Выбрать главу

Skręciłem w długi, szeroki korytarz prowadzący do pokojów przesłuchań. W świetle jarzeniówek moja skóra przybrała trupią barwę. Każdy mój krok na podłodze pokrytej błyszczącym szarym linoleum odbijał się złowieszczym echem od śnieżnobiałych ścian z pustaków.

Na końcu korytarza czekał strażnik. Zaprowadził mnie do Billy’ego Bishopa, który już siedział przy małym stoliku w pokoju o wymiarach sześć na osiem stóp ze szklanymi drzwiami. Miał na sobie więzienny pomarańczowy strój z czarnym numerem namalowanym na piersiach. Na mój widok wstał. Wyglądał równie zdrowo jak w Payne Whitney, ale z jego postawy zniknęła zuchwałość.

– Szkoda, że nie pożyczył mi pan tych pieniędzy – powiedział z wymuszonym uśmiechem. – Dawno by mnie tu nie było.

Posłałem strażnikowi uspokajające spojrzenie; skinął głową i wyszedł.

– Cieszę się, że u ciebie wszystko w porządku.

Billy ostentacyjnie rozejrzał się dookoła.

– To ma być w porządku?

Kiwnąłem głową w stronę stolika.

– Usiądźmy – zaproponowałem.

Usiadł, a ja naprzeciwko niego. Tak mocno zaciskał dłonie, że aż knykcie mu zbielały.

– Dziwne miejsce – powiedział wreszcie głosem, jak na szesnastolatka przystało, pełnym obaw.

– Owszem. – Zrobiłem pauzę. – Powiedz, jak się czujesz.

– Jak się czuję? Jestem skończony. – W jego oczach nie było dawnego ognia. – Win wygrał.

– Jeszcze nie – zaoponowałem. – Wciąż działamy.

Zamknął oczy i kiwnął głową.

– Zamknęli mnie w osobnej celi, bo jestem oskarżony o skrzywdzenie… zabicie dziecka. Zdaje się, że stawia mnie to na równi z facetami, którzy lubią uprawiać seks z dziećmi. Gdyby inni więźniowie mnie dopadli… – Urwał i spojrzał mi prosto w oczy.

Pobyt w więzieniu dla wielu ludzi jest trudny do wytrzymania, ale to nic w porównaniu z tym, gdy się jest pariasem w więziennej społeczności, obiektem prześladowań.

– Zapytam cię wprost. Czy masz coś wspólnego ze śmiercią Brooke i otruciem Tess?

Wytrzymał moje spojrzenie, nie mrugnąwszy okiem, i potrząsnął głową.

– Nie mam – stwierdziłem, choć wolałem, żeby on to powiedział.

– Było mi ich żal. Urodziły się w złym czasie, w złej rodzinie. Podobnie jak ja, który straciłem rodziców. Nie miałem żadnego powodu, by je skrzywdzić.

Kiwnąłem głową.

– Pomogę ci znaleźć adwokata. Tymczasem staraj się mieć stale zajęty umysł. I nie trać nadziei.

– Gra chyba skończona, nie sądzi pan?

– Jeszcze nie. Obiecuję ci.

Oczy Billy’ego zaszkliły się. Odwrócił wzrok, bym nie zauważył, że jest bliski płaczu. Potem wziął głęboki oddech i znów spojrzał na mnie.

– Mam pomysł – powiedział. – To moja jedyna nadzieja, inaczej w ogóle bym o tym nie wspominał.

– Co to takiego?

– Jeśli Garret widział coś w tę noc, kiedy zamordowano Brooke, coś związanego z Darwinem, to jaką wagę miałyby dla sądu jego słowa? Czy ława przysięgłych uwierzyłaby mu?

Pomyślałem o wszystkich poszlakach, które wskazywały na związek Darwina Bishopa ze zbrodnią. Naoczny świadek, zwłaszcza syn Bishopa, mógłby przekonać sędziów, że Billy został niesłusznie oskarżony.

– Myślę, że jego zeznanie mogłoby wszystko zmienić.

– No to powinien pan go poprosić, żeby zeznawał.

– Prosiłem.

– Ale to było, zanim mnie złapano. Niech pan poprosi jeszcze raz.

– Dlaczego mi nie powiesz, o co chodzi? Co Garret takiego zobaczył? Musiał ci powiedzieć.

Billy potrząsnął głową.

– Nie mogę.

Nie rozumiałem, czemu Billy miałby dotrzymać przysięgi milczenia, gdy w grę wchodziło coś, co mogłoby uwolnić go od zarzutu popełnienia morderstwa i próby zabójstwa.

– Dlaczego nie?

