Выбрать главу

— Ach — powiedział Hegazi. — Mamy namiar. — Chcesz posłuchać, co sukinsyn ma do powiedzenia?

— Dawaj go.

Głos mężczyzny zalał ich znowu, tak jak przed sześcioma godzinami, z jedną oczywistą różnicą. Wszystkim słowom wypowiadanym przez Sylveste’a towarzyszyło ciągłe wycie burzy maczetowej. To tło niemal zagłuszało jego słowa.

— Jestem tutaj. Gdzie jesteście? Volyova, czy mnie słuchasz? Powtarzam, czy mnie słuchasz? Chcę odpowiedzi! Oto moje współrzędne względem Cuvier, lepiej mnie słuchajcie. — A potem wyrecytował, dla bezpieczeństwa kilkakrotnie, ciąg liczb określających jego położenie co do setki metrów; informacja nadmiarowa, gdyż obecnie dokładnie go namierzano. — Teraz tu zjedźcie! Nie możemy czekać całą wieczność — jesteśmy w środku burzy maczetowej. Jeśli się nie pośpieszycie, umrzemy.

— Hrnmm — rzekł Hegazi. — Myślę, że w pewnym momencie odpowiedzenie temu biedakowi byłoby niezłym pomysłem.

Volyova wyjęła i zapaliła papierosa. Zanim odpowiedziała, rozkoszowała się chwilę dymem tytoniowym.

— Na razie nie. W grucie rzeczy poczekamy jeszcze godzinę czy dwie. Sądzę, że pozwolę, by najpierw naprawdę się zaniepokoił.

Khouri usłyszała tylko bardzo słaby odgłos szurania, gdy otwarty skafander przesunął się ku niej. Poczuła jego łagodnie przynaglający nacisk na swych plecach, a także na tyle nóg ramion i głowy. Na skraju pola widzenia zobaczyła, jak boczne partie głowy skafandra zaginają się wokół niej, a potem poczuła, jak jego ręce i nogi stopiły się wokół jej członków. Przestrzeń piersiowa zamknęła się z dźwiękiem, jaki wydaje ktoś, kto siorbnął ostatni łyk z dzieży na ciasto.

Pole widzenia miała teraz ograniczone, widziała jednak, jak linie rozcięć kończyn skafandra się zamykają. Linie szwów trwały przez sekundę czy dwie, a potem roztopiły się w niezakłóconej bieli reszty powierzchni ubioru. Następnie na głowie Khouri uformował się hełm skafandra. Na chwilę zapanowała ciemność, a potem przed oczyma pojawił się przezroczysty owal. Stopniowo ciemność wokół owalu zapłonęła displejami statusu i innymi licznymi informacjami. Później skafander napełni się powietrznym żelem, chroniącym użytkownika przed przeciążeniami lotu, na razie jednak Khouri oddychała świeżutkim tlenowo-azotowym powietrzem, podawanym pod ciśnieniem takim jak na statku.

— Przeprowadziłem właśnie wszystkie testy bezpieczeństwa i funkcjonalności — poinformował ją skafander — proszę o potwierdzenie, że życzysz sobie przejąć pełne sterowanie tą jednostką.

— Tak, jestem gotowa — oznajmiła Khouri.

— Obecnie wyłączyłem większość moich autonomicznych programów sterujących. Ta persona pozostanie włączona w charakterze doradcy, chyba że poprosisz o coś innego. Pełne autonomiczne sterowanie skafandra może zostać ponownie włączone w nastę…

— Wszystko, załapałam, dzięki. Jak idzie innym?

— Wszystkie pozostałe jednostki meldują gotowość.

— Jesteśmy gotowi, Khouri — wtrąciła Volyova. — Poprowadzę zespół; szyk trójkątnego zniżania się. Ja krzyczę, ty skaczesz. Nie kiwasz NAWET palcem bez mojego upoważnienia.

— Nie martw się, nie mam tego w planach.

— Widzę, że trzymasz ją mocno w garści — zauważyła Sudjic na otwartym kanale. — Czy również sra na rozkaz?

