprawdę stało z bronią kazamatową, to niezaprzeczalnie Khouri uratowała Volyovej życie.
Myśl o tym była nieznośna; Volyova miała wobec infiltratorki dług.
Zanalizowała sytuację bez emocji i uznała, że należy udawać, iż nic się nie stało. W każdym razie misja Khouri była już niewykonalna. Nie będzie prób zawładnięcia statkiem. Tajne przyczyny, dla których ta dziewczyna znalazła się na statku, nie mają nic wspólnego z planami ponownego sprowadzenia Sylveste’a na pokład. W wielu sytuacjach Khouri przyda się jako członek załogi. Teraz, kiedy Volyova znała prawdę, a oryginalny cel misji Khouri został zarzucony, Khouri z pewnością zrobi wszystko, by dopasować się do wyznaczonego stanowiska. Nie miało wielkiego znaczenia to, czy kuracja lojalności zadziałała, czy nie: Khouri będzie musiała postępować tak, jakby kuracja poskutkowała, i stopniowo gra przestanie różnić się od prawdy. Może nawet nie zechce opuścić statku, gdy nadarzy się okazja. Cóż, istnieją gorsze miejsca. Po miesiącach czy latach czasu subiektywnego stanie się jedną z załogi, a jej podwójna gra pozostanie tajemnicą między nimi dwiema. Volyova stopniowo o tym niemal zapomni.
W końcu doszła do wniosku, że sprawa infiltracji została wyjaśniona. Oczywiście jest ciągle Złodziej Słońca, ale teraz Khouri będzie z nią współpracować, by ukryć go przed Sajakim. Tymczasem istniały jeszcze inne rzeczy, które należało przed nim ukrywać. Volyova postanowiła zatrzeć wszelkie ślady incydentu z bronią kazamatową, i to zanim Sajaki i pozostali załoganci zostaną rozbudzeni. Okazało się to niełatwe. Pierwsze zadanie polegało na zreperowaniu szkód wewnątrz Światłowca i załataniu obszarów kadłuba uszkodzonych wybuchem broni. Należało więc pogonić procedury autonaprawcze. Volyova musiała jednak zadbać o to, by wszystkie wcześniejsze blizny, kratery zderzeniowe czy miejsca poprzednich niedokładnych napraw zostały precyzyjnie odtworzone. Następnie włamała się do pamięci autonapraw i usunęła stamtąd informacje, że ostatnio w ogóle przeprowadzono jakiekolwiek naprawy. Wyremontowała komorę pajęczą, choć pozostali członkowie załogi i tak nie powinni wiedzieć o jej istnieniu. Lepiej chuchać niż dmuchać. Zresztą jak dotychczas była to najprostsza z przeprowadzonych napraw. Potem Volyova musiała usunąć wszelkie dowody, że program „Paraliż” został uruchomiony. Co najmniej tydzień pracy.
Znacznie trudniej było ukryć stratę promu. Przez pewien czas Volyova rozważała, czy nie wyprodukować drugiego — zbierać drobne ilości materiałów po całym statku, aż będzie ich dostatecznie wiele. Wykorzystałaby w ten sposób tylko jedną dziewięćdziesięciotysieczną masy całego statku. Wiązało się to jednak z nadmiernym ryzykiem. Ponadto Volyova wątpiła, czy potrafi sprawić, żeby prom wyglądał dostatecznie staro. W końcu wybrała drogę łatwiejszą: wyedytowała bazę danych statku, która od teraz wykazywała, że zawsze na pokładzie był o jeden prom mniej. Sajaki mógł to zauważyć — cała załoga mogła to zauważyć — ale dowieść niczego się nie dało. Wreszcie odtworzyła broń kazamatową. Samą fasadę — kopię o groźnym wyglądzie, przyczajoną w kazamacie — mającą zwieść Sajakiego. Zacieranie śladów to sześć dni maniakalnej pracy. Siódmego dnia odpoczywała i starała się wziąć w garść, by nikt nie mógł zgadnąć, jak wiele pracy wykonała. Ósmego dnia obudził się Sajaki i zapytał, czym się zajmowała w ciągu tych lat, gdy spal chłodnym snem.
— Och, niczym nadzwyczajnym — odpowiedziała.
Trudno było odczytać jego reakcję — jak zresztą większość zachowań Sajakiego. Nawet jeśli tym razem mi się udało, myślała, nie mogę ryzykować następnej pomyłki. Teraz — choć jeszcze nie nawiązali kontaktu z kolonistami — nie wszystko zdołała zrozumieć. Myślami wróciła do sygnatury neutrinowej, którą wykryła wokół gwiazdy neutronowej układu. Od tamtej pory towarzyszyło jej uczucie niepewności. Źródło nadal się tam znajdowało i chociaż było słabe, Vołyova dostatecznie dobrzeje poznała. Wiedziała, że obiega ono po orbicie nie samą gwiazdę neutronową, ale świat wielkości księżyca, okrążający z kolei gwiazdę. Nie zaobserwowano tego, gdy badano układ przed dziesięcioleciami, co z kolei sugerowało, że ma to związek z kolonią na Resurgamie. Ale jak koloniści zdołali wysłać coś takiego? Chyba nie mogli nawet osiągnąć orbity, nie mówiąc o wysłaniu sondy na krańce swego układu. Brakowało nawet statku, który ich tam przywiózł. Volyova sądziła, że znajdzie „Lorean” na orbicie wokół planety, ale ślad po statku zaginął. Pamiętała jednak, że mimo wszystko koloniści mogą dokonać rzeczy niespodziewanych. Następne brzemię do zbioru dotychczasowych problemów.