Выбрать главу

Odłożył plecak i wziął torebkę na dowody. Znajdowała się w niej niewielka kwota amerykańskiej waluty, klucze, cienki portfel oraz kanadyjski paszport. Poza tym zobaczył złożoną mapę z napisem „Domy gwiazd". Wiedział, że takie plany Los Angeles sprzedają na rogach ulic.w całym Hollywood. Rozłożył mapę i znalazł punkt widokowy przy Mulholland Drive nad Lake Hollywood Drive. Tuż obok po lewej widniała czarna gwiazdka z numerem 23. Była zakreślona długopisem. Bosch zajrzał do indeksu i pod numerem 23 przeczytał: Dom Madonny w Hollywood.

Najwyraźniej mapy nie uaktualniano i Bosch podejrzewał, że niewiele z umieszczonych na niej gwiazdek i pozycji na dołączonej liście sław zgadza się ze stanem rzeczywistym. To mogło wyjaśniać, dlaczego Jesse Mitford obserwował dom, w którym Madonna już nie mieszkała.

Bosch złożył mapę, schował wszystkie przedmioty do plastikowej torebki i odłożył na biurko partnera. Następnie wyciągnął z szuflady blok do pisania oraz formularz rezygnacji z pomocy adwokata, po czym ruszył do pokoju przesłuchań numer 2, który znajdował się w korytarzu na końcu biura wydziału.

Jesse Mitford wyglądał na mniej niż dwadzieścia lat. Miał ciemne, kręcone włosy i kredowobiałącerę. Jego podbródek pokrywał zarost, którego wyhodowanie zabrało mu chyba całe życie. Nozdrze i jedną brew przebijały srebrne kolczyki. Na jego twarzy malowała się czujność i lęk. Siedział przy małym stole w małym pokoju przesłuchań. Pomieszczenie było przesiąknięte zapachem potu. Mitford pocił się jak mysz i o to oczywiście chodziło. Przed wejściem Bosch zerknął na termostat umieszczony w korytarzu. Ferras ustawił temperaturę w pokoju przesłuchań na dwadzieścia osiem stopni.

– Jak się miewasz, Jesse? – spytał Bosch, zajmując puste krzesło naprzeciw niego.

– Hm, nie za dobrze. Trochę tu gorąco.

– Naprawdę?

– Jest pan moim adwokatem?

– Nie, Jesse, jestem twoim detektywem. Nazywam się Harry Bosch. Pracuję w wydziale zabójstw i prowadzę dochodzenie w sprawie zdarzenia na punkcie widokowym.

Bosch położył na stole blok i postawił kubek z kawą. Zauważył, że Ferras nie rozkuł Mitforda. Było to bardzo zręczne posunięcie, ponieważ mając na rękach kajdanki, chłopak wciąż był zdezorientowany, zdenerwowany i wystraszony.

– Mówiłem temu Meksykaninowi, że nic więcej nie powiem. Chcę adwokata.

Bosch skinął głową.

– To Amerykanin pochodzenia kubańskiego, Jesse – rzekł. – Nie dostaniesz adwokata. Adwokat przysługuje tylko obywatelowi Stanów Zjednoczonych.

Kłamał, licząc na niewiedzę dwudziestolatka.

– Masz kłopoty, chłopcze – ciągnął. – Co innego śledzić byłą dziewczynę czy byłego chłopaka, a co innego śledzić znaną osobę. To jest miasto sław w kraju sław, Jesse, a my dbamy o swoje sławy. Nie wiem, jak to wygląda u ciebie w Kanadzie, ale u nas kary za to, co dziś robiłeś, są dość surowe.

Mitford potrząsnął głową, jak gdyby w ten sposób chciał odpędzić od siebie te kłopoty.

– Mówiono mi przecież, że ona już tam nawet nie mieszka. To znaczy Madonna. Czyli tak naprawdę wcale jej nie śledziłem. To by było tylko wtargnięcie na prywatny teren.

Teraz z kolei Bosch pokręcił głową.

– Chodzi o zamiar, Jesse. Myślałeś, że Madonna może tam być. Miałeś mapę, według której to był jej dom. Nawet zaznaczyłeś sobie to miejsce. Tak więc w oczach prawa jesteś podejrzany o śledzenie znanej osoby.

– No to po co sprzedają mapy z domami gwiazd?

– A po co przy barach są parkingi, skoro prowadzenie samochodu po pijanemu jest karalne? Nie będziemy się w to bawić, Jesse. Rzecz w tym, że na mapie nie ma ani słowa o tym, że można przełazić przez ogrodzenie czyjegoś domu, rozumiesz, o czym mówię?

