Выбрать главу

– Rozumiem.

– Podnieś ręce.

Mitford spełnił polecenie, a Bosch za pomocą własnego kluczyka zdjął mu kajdanki. Mitford natychmiast zaczął rozcierać przeguby, by pobudzić krążenie. Ten widok przypomniał Boschowi widok Rachel rozcierającej ręce Alicii Kent.

– Lepiej się czujesz? – zapytał.

– Tak, już dobrze – odparł Mitford.

– Dobra, zacznijmy od początku. Powiedz mi, skąd przyjechałeś, dokąd się wybierałeś i co dokładnie zobaczyłeś na punkcie widokowym.

Mitford skinął głową, po czym przedstawił Boschowi dwudziestominutową opowieść, która zaczynała się na Hollywood Boulevard od kupna mapy z domami gwiazd od ulicznego sprzedawcy i długiej pieszej wędrówki na wzgórza. Wspinał się niemal trzy godziny i stąd zapewne wziął się nieprzyjemny zapach potu, jaki wydzielało jego ciało. Powiedział Boschowi, że kiedy zmęczony dotarł do Mulholland Drive, zapadał już zmrok. W domu, gdzie według mapy mieszkała Madonna, było ciemno. Wyglądało na to, że nikogo tam nie ma. Rozczarowany postanowił odpocząć po długim marszu i zaczekać w nadziei, że piosenkarka wkrótce przyjedzie do domu. Znalazł miejsce w krzakach, gdzie mógł się oprzeć o mur ogradzający dom jego ofiary – sam nie użył tego słowa – i zaczekać. Mitford powiedział, że zasnął, ale coś go zbudziło.

– Co cię obudziło? – spytał Bosch.

– Głosy. Usłyszałem głosy.

– Co mówiły?

– Nie wiem. Po prostu obudził mnie dźwięk głosów.

– Jak daleko byłeś od punktu widokowego?

– Nie wiem. Może z pięćdziesiąt metrów. Byłem dość daleko.

– Co mówiły głosy, kiedy się już obudziłeś?

– Nic. Rozmowa się skończyła.

– Dobrze, więc co zobaczyłeś po obudzeniu?

– Zobaczyłem trzy samochody zaparkowane obok polanki. Porsche i dwa większe auta. Nie znam marki, ale były takie same.

– Widziałeś ludzi na punkcie widokowym?

– Nie, nikogo nie widziałem. Było za ