Znów wróciło owo nieznośne ściskanie w dołku.
– Sprawdzałaś u mnie w izbie, to znaczy w jej alkierzu?
– Zapukałam, bo pomyślałam sobie, że może tam jest – Borghild zarumieniła się i spuściła wzrok, ale Ravn udawał, że tego nie zauważa. – Nikt jednak nie odpowiadał. Gdzie ona może być?
– Szła do drzwi – zaczął Ravn, a jego oczy pociemniały z przerażenia. – Czekaj, cii!
Przyciągnął Borghild do siebie, pozostawiając uchylone drzwi. Szybko zdmuchnął płomień świecy.
Od strony lasu dobiegły ich jakieś stłumione głosy. Do dworu zbliżali się dwaj mężczyźni.
Kiedy podeszli bliżej, Borghild i Ravn mogli usłyszeć, o czym rozmawiają.
– Nie, nie powinniśmy teraz iść do chaty, bo jeśli dziewczyna jakimś cudem wróci, podniesie krzyk. A wtedy najlepiej, by nas nie było w pobliżu. Widziała cię?
– Nie, na pewno nie. Pojęcia nie mam, gdzie nam zniknęła.
– Przypuszczam, że spadła z urwiska w pobliżu Wilczej Jamy. Pokój jej duszy.
Głosy oddaliły się.
– Znasz ich? – wyszeptał Ravn.
– Nie wiem – odparła strapiona Borghild. – Złapiesz ich, panie?
– Najpierw musimy odnaleźć Tovę. Nie ma chwili do stracenia. Gdzie jest Wilcza Jama?
– Wskażę drogę. Czy mam kogoś jeszcze zbudzić?
– Szkoda czasu. Chodź!
Jak tylko mogli najszybciej ruszyli w stronę lasu.
– Czy myślisz, że mogła spaść w przepaść? – zapytał, z trudem kryjąc lęk.
– Nie! Tova doskonale zna to miejsce, jako dziecko często bawiła się w lesie i zawsze trzymała się z dala od przepaści.
Skąd się wziął w nim ten okropny niepokój? Nigdy dotąd nie odczuwał czegoś podobnego.
Gdy oddalili się od dworu na tyle, że nikt nie mógł ich usłyszeć, Ravn zawołał głośno:
– Tova! Tova! Pomóż mi! – zwrócił się do Borghild. – Może dziewczyna się mnie lęka?
– Was, panie? – odezwała się oschle służąca. – Z pewnością nie!
Ravn popatrzył na nią zaskoczony, ale w mroku nocy trudno było odgadnąć wyraz twarzy kobiety.
Zaczęli nawoływać na przemian, ale nikt im nie odpowiadał.
Naraz stanęli jak wryci. Gdzieś z góry doleciało ich żałosne pojękiwanie.
– To ona – powiedziała uradowana Borghild. – Usłyszała nas!
Służąca z trudem nadążała za Ravnem, który pośpiesznie wspinał się pod górę.
Zawołał raz jeszcze Tovę. Teraz jej głos słychać było wyraźniej, ale pobrzmiewały w nim nuty cierpienia.
Ravn przyspieszył kroku, pragnąc jak najszybciej spotkać dziewczynę, choć jednocześnie czuł, że coś go powstrzymuje.
Serce zaczęło mu bić nierówno, jakby targane dwiema przeciwstawnymi siłami: poczuciem lojalności wobec Grjota i budzącym się człowieczeństwem.
Z trudem przedzierał się przez zarośla wśród drzew rosnących tak gęsto, jakby od wielu lat nie przechodzili tędy ludzie.
Przeklęta dziewczyna, sama sobie jest winna, myślał ze złością. Po co w ogóle wychodziła, po co przez cały czas deptała mu po piętach? Dostała nauczkę, jak spotkam tych dwóch, co ją porwali, jeszcze im podziękuję. Zrobili dokładnie to, co i ja bym uczynił!
– Tova? – zawołał.
Odpowiedziała gdzieś z bliska.
– Tu jest! – zawołał do Borghild, zdumiony, że głos mu się łamie. Przedarł się przez plątaninę gałęzi i stanął jak porażony.
– Tova! – wyszeptał i upadł na kolana tuż przy niej. Serce zabiło mu tak mocno, że aż poczuł ból w piersiach.
– Och, Ravn, dziękuję, że przyszedłeś – jęknęła żałośnie i niepewnie wyciągnęła do niego ręce.
W duszy Ravna jakby coś pękło. Nagle jego serce napełniło się nieznanym mu dotąd uczuciem – uczuciem żalu i współczucia dla innej istoty ludzkiej.
