Выбрать главу

– A jeśli leżą tu jeszcze szczątki zmarłych na dżumę?

– Bzdura!

– A jeśli tu straszy?

– Ile jeszcze razy zamierzasz powiedzieć: „A jeśli”? Może lepiej byłoby, gdybyś wróciła do alkierza i położyła się spać?

– Nie, nie – zaprotestowała gwałtownie. – Ale mogę przynieść świecę.

– Pośpiesz się w takim razie i nikogo nie obudź!

Po chwili wróciła. Ravn wszedł do chaty i pochylił się nad podłogą.

– Światło tutaj! – zarządził.

Posłusznie mu poświeciła, choć nie wydawało się jej, by mogło być coś godnego uwagi w podłodze.

– Co to? – zapytała.

– Kopali tutaj. Cała podłoga jest przekopana, oprócz tego kawałka w rogu przy drzwiach. Pamiętasz, co widziałaś? Mężczyznę z kamienną głową i kobiety niosące trumnę.

– Tak.- Myślisz, że kogoś tutaj pochowano?

– Na to wygląda.

Tova zadrżała i rozejrzała się wokół z lękiem. W chacie nie było żadnych mebli ani sprzętów, nic… jedynie łopaty i kilofy zgromadzone w rogu.

Ponieważ Ravn wydawał się dość dobrze usposobiony, Tova odważyła się zapytać:

– Jak myślisz, co to mogło być, ta kamienna głowa?

– Odgadłem od razu, że widziałaś odwróconego plecami mężczyznę, który dźwigał coś na ramionach – odpowiedział. – Nie mam jednak pojęcia, co to mogło być. Dobrze, weź łopatę, zaczynamy kopać.

O, nie, wszystko ma swoje granice!

– Żeby odgrzebać nieboszczyka? Dziękuję bardzo!

– Kobiety są doprawdy bezużyteczne – westchnął Ravn. – Wracaj do łóżka!

Tova wahała się, co robić. Z jednej strony pragnęła zostać z Ravnem, z drugiej zaś wcale nie była ciekawa, co znajduje się pod ziemią. Gdy Ravn sięgnął po łopatę, zwyciężył strach. Tova czym prędzej wycofała się do drzwi, a on, pochłonięty kopaniem, nawet nie zauważył, że wyszła.

W sieni dziewczyna dostrzegła jakiś ruch, ale zanim się zorientowała, co on może oznaczać, ktoś chwycił ją wpół i zasłonił ręką usta.

– Spróbuj krzyknąć, a koniec z tobą – usłyszała chrapliwy głos.

Napastnicy – odgadła, że było ich dwóch – zasłonili jej oczy i zakneblowali usta, a na głowę zarzucili worek. Próbowała stawiać opór, ale na szyi poczuła ostrze noża.

Jeden z mężczyzn przerzucił ją sobie przez ramię i wyniósł z chaty. Dziewczynę ogarnęła bezsilna złość, ale nie mogła powstrzymać biegu zdarzeń.

Na szczęście strach nie pozbawił jej całkiem zdolności myślenia. Starała się odgadnąć, dokąd mężczyźni ją niosą, czy skręcają w lewo, czy w prawo, co nie było łatwe. Przecież zwisała głową w dół, było jej duszno i niewygodnie. Porywacze wcale ze sobą nie rozmawiali, tylko ten, który ją dźwigał, dyszał ze zmęczenia.

Mam nadzieję, że jestem bardzo ciężka, pomyślała.

Gdyby Ravn wiedział… Ale on przecież był wewnątrz chaty i nawet nie zauważył, co się stało.

Po trzasku łamanych patyków i szeleście jagodowych krzaczków Tova poznała, że idą przez las. Raz po raz czuła uderzenia gałęzi, zdawało jej się, że napastnicy zmierzają pod górę.

Wreszcie się zatrzymali. Mężczyzna, który niósł dziewczynę, najwyraźniej zmęczony, zrzucił ją na ziemię. Zdjął worek, który miała na głowie, i wyjął knebel z ust, pozostawiając jedynie opaskę na oczach.

– Teraz możesz krzyczeć do woli. Nikt cię tu nie usłyszy.

Nie znała tego głosu, była pewna, że nigdy wcześniej go nie słyszała, ale wiedziała, że ten ktoś nie żartuje.

– Potrafię krzyczeć bardzo głośno – rzekła mimo to przekornie.

– Spróbuj tylko, a pożałujesz.

– Czego ode mnie chcecie?

– Odpowiesz nam na kilka pytań, potem pozbędziemy się ciebie. Byłaś zbyt wścibska!

Tova nie miała złudzeń – jej los został już przesądzony.

Mężczyzna podszedł bliżej, tak blisko, że czuła na policzku jego oddech.

