Powoli wracały do wioski. Podczas półmilowego spaceru rozmawiały i poddawały się chłodnemu nocnemu wiatrowi. Mówiły przede wszystkim na temat Gartha i trochę o Valu. S'Rella była ciągle oszołomiona, gdy napomknęła o skrzydłach — o s w o — i c h skrzydłach.
— Jestem lotnikiem — rzekła z radością. — To naprawdę się stało.
Jednak sprawa nie była tak prosta.
Sena czekała na nie w chatce. Siedziała na brzegu łóżka i wyglądała na zniecierpliwioną. Kiedy zobaczyła dziewczęta, wstała.
— Gdzie byłyście?
— Poszłyśmy zobaczyć, jak się czuje Garth — odparła Maris.
— Czy stało się coś złego?
— Nie wiem. Zostałyśmy wezwane do bazy przez sędziów. — Znacząco spojrzała na S'Relle zdrowym okiem. — Wszystkie trzy. I jesteśmy spóźnione.
Natychmiast opuściły chatkę. Po drodze Maris opowiedziała Senie, co Garth postanowił zrobić ze swoimi skrzydłami, ale stara nauczycielka nie wydawała się zadowolona.
— No cóż, przekonamy się, jak będzie — oświadczyła. — Jeszcze nie szykowałabym się do odlotu.
Tego wieczoru lotnicy nie urządzali przyjęcia. W głównym pomieszczeniu przebywało zaledwie kilku lotników z Zachodu. Maris znała ich bardzo słabo. Siedzieli i popijali, ale atmosfera z pewnością nie była świąteczna. Na widok Maris i jej towarzyszek jeden z lotników wstał.
— W drugim pokoju — oznajmił lakonicznie.
Pięcioro sędziów sprzeczało się przy okrągłym stole, ale przerwało, gdy otworzyły się drzwi. Shalli zerwała się z miejsca.
— Maris, Sena, S'Rella, proszę, wejdźcie — powiedziała. — I zamknijcie drzwi.
Zajęły miejsca przy stole. Shalli zaczęła mówić:
— Wezwaliśmy was, ponieważ prowadzimy dyskusję, która wiąże się z obecną tu młodą S'Rella. Macie prawo wyrazić swoje zdanie. Garth zawiadomił nas, że nie będzie jutro latał…
— Wiemy — przerwała jej Maris. — Właśnie od niego przyszłyśmy.
— Dobrze — stwierdziła Shalli. — Wobec tego zapewne zrozumiecie nasz problem. Musimy zadecydować, co zrobić ze skrzydłami.
S'Rella była jak ogłuszona.
— One należą do mnie — oznajmiła. — Tak powiedział Garth.
Zwierzchnik Skulny bębnił palcami po stole i marszczył brwi.
— Garth nie ma prawa rozdawać skrzydeł — odezwał się głośno. — Pozwól no, dziecko, że zadam ci pytanie. Jeżeli dostaniesz te skrzydła, czy obiecasz, że osiedlisz się tutaj i będziesz latała dla Skulny?
Maris z zadowoleniem przekonała się, że S'Rella wytrzymuje jego uporczywe spojrzenie.
— Nie — odparła, nie siląc się na ceremonie. — Nie mogłabym. Oczywiście Skulny jest ładną wyspą, ale… ale to nie mój dom. Zamierzam wrócić ze skrzydłami na Południe, na Veleth, moją ojczystą wysepkę.
Zwierzchnik gwałtownie potrząsnął głową.
— Nie, nie, nie. Skoro chcesz, możesz sobie wracać na tę południową skałę, ale jeżeli tak uczynisz, to nie będziesz miała skrzydeł. — Spojrzał na sędziów. — Widzicie. Dałem jej szansę. Upieram się.
Sena uderzyła pięścią w stół.
— Co to ma znaczyć? Co tu się dzieje? S'Rella ma prawo do skrzydeł. Zasłużyła sobie na nie bardziej niż ktokolwiek inny. Wyzwala na pojedynek Gartha, a on nie zdołał jej sprostać. Jak możecie mówić, że nie dacie jej skrzydeł? — Jej gniewne spojrzenie zatrzymywało się po kolei na każdym z sędziów.
Shalli, która, jak się wydawało, pełniła funkcję rzecznika grupy, wzruszyła ramionami jakby na znak ubolewania.
— Mamy tu sporną kwestię — oświadczyła. — Chodzi o to, jak powinniśmy punktować jutrzejszy turniej. Niektórzy z nas sądzą, że skoro Garth nie weźmie udziału, musimy automatycznie przyznać zwycięstwo S'Relli. Jednak zwierzchnik uważa, że nie możemy głosować w konkursie, w którym uczestniczy tylko jeden lotnik. Upiera się, żebyśmy podjęli decyzję wyłącznie na podstawie dwóch ukończonych konkurencji. Gdybyśmy tak postąpili, musielibyśmy wziąć pod uwagę, że Garth obecnie prowadzi sześć do pięciu, a zatem zachowałby skrzydła.