Tova leżała w dziwnej pozycji. Stopa utkwiła jej w potrzasku zastawionym na wilka.
Ravn ostrożnie uniósł dziewczynę i ułożył wygodniej, a potem obejrzał nogę.
– Czy to coś poważnego? – spytała z niepokojem, wykrzywiając twarz z bólu.
Stary przerdzewiały potrzask nie zaciskał się dokładnie i to właśnie uratowało nogę Tovy. Rana wyglądała jednak groźnie i krwawiła obficie.
Ravn usiłował rozchylić żelastwo, ale bez powodzenia.
– Zaraz coś z tym zrobimy – rzucił.
Borghild, zdyszana, właśnie wynurzyła się z gęstych zarośli. Kiedy ujrzała Tovę, krzyknęła przestraszona.
– Nie mogę jej wydostać – rzekł Ravn. – Biegnij szybko do dworu i sprowadź więcej ludzi. Niech wezmą ze sobą narzędzia! Kowal będzie wiedział, co jest potrzebne. I zbudź rycerza! Ja zostanę z Tovą.
– Ale może lepiej ja…?
– Nie, jej potrzebny jest ktoś, kto w razie czego potrafi ją obronić. Czy żyją tu wilki?
– Przez kilka lat nie widzieliśmy ich w okolicy. Ale są tu inne drapieżniki.
– No właśnie, a poza tym nie wiadomo, czy tamci dwaj nie wrócą. Biegnij już, szybko!
Borghild, nie zdążywszy nawet odpocząć, pobiegła z powrotem do dworu.
Zrobiło się cicho. Ravn znalazł kij i podważywszy zatrzaśnięte żelastwo, zwolnił trochę ucisk wokół stopy dziewczyny. Potem usiadł na ziemi, oparł się o pień drzewa i ostrożnie przyciągnął Tovę do siebie. Dziewczyna z całych sił starała się powstrzymać od płaczu, nie chcąc dać po sobie poznać, jak bardzo cierpi, ale raz po raz jej ciałem wstrząsał gwałtowny szloch.
– Wiesz, Ravn, tak bardzo się bałam – wyszeptała.
– Yhm – mruknął, nie mogąc wydobyć z siebie słów. Odchrząknął jednak i po chwili rzekł: – Wczoraj przy kościele powiedziałaś mi, że nie mogłabyś znaleźć u mnie pociechy. Ale teraz znajdujesz.
– Tak, czuję się taka bezpieczna. Mogę tak siedzieć?
Głos znów odmówił mu posłuszeństwa. Tyle pragnął jej powiedzieć, a wydobył z siebie jedynie ledwie słyszalne:
– Tak.
Tova przymknęła oczy i oparła mu głowę na ramieniu. Westchnęła uszczęśliwiona. Samotność, strach i ból ustąpiły miejsca głębokiej uldze.
I tak siedzieli nieporuszeni i milczący przez długą chwilę. Ravn napawał się bliskością drobnego ciała dziewczyny. Obejmował ją opiekuńczo, radując się, że może chronić kogoś słabszego. Znów poczuł kłucie w piersiach. Starając się, by jego głos zabrzmiał surowo, spytał:
– Kim byli ci mężczyźni?
Powoli ocknęła się z odrętwienia.
– Rozpoznałam tylko jednego z nich, Lisa. Tego samego, który ranił cię wtedy w górach. Drugi zapewne był mieszkańcem dworu, bo przez cały czas starał się trzymać z boku i milczał. Teraz uświadomiłam sobie także, że znajoma postać, która mignęła mi w nocy przy starej chacie, to musiał być właśnie mężczyzna o lisiej twarzy.
– Ten Lis mnie prześladuje – rzekł Ravn. – Nie mogę pozbyć się wrażenia, że powinienem wiedzieć, kim jest.
– On ciebie zna.
Ravn, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, wyciągnął rękę i dotknął piersi Tovy.
– Ile może mieć lat?
– Chyba mniej więcej tyle co mój ojciec. A jak ci właściwie poszło? Znalazłeś coś w chacie?
– Nie, nic nie znalazłem, chociaż przekopałem prawie całą podłogę. Zresztą nie było to trudne, skoro ktoś zaczął już wcześniej. Ale nic tam nie ma.
– Coś mi się zdaje, że robiliśmy wszystko na odwrót. Może oni wcale niczego nie zakopali, lecz przeciwnie, szukają czegoś – myślała głośno Tova, odsuwając dłoń Ravna od swej piersi. Przez cały czas jednak patrzyła na niego z czułością.
– Tak, o tym samym pomyślałem. Skoro wrócili, to znaczy, że jeszcze niczego nie znaleźli.
– Kopałeś w rogu?
– Nie, nie zdążyłem.