Mitford spuścił wzrok na swoje skute ręce i smutno pokiwał głową.

– Ale coś ci powiem – mówił dalej Bosch. – Głowa do góry, bo nie jest jeszcze tak źle, jak się może wydawać. Zarzuty o śledzenie znanej osoby i wtargnięcie na teren jej domu to poważna rzecz, ale myślę, że dałoby się to jakoś załatwić, jeżeli zgodzisz się ze mną współpracować.

Mitford pochylił się nad stołem.

– Mówiłem już temu Meksy… temu detektywowi kubańskiego pochodzenia, że nic nie widziałem.

Bosch długą chwilę zwlekał z odpowiedzią.

– Nie obchodzi mnie, co mu mówiłeś. Teraz rozmawiasz ze mną, synu. I wydaje mi się, że coś przede mną ukrywasz.

– Wcale nie. Przysięgam na Boga.

W błagalnym geście rozłożył ręce na tyle szeroko, na ile pozwalały mu kajdanki. Bosch nie dał się jednak na to nabrać. Chłopak był za młody, aby udało mu się go okłamać. Bosch postanowił zaatakować wprost.

– Posłuchaj, Jesse. Mój partner jest dobry i wysoko zajdzie. Co do tego nie mam wątpliwości. Ale na razie jako gliniarz jeszcze raczkuje. Został detektywem mniej więcej wtedy, gdy na twojej brodzie pojawił się ten brzoskwiniowy puszek. Ja niejedno już widziałem, a to znaczy, że widziałem niejednego łgarza. Czasami wydaje mi się, że znam samych łgarzy. I wiem, że kłamiesz, Jesse. A ja się nie pozwalam okłamywać.

– Nie! Wcale…

– Dlatego masz trzydzieści sekund, żeby zacząć mówić, bo inaczej zawiozę cię do aresztu okręgowego. Na pewno będzie tam czekał ktoś, kto się postara, żebyś jeszcze przed świtem zaśpiewał do mikrofonu hymn kanadyjski. To właśnie miałem na myśli, mówiąc o surowych karach za podglądanie.

Mitford wpatrywał się w swoje dłonie spoczywające na stole. Bosch czekał długie dwadzieścia sekund. Wreszcie podniósł się z krzesła.

– Dobra, Jesse, wstawaj. Jedziemy.

– Zaraz, niech pan zaczeka!

– Na co? Powiedziałem, wstawaj! Idziemy. To jest śledztwo w sprawie morderstwa i nie mam zamiaru tracić czasu na…

– Dobrze już, dobrze, powiem. Widziałem to, słyszy pan? Widziałem wszystko.

Bosch przyglądał mu się przez chwilę.

– Mówisz o punkcie widokowym? – zapytał. – Widziałeś strzelaninę na punkcie widokowym?

– Widziałem wszystko.

Bosch przysunął sobie krzesło i usiadł.

8

Bosch nie pozwolił mu mówić, dopóki Jesse Mitford nie podpisał formularza rezygnacji z przysługujących mu praw. Nie miało znaczenia, że był przesłuchiwany jako świadek morderstwa popełnionego w punkcie widokowym na Mulholland. Jeśli udało mu się coś zobaczyć, to tylko dlatego, że sam właśnie popełniał przestępstwo -wchodząc na teren prywatny i obserwując dom. Bosch musiał uważać, by nie popełnić żadnego błędu. By nie dać podstaw do kwestionowania legalności uzyskanego zeznania. Nie podłożyć się. Grał o wysoką stawkę, wiedział, że federalni specjalizują się w wytykaniu wpadek, musiał więc zrobić to jak należy.

– Dobra, Jesse – powiedział, gdy chłopak podpisał formularz. – Opowiesz mi, co widziałeś i słyszałeś na punkcie widokowym. Jeżeli będziesz mówił prawdę i pomożesz mi, wycofam wszystkie zarzuty i wyjdziesz stąd jako wolny człowiek.

Formalnie rzecz biorąc, Bosch znacznie wyolbrzymiał swoje możliwości. Nie miał prawa wycofywać zarzutów ani zawierać porozumienia z podejrzanymi. W tej sprawie nie musiał jednak tego robić, ponieważ oficjalnie Mitfordowi nie postawiono jeszcze żadnego zarzutu. To właśnie był atut Boscha. Wszystko sprowadzało się do subtelności znaczeniowych. W rzeczywistości Bosch proponował odstąpienie od oskarżenia Mitforda w zamian za uczciwą współpracę ze strony młodego Kanadyjczyka.

– Rozumiem – powiedział Mitford.

– Pamiętaj, interesuje mnie tylko prawda. Tylko to, co widziałeś i słyszałeś. Nic więcej.