— Ale przecież Garth wyrzekł się skrzydeł! — zawołała Maris. — On nie może latać, jest zbyt schorowany.
— Prawo przewiduje takie sytuacje — odezwał się zwierzchnik. — Jeżeli lotnik jest chory, jego skrzydła są przekazywane zwierzchnikowi i innym lotnikom wyspy, pod warunkiem że poszkodowany nie ma potomka. Damy te skrzydła godnej osobie, komuś, kto zechce osiedlić się na Skulny. Zaoferowałem taką możliwość obecnej tu dziewczynie i wszyscy słyszeliście, jaka była odpowiedź. To musi zatem być ktoś inny.
— Mieliśmy nadzieję, że S' Rella zgodzi się pozostać na Skulny — rzekła Shalli. — Wtedy nie byłoby o co się sprzeczać.
— Nie — z uporem powtórzyła S'Rella. Miała żałosną minę.
— To, co proponujecie, jest oszustwem — powiedziała do zwierzchnika rozgoryczona Sena.
— Jestem skłonny się z tym zgodzić — odezwał się zwalisty mężczyzna z Wysp Zewnętrznych. Przeczesał palcami rozczochraną, jasną czuprynę. — Garth prowadzi tylko i wyłącznie dlatego, że dzisiaj wrzuciłeś kamień na jego korzyść, nawet pomimo to, że spadł do oceanu, zwierzchniku. Trudno to nazwać uczciwą oceną.
— Sędziowałem uczciwie — ze złością odparł zwierzchnik.
— Garth chce, żeby S'Rella przejęła jego skrzydła — oznajmiła Maris. — Czyżby jego życzenie nie liczyło się w tej sprawie?
— Nie — rzekł zwierzchnik. — On nigdy nie był ich wyłącznym właścicielem. Stanowią cenny depozyt, należą do wszystkich mieszkańców Skulny. — Popatrzył na sędziów błagalnym wzrokiem. — To niesprawiedliwe, żebyśmy bez powodu oddali skrzydła tej dziewczynie z Południa i bez powodu zmniejszyli liczbę lotników na Skulny do dwóch. Posłuchajcie mnie. Gdyby Garth czuł się dobrze, obroniłby prawo do posiadania skrzydeł w walce z każdym przeciwnikiem i nie doszłoby do takiej sytuacji. Gdyby był chory i przyszedł do mnie, aby mi to wyznać, tak jak nakazuje prawo lotnicze, do tej pory znaleźlibyśmy nowego właściciela skrzydeł, kogoś, kto zachowałby je na rzecz Skulny. Nasza kłopotliwa sytuacja wynika wyłącznie z faktu, iż Garth postanowił ukryć swą chorobę. Czy ukarzecie całą społeczność wyspy tylko dlatego, że jakiś lotnik nie wyjawił tajemnicy?
Maris musiała przyznać, że jego argument jest częściowo uzasadniony. Odniosła wrażenie, że sędziowie również dali się przekonać.
— To, co mówisz, jest prawdą — odezwała się drobna kobieta z Południa. — Ucieszyłabym się, gdyby Południe zyskało nową parę skrzydeł, ale trudno odmówić twemu żądaniu słuszności.
— S'Rella również ma jakieś prawa — upierała się Sena. — Musicie traktować ją sprawiedliwie.
— Jeżeli dacie skrzydła zwierzchnikowi — dorzuciła Maris — odbierzecie jej prawo wyzwania. Przegrywa tylko o jeden kamień. Ma ogromne szansę.
W tym momencie odezwała się S'Rella.
— Nie zasłużyłam na skrzydła — powiedziała niepewnym głosem. — Wstydziłam się swojego dzisiejszego lotu. Ale mogłabym je wygrać, gdybym dostała szansę uczciwej walki, jestem tego pewna. Garth pragnie, żebym walczyła.
Shalli westchnęła.
— S'Rello, moja droga, to nie jest takie proste. Nie możemy tylko ze względu na ciebie rozpoczynać całego turnieju od nowa.
— Ona powinna dostać skrzydła — burknął sędzia z Wysp Zewnętrznych. — Patrzcie, już dzisiaj wrzucam kamyk na jej korzyść. Teraz mamy wynik sześć do sześciu. Kto jeszcze? — Popatrzył na resztę.
— Nie będziemy wrzucać żadnych kamyków — warknął zwierzchnik. — A poza tym nie można urządzać pojedynku, w którym bierze udział tylko jeden lotnik. — Skrzyżował ramiona na piersiach i rozsiadł się na krześle, gniewnie spoglądając na resztę.