– Teraz nam grzecznie powiesz, kto jest w starej chacie.

– A skąd mogę wiedzieć?

– Nie próbuj nas nabrać! – wrzasnął napastnik. – Przyszliśmy po klucz, ale go nie było w umówionym miejscu, a w szparach między belkami dostrzegliśmy światło. Podkradliśmy się bliżej i usłyszeliśmy twój głos. Z kim rozmawiałaś?

– O, ja często mówię sama do siebie.

Obcy mocno, aż do bólu, ścisnął jej ramię.

– Nie próbuj żartować! Kto to był?

– Przyjaciel.

– To już lepiej. Co wiecie?

– Sam się przekonaj! – wykrzyknęła hardo, ale gdy poczuła ostrze noża na gardle, dodała: – On nazywa się Ravn.

– Co? Co on tu robi? – krzyknął ze złością mężczyzna.

– Nie wiem. Mówił, że ma do wypełnienia tajną misję.

Drugi z napastników przez cały czas nie odzywał się ani słowem. Tova przypuszczała, że jest mieszkańcem dworu i milczy w obawie, że zostanie rozpoznany po głosie.

Oceniała chłodno swoje szanse na ucieczkę. Nie miała skrępowanych rąk ani nóg, więc gdyby nadarzyła się okazja…

Nawet nie przypuszczała, że nastąpi to tak szybko. Mężczyzna, który przez cały czas milczał, wyszeptał coś do swego towarzysza i obaj bardzo się zirytowali. Tova usłyszała, że odchodzą na bok, najprawdopodobniej po to, by naradzić się w spokoju.

Dobiegły do niej jedynie strzępki zdań:

– Nie, nie możemy – mówił z gniewem ten, który ją niósł. – Ravn jest śmiertelnie niebezpieczny. Że też diabli go tu przynieśli!

Więcej już nie usłyszała. Błyskawicznie zerwała z oczu przepaskę i rzuciła się do ucieczki. Potrafiła naprawdę szybko biegać i nim mężczyźni zdążyli się zorientować, że popełnili fatalny błąd, była już daleko.

Biegła, jakby nagrodą za zwycięstwo było życie. Wpadła w gęsty jodłowy las rosnący powyżej dworu rycerskiego. Drogę w dół miała odciętą, uciekała więc na oślep pomiędzy gęstymi drzewami i potężnymi skałami.

Przez chwilę jeden ze ścigających był już tak blisko, że mignęła jej jego twarz. Bez trudu poznała okrutne lisie rysy człowieka, który ranił Ravna.

Drugiemu nie zdążyła się przyjrzeć.

Obcy szybko się zmęczył i gdy zabrakło mu sił, klnąc głośno zaprzestał pościgu. Drugi zaś nie pomógł mu wiele, zmęczył się już wcześniej, niosąc dziewczynę na plecach.

Tova nie przestawała biec w dół zbocza, przekonana, że kieruje się w stronę dworu.

Myliła się jednak.

Teren stawał się coraz bardziej niedostępny i dziki i nagle dziewczyna uzmysłowiła sobie, że zmierza wprost ku przepaści przy Wilczej Jamie.

Stanęła i nasłuchiwała, ale w lesie panowała kompletna cisza. Najważniejsze, że odzyskała orientację. Musi zawrócić, pobiegła za daleko na zachód! U stóp przepaści ciągnie się przecież droga do Grindom.

A jeśli natknie się na pościg?

Nie, lepiej będzie, jeśli spróbuje się wspiąć trochę wyżej, nie może dać się złapać przy urwisku!

Z wysiłkiem pokonywała skały, wielkie głazy, poskręcane pnie sosen, aż w końcu znalazła się na bardziej płaskim, porośniętym lasem terenie.

Teraz powinna skierować się w stronę dworu. Koniecznie musi wrócić, ostrzec Ravna, obudzić ojca i…

Zesztywniała. Znów posłyszała głosy. Ścigający byli tak blisko, że Tova wpadła w panikę i na oślep rzuciła się w stronę domu.

Nagle przeszył ją ostry ból i runęła jak długa na ziemię. Świat zawirował jej przed oczyma i powoli pogrążyła się w ciemności.

Tymczasem Ravn wyszedł do sieni i ze zdumieniem zobaczył tam Borghild, która natychmiast spytała go o Tovę.

– Rzeczywiście, Tova przyszła tu do mnie, ale wygoniłem ją do łóżka, bo tylko mi przeszkadzała.

Borghild wyglądała na przerażoną.

– Obudził mnie hałas – powiedziała. – Najpierw nie zastanowiło mnie to zbytnio, ale po jakimś czasie zmiarkowałam, że łóżko Tovy jest puste…