Выбрать главу

— O co chodzi?

Przyjmuję coś, co bardzo wygląda na naszego chłopca.

— Sylveste’a?

— Lub kogoś, kto go udaje. — Hegazi wszedł w jedną ze swoich nawracających faz fugi, co dla Volyovej oznaczało, że znajduje się w głębokim związku ze statkiem. — Nie mogę prześledzić jego całej ścieżki komunikacyjnej. Ścieżka wychodzi z Cuvier, ale jestem przekonany, że Sylveste’a fizycznie tam nie ma.

W dalszym ciągu mówiła cicho, mimo że prócz nich na mostku nie było nikogo.

— Co mówi?

— W kółko powtarza prośbę o rozmowę z nami.

Khouri usłyszała odgłos kroków stóp człapiących w głębokim na cal szlamie, który zalał cały poziom kapitana.

Jej obecność tutaj nie miała racjonalnego uzasadnienia. A jednak była w tym jakaś logika. Nie ufała już Volyovej — jedynej osobie, o której myślała, że może jej wierzyć. Mademoiselle po aferze z bronią arsenałową nie odzywała się. Khouri po prostu musiała w takiej sytuacji przestać się zachowywać racjonalnie. Jedynym człowiekiem na statku, który nie zdradził jej w taki czy inny sposób, ani nie zasłużył sobie na jej nienawiść, był ktoś, kto w żaden sposób nie mógł jej nic powiedzieć.

Natychmiast zorientowała się, że odgłos kroków nie pochodzi od Volyovej. Jednak brzmiało w nim zdecydowanie, sugerujące, że idący wie dokładnie, dokąd idzie, a nie po prostu przez przypadek zawędrował w ten obszar okrętu.

Khouri podniosła się z błota. Na ciemnym materiale jej spodni nie było znać, że ich siedzenie jest mokre i zimne od szlamu.

— Odpręż się — powiedziała niedbale wyłaniająca się zza zakrętu korytarza osoba. Buty kobiety człapały w bryi, a swobodnie wiszące uzbrojenie metalicznie pobłyskiwało. Z pobłyskiem mieszała się wielobarwna poświata wzorów holograficznych.

— Sudjic. — Khouri rozpoznała przybyłą. — Jak, do cholery…?

Sudjic pokręciła głową i uśmiechnęła się zaciśniętymi ustami.

— Jak tu trafiłam? To proste, Khouri, śledziłam cię. Kiedy zobaczyłam ogólny kierunek twego marszu, stało się jasne, że idziesz tutaj, więc przyszłam za tobą, ponieważ uważam, że przyda nam się mała pogawędka.

— Pogawędka?

— O tutejszej sytuacji. — Sudjic wykonała szeroki gest. — Tu, na statku. Dokładniej o pieprzonym Triumwiracie. Na pewno zauważyłaś, że mam żal do jednego z jego członków.

— Do Volyovej.

— Tak, do naszej wspólnej przyjaciółki, liii. — Sudjic udało się wymówić imię kobiety jak wyjątkowo brzydkie przekleństwo. — Zabiła mojego kochanka, wiesz o tym.

— Jak rozumiem, wynikły… problemy.

— Problemy, ha! To dobre. Zrobienie z kogoś szaleńca nazywasz problemem, Khouri? — Przerwała, przysunęła się bliżej, ale nadal utrzymywała pełną respektu odległość od stopionego, anielskiego rdzenia kapitana. — A może powinnam nazywać cię Ana, teraz, kiedy jesteśmy w… hm… bliższych stosunkach?

— Nazywaj mnie jak chcesz. To nic nie zmienia. Mogę jej teraz nie cierpieć, ale to nie znaczy, że zamierzam ją zdradzić. Nie powinnyśmy nawet o tym rozmawiać.

Sudjic ze zrozumieniem kiwnęła głową.

— Naprawdę trafiła cię tą terapią lojalnościową, prawda? Posłuchaj, Sajaki i inni nie są tak wszechwiedzący, jak ci sie wydaje. Możesz mi o wszystkim opowiedzieć.

— To nie tylko terapia lojalnościową.

— A co jeszcze? — Sudjic oparła swoje urękawicznione dłonie na wąskich biodrach. Mimo szczupłej sylwetki — częstej cechy u ludzi urodzonych w kosmosie — kobieta była piękna. Cała eteryczna — bez wzmocnionej chimerycznie struktury mięśniowo-szkieletowej w warunkach standardowej grawitacji raczej nie funkcjonowałaby normalnie. Lecz teraz, z tym podskórnym wzmocnieniem, Sudjic była niewątpliwie silniejsza i szybsza od wszystkich ludzi niewspomaganych. Wyglądała jak origami — figurka kobiety złożona z ostrego jak brzytwa papieru.

