Выбрать главу

– Czy sądzisz, że Lavender może coś pamiętać? – cicho zapytał Ace.

Czym innym było pogodzenie się z faktem, że własna matka nie była taką księżniczką z bajki, o jakiej opowiadał jej ojciec, a czym innym przyjęcie do wiadomości, że ona żyje. Fiona nie była jeszcze do tego gotowa.

– Nie sądzę, żeby informacja, skąd pochodzą złote lwy mogła nam pomóc, ale możemy się tego dowiedzieć jeszcze dzisiaj, jeśli uważacie, że warto – powiedziała Fiona głośno i pospiesznie.

Zarówno Ace, jak i Suzie spojrzeli na nią ostro. Ace patrzył wilkiem, bo znowu, nie pierwszy już raz, uznał, że dziewczyna próbowała coś przed nim ukryć.

– Nie patrz tak na mnie! – zawołała. – Nigdy nie pytałeś, czy Raffles to jedyna opowieść, jaką ojciec dla mnie napisał. Ta najbardziej mi się podobała, ale były i inne.

– Niech zgadnę. Była jeszcze historia, nadesłana razem z Mapą Gwoździ – mruknął Ace głosem ciężkim od sarkazmu.

– Czyż on nie jest genialny?! – uśmiechnęła się Fiona.

– Gazety podawały, że nie jesteście małżeństwem – stwierdziła Suzie. – To dziwne, bo rozmawiacie ze sobą zupełnie jak małżeństwo.

– Prawdę mówiąc, jesteśmy oboje zaręczeni – odpowiedział Ace.

– Ale nie ze sobą!

– Nie, oczywiście, że nie. Ona jest związana z prawnikiem, który mówi do niej „kochanie".

– Podsłuchiwałeś! – wrzasnęła Fiona. – Słuchałeś moich prywatnych rozmów!

– Nie chciałabym wam przeszkadzać, ale może wrócilibyśmy do tematu? – Suzie przenosiła wzrok z jednego na drugie. -Czy Smokey przysłał ci historię tych lwów?

– Tak. I mapę. Ale nie sądziłam, że to prawda. Aż do dzisiaj. I właściwie nadal nie rozumiem, w jaki sposób ta historia mogłaby nam w czymkolwiek pomóc.

– Jeśli ją poznamy, sami będziemy mogli to ocenić – zauważył Ace. – Choć nie, przecież wy obie ją znacie. To tylko ja nie mam o niej zielonego pojęcia.

Obie kobiety roześmiały się, słysząc jego rozdrażniony ton, pełen zadraśniętej ambicji.

– Zadzwoniłam do przyjaciółki… – zaczęła Fiona.

– Jednej z Wielkiej Piątki? – przerwał jej Ace.

– Właśnie. Po kradzieży listów, które ojciec napisał do mnie, kiedy miałam jedenaście lat, poświęciłam kilka wieczorów na wpisanie pozostałych do komputera. Przyszło mi do głowy, że kiedyś mogłabym je opublikować jako książeczkę dla dzieci i…

– Dla dzieci! – wybuchnęła Suzie. – Chciałabyś, żeby dzieci czytały coś takiego?!

– Ja je czytałam w dzieciństwie i jakoś wyrosłam na ludzi! -Fiona wystąpiła w obronie ojca.

– Uprzedźcie mnie, jeśli na skutek tej różnicy zdań macie zamiar rzucić się na siebie z pazurami jak kotki, bo z niewiadomych względów żywię skrajną awersję do kotów.

Fionę bardzo rozbawiły słowa Ace'a, ale Suzie nie zrozumiała, co miał na myśli i nie uśmiechnęła się.

– A więc masz te opowiadania na dyskietce? – zapytał Ace.

– Wszystkie. Wielka Piątka, a właściwie obecnie Czwórka, włamie się dziś do mojego mieszkania w Nowym Jorku i znajdzie dyskietkę. Jean wydrukuje tekst i przefaksuje nam tak szybko, jak się tylko da.

– To wspaniale! – Suzie uśmiechnęła się szeroko.

Ace przechylił się przez stół i ujął dłoń Fiony.

– Jeśli twoje przyjaciółki mieszkają w różnych miastach, to znaczy, że przyjechały do Nowego Jorku, kiedy… kiedy to wszystko się zaczęło. I pewnie się stamtąd nie ruszą, dopóki nie dowiedzą się, że jesteś bezpieczna.

Fiona spuściła głowę i potwierdziła jego przypuszczenie. Nie chciała mu spojrzeć w oczy, bo bała się, że nie zdoła powstrzymać się od łez, ale nie pozwoliła mu cofnąć ręki.

– Takie przyjaciółki są chyba ważniejsze niż reputacja kobiety, której nigdy nie znałaś – powiedział spokojnie.