– Ponieważ jest duża szansa, że mimo zeznań Garreta sędziowie nie zmienią zdania, a wtedy ja pójdę siedzieć na resztę życia, a on zostanie sam na sam z tym diabłem. Tylko oni dwaj: Garret i Darwin. Gdyby to o mnie chodziło, zaryzykowałbym. Wie pan, nie byliśmy sobie zbyt bliscy. Nie jest moim prawdziwym bratem. Przez ten czas, gdy razem mieszkaliśmy, wyciąłem mu parę paskudnych numerów. Kradłem mu pieniądze i takie tam. Lepiej by mu było beze mnie.

Ujął mnie tym wyznaniem. Stracił rodzinę w Rosji i nigdy nie stał się pełnoprawnym członkiem rodziny Bishopa. W końcu Julia nie pochwalała pomysłu, żeby go zaadoptować. Może właśnie dlatego pakował się w kłopoty.

– Poproszę Garreta, żeby to jeszcze raz przemyślał. Też powinieneś go o to poprosić. Ponieważ to on może przekręcić klucz i cię stąd wypuścić.

Pokiwał głową, zerknął na mnie, a potem spojrzał na stół. – Jeślibym stąd wyszedł… – zaczął i urwał w pół zdania.

– No mów – zachęciłem go. Ucieszyłem się, że przynajmniej wziął pod uwagę tę możliwość.

– To nic takiego. Głupi pomysł. Będzie się pan śmiał.

– Zobaczymy.

Tylko wzruszył ramionami.

– Nie zliczę, ile głupot powiedziałem w życiu – zapewniłem go. – Nie masz szans mnie w tym przebić.

Uśmiechnął się. Znów zerknął na mnie, tym razem trochę dłużej.

– Cóż, gdybym stąd wyszedł, nie miałbym dokąd pójść. Bishopowie nie wzięliby mnie z powrotem. – Odchrząknął. – Nie znaczy to, że sam bym do nich poszedł.

– To się da załatwić. Między Wydziałem Spraw Społecznych a Pomocą Rodzinie na Nantucket istnieje…

– Chodzi mi o to… Może mógłbym się na jakiś czas zahaczyć u pana? Myślę, że mógłbym się zmienić, gdybym miał obok siebie kogoś, komu mógłbym zaufać. No wie pan. – Spojrzał na mnie wyczekująco.

Zareagowałem z opóźnieniem, gdyż umysł miałem zaprzątnięty myślami o Billym Fisku. Sprawy mogłyby się potoczyć inaczej, gdybym wtedy zaryzykował.

Billy wyglądał na zawstydzonego.

– To głupi pomysł. To znaczy…

– Chciałbyś spróbować? – przerwałem mu.

– A pan? – W jego głosie pobrzmiewała mieszanina zdumienia, wątpliwości i ulgi.

– No pewnie – odparłem. – Czemu nie? Co mamy do stracenia?

Powiedzieliśmy sobie z Billym do widzenia i strażnik, przyjaciel Andersona, zaprowadził mnie do tylnego wyjścia, żebym mógł dotrzeć do samochodu nie nagabywany przez hordę dziennikarzy.

– Czekają na pana – wyjaśnił, podając mi egzemplarze „Boston Globe” i „Boston Herald”. Obie gazety, najwyraźniej chcąc zaspokoić apetyt czytelników na nowe informacje w sprawie Bishopa, opublikowały artykuły o mnie. Nagłówki były takie, jakie zwykle bywają w brukowcach: Powrót doktora: Bohater dramatu zakładników wyjaśnia sprawę dzieci miliardera, Psychiatra, który się kulom nie kłaniał. Fotografie, którymi zilustrowano artykuły, zostały zrobione podczas głośnego procesu Trevora Lucasa.

Mimo wszystko wiedziałem, że rozgłos może się nam przydać. Dziennikarze chętniej wysłuchają tego, co ja i Anderson będziemy mieli im do przekazania. Musiałem tylko we właściwej chwili pociągnąć za spust.

Było dziesięć po czwartej. W drodze do domu zadzwoniłem do laboratorium analitycznego w Mass General, żeby się dowiedzieć o wyniki badania krwi Tess. Laborant powiedział mi, że badanie toksykologiczne dało wynik ujemny: w jej krwi nie stwierdzono obecności żadnej nowej substancji. To wykluczało hipotezę, że zaburzenia oddychania spowodował jakiś środek, który jej podała Julia – przynajmniej taki, którego nie można było wykryć w rutynowym badaniu toksykologicznym. Następnie zadzwoniłem do Northa Andersona. Art Fields zawiadomił go, że otrzymał wyniki badań odcisków palców, które Leona zdjęła z wewnętrznej strony fiolki. Dotykały jej trzy osoby – w tym Darwin Bishop – ale nie było wśród nich Billy’ego. A więc bez niespodzianek.