— Zamknij jadaczkę, Sudjic. Jesteś z nami tylko dlatego, że znasz światy. Jeden krok poza linię… — Volyova przerwała. — Cóż, ujmijmy to tak: Sajakiego nie będzie w pobliżu, by interweniować, jeśli stracę cierpliwość, a dysponuję ogromną siłą ognia.

— A propos siły ognia — powiedziała Khouri — na moich odczytach nie widzę żadnych danych dotyczących broni.

— To dlatego, że nie masz autoryzacji — wyjaśniła Sudjic. — Ilia nie wierzy, że powstrzymasz się od strzelania do wszystkiego, co się rusza. Prawda, Ilia?

— Jeśli napotkamy kłopoty — powiedziała Ilia — pozwolę ci na użycie broni, wierz mi.

— Czemu nie teraz?

— Ponieważ teraz tego nie potrzebujesz, oto czemu. Jesteś z nami na przejażdżce. Aby pomóc, gdy sprawy potoczą się inaczej, niż przewiduje plan. Oczywiście nic takiego nie nastąpi… — Głośno zaczerpnęła tchu. — Ale gdyby nastąpiło, dostaniesz swoje cenne bronie. Po prostu, jeśli będziesz musiała ich użyć, spróbuj być rozważna, to wszystko.

Kiedy wyszli na zewnątrz, powietrze pokładowe zostało usunięte i zastąpione żelem powietrznym — cieczą do oddychania. Przez chwilę miało się wrażenie tonięcia, ale Khouri robiła takie przejścia na Skraju Nieba wystarczająco często, by nie odczuwać znacznej niewygody. Zwykłe mówienie stało się niemożliwe, ale w hełm skafandra wbudowano trały, które umiały interpretować subwokalne polecenia. Głośniki w hełmie przesuwały nadchodzące dźwięki o odpowiednią częstotliwość i kompensowały wprowadzone przez powietrzny żel zniekształcenia, więc głosy, które słyszała Khouri, brzmiały zupełnie normalnie. Choć zejście było trudniejsze i cięższe niż przy użyciu promu, Khouri odczuwała je jako lżejsze, jeśli nie liczyć sporadycznego nacisku wokół gałek ocznych. Tylko spojrzenia na odczyty skafandra potwierdzały, że na ogół przekraczają przyśpieszenie sześć g, uzyskiwane dzięki maleńkim dyszom na plecach i w obcasach, napędzanym antylitem. Skafandry utworzyły wzorzec deltoidu: Volyova na przedzie, za nią dwa skafandry zajęte, a za nimi trzy zdalnie sterowane skafandry puste. Przez pierwszą część schodzenia skafandry pozostawały w takim układzie, w jakim znajdowały się na pokładzie Światłowca, miej więcej dostosowanym do ludzkiej anatomii. Ale kiedy wokół nich zaczęły się żarzyć pierwsze ślady atmosfery Resurgamu, skafandry milcząco przekształciły swój wygląd zewnętrzny. Teraz — choć nic z tego nie było widoczne od wewnątrz — błona łącząca ramiona z ciałem grubiała, aż ręce i ciało nie dawały się już łatwo rozdzielić. Kąt rąk również się zmienił. Teraz trzymane były sztywno, lecz lekko zgięte pod kątem czterdziestu pięciu stopni do ciała. Od kiedy głowa wciągnęła się i spłaszczyła, pojawił się gładki łuk biegnący od końca każdego z ramion, nad głową i z powrotem w dół. Kolumnowe nogi stopiły się w pojedynczy, płonący ogon, a wszystkie przezroczyste łaty określone przez użytkownika stały się znowu nieprzezroczyste, aby chronić przed żarem podczas wchodzenia w gazowy płaszcz. Skafandry wleciały w atmosferę piersią naprzód, z ogonem podwieszonym nieco niżej od głowy: złożone wzorce fal uderzeniowych zostały okiełznane i wykorzystane przez zmieniającą się geometrię pokrycia skafandra. Bezpośrednie widzenie nie było już możliwe, jednak skafandry nadal postrzegały swe otoczenie na innych pasmach promieniowania elektromagnetycznego i doskonale umiały zaadaptować te dane do ludzkich zmysłów. Rozglądając się wokół i poniżej, Khouri widziała inne skafandry. Każdy wydawał się pogrążony w świetlistej łzie różowawej plazmy.