– To prawda! – stwierdziła Suzie radośnie. – To, że są gotowe nadstawić karku, włamując się do mieszkania, które musi być pod obserwacją policji, i że są gotowe zaryzykować wplątanie się w dwa, a nawet trzy, jeśli doliczyć Rosie, brutalne morderstwa, świadczy o prawdziwej przyjaźni.

Pod koniec tego zwięzłego podsumowania zarówno Ace, jak i Fiona patrzyli na Suzie z otwartymi ustami.

Kiedy Fiona otrząsnęła się z wrażenia, zerwała się na równe nogi.

– Muszę zadzwonić do Jean i powiedzieć, żeby zrezygnowała. To zbyt niebezpieczne.

Ace posadził ją z powrotem na ogrodowym foteliku i przyniósł telefon komórkowy. Ale kiedy Fiona wystukała numer, odezwała się automatyczna sekretarka.

– Za późno – jęknęła, spoglądając na Ace'a. Musiały już wyjść. Coś musi być ze mną nie w porządku, że sama o tym nie pomyślałam. Jeśli Jean wpadnie, nigdy sobie nie wybaczę. Ja…

Ace objął dziewczynę i mocno przytulił do siebie. Suzie wstała i weszła do domu.

– Nie myśl już o tym – szepnął. – Chcę się dziś z tobą kochać. Pragnę cię od chwili, kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy i wystarczająco długo już czekałem. Na tę jedną noc zapomnimy o wszystkim i będziemy cieszyć się sobą. Szampan będzie zamrożony, już go wstawiłem do lodówki, a woda w wannie bardzo gorąca. Słuchasz mnie?

Mogła tylko kiwnąć głową przytuloną do jego ramienia. O tak, słuchała, słuchała wyjątkowo uważnie.

– Dzisiaj – szepnęła. – Dzisiaj.

18

Słowo „zły" nawet w przybliżeniu nie jest w stanie oddać nastroju Ace'a i Fiony, kiedy następnego ranka wsiadali do dżipa, żeby wyruszyć do Kendrick Park. Fiona chciała usiąść z tyłu, z bagażami, które zanieśli do samochodu poprzedniego wieczoru, ale Suzie uparła się, że to ona będzie jechać na tylnym siedzeniu, więc z przodu ulokowało się dwoje ludzi, którzy nie odzywali się do siebie.

Ostatniego wieczoru, kiedy Ace powiedział, że chce się z nią kochać, Fiona zmieniła się w rozdygotaną galaretę. To raczej żenujące, kiedy kobieta w jej wieku, z całą pewnością niebędąca dziewicą, nagle odkrywa, że zaczyna myśleć o seksie tak, jakby to miał być jej pierwszy raz. Zastanawiała się, kiedy zaczęła pragnąć Ace'a. Początkowo nie była w stanie określić tego momentu, ale po chwili musiała uczciwie przyznać, że chyba jeszcze na lotnisku, kiedy podszedł do niej z podwójnym rzędem zębów aligatora wbitych w ramię. Było w tym coś pierwotnego, coś jak z opowieści o Tarzanie i Jane, co silnie do niej przemówiło.

A potem przyszły te dni, kiedy byli skazani na swoje towarzystwo. I wreszcie wypowiedziane poprzedniej nocy namiętne słowa mężczyzny doprowadziły do tego, czego nie dokonałyby żadne pieszczoty. Fiona była gotowa zerwać z Ace'a ubranie i rzucić się na niego natychmiast, tam gdzie stali, nad basenem. A potem w basenie. A potem w kuchni. A potem w…

Ale przyczepiła się do nich Suzie. Całymi dniami byli tylko we dwoje, a tu nagle dołączył do nich ktoś trzeci: kobieta w kusych szortach, z końskim ogonem i ogromnym, jędrnym biustem, który nie podskakiwał przy chodzeniu.

– Co robi twój mąż? Nie będzie się o ciebie martwił? -zapytał Ace wieczorem nad basenem.

– Ma romans z sekretarką i dziś jest ich dzień – oznajmiła Suzie bez mrugnięcia okiem. – Nie uda wam się mnie pozbyć. Należy mi się udział w tej wyprawie.

Ace położył rękę na ramieniu Fiony, żeby uspokoić dziewczynę, która o mało nie pękła ze złości.

– Jeśli naprawdę uda nam się znaleźć te lwy, oddam je do muzeum. Nikt nie będzie miał z tego żadnej korzyści. Chcemy tylko oczyścić nasze nazwiska.

– Jeśli spróbujecie się mnie pozbyć, natychmiast zadzwonię na policję i powiem, że jesteście tutaj wraz z kolejnymi zwłokami. – Suzie uśmiechnęła się leciutko.