— Nie mogę ci o tym opowiadać — wyjaśniła Khouri — ale Ilia i ja mamy wspólne sekrety. — Natychmiast pożałowała swoich słów, ale chciała zepsuć tę pełną samozadowolenia wyższość Ultraski. — Chcę powiedzieć…

— Posłuchaj, jestem przekonana, że ona chce, byś właśnie to czuła. Ale zadaj sobie pewne pytanie, Khouri. Ile z tego, co pamiętasz, jest prawdziwe? Czy to możliwe, żeby Volyova majstrowała przy twych wspomnieniach? Próbowała tak robić z Borysem. Próbowała go uleczyć, ścierając jego przeszłość, ale to nie zadziałało. Nadal musiał radzić sobie z głosami. Czy z tobą jest tak samo? Czy jakieś głosy pływają sobie w twej głowie?

— Jeśli tam są — oznajmiła Khouri — nie mają nic wspólnego z Volyovą.

— Więc to przyznajesz. — Sudjic uśmiechnęła się świętoszkowato, jak dzielna uczennica, przyznająca, że odniosła zwycięstwo w jakiejś grze, ale mająca nadzieję, że nie wygląda na zbyt dumną z tego powodu. — Cóż, czy je słyszysz, czy nie, to nie ma znaczenia. Ważne jest, że nie żywisz już co do niej iluzji. Ani co do Triumwiratu jako całości. Nie możesz się oszukiwać, że podoba ci się ich ostatnia akcja.

— Nie jestem pewna, że w pełni rozumiem to, co właśnie zrobili, Sudjic. Istnieją rzeczy, których nie mam dobrze ułożonych w głowie. — Khouri czulą, jak zimna, mokra materia spodni przylega jej do pośladków. — W gruncie rzeczy właśnie dlatego tu zeszłam. Po trochę ciszy i spokoju. Żeby sobie wszystko ułożyć.

— 1 zobaczyć, czy nie ma on jakiejś mądrości do odstąpienia?

Sudjic gestem głowy wskazała kapitana.

— Jest martwy, Sudjic. Może jestem jedyną osobą, która to widzi, ale to prawda.

— Może Sylveste potrafi go wyleczyć.

— Nawet gdyby mógł, to czy Sajaki naprawdę chce tego?

Sudjic kiwnęła głową.

— Oczywiście, oczywiście. Całkowicie rozumiem. Ale posłuchaj. — Zniżyła głos do szeptu, choć jedynymi możliwymi podsłuchującymi były przemykające szczury. — Znaleźli Sylveste’a. Właśnie to usłyszałam, zanim tu zeszłam.

— Znaleźli go? To znaczy jest już tutaj?

— Nie, oczywiście, że nie. Dopiero co się skontaktowali. Nie wiedzą nawet jeszcze, gdzie się znajduje, wiedzą tylko, że żyje. Nadal muszą jakoś wziąć sukinsyna na pokład. I tu właśnie zaczyna się twoja rola. Moja zresztą też.

— Co chcesz przez to powiedzieć?

— Nie udaję, że rozumiem, co przydarzyło się Kjarval w komorze treningowej. Może się po prostu załamała, choć znałam ją lepiej niż ktokolwiek na tym statku i powiedziałabym, że nie była typem załamującym się. Bez względu na to, co to było, dało Volyovej pretekst do jej wykończenia — choć nie sądziłam, że ta dziwka do tego stopnia jej nienawidzi.

— To nie wina Volyovej…

— Niech będzie. — Sudjic pokręciła głową. — To nieważne. Na razie. Oznacza to jednak, że potrzebuje cię w tej misji. Khouri, ty i ja, oraz może być sama królowa-suka, udajemy się w dół, by zabrać Sylveste’a.

— Nie możesz jeszcze tego wiedzieć.

Sudjic potrząsnęła głową.

— Nie, oficjalnie nie mogę. Ale kiedy się jest na pokładzie tego statku tak długo jak ja, wie się coś niecoś o pomijaniu zwykłych kanałów.

Przez moment panowała cisza, przerywana tylko odgłosami kropel kapiących z przeciekającego przewodu, gdzieś dalej, w głębi korytarza.

— Sudjic, czemu mi to mówisz? Sądziłam, że mnie nie cierpisz.

— Może nie cierpiałam. Kiedyś. Ale teraz potrzebujemy wszystkich sprzymierzeńców, jakich znajdziemy. I myślałam, że docenisz ostrzeżenie. Zwłaszcza jeśli masz trochę rozsądku i wiesz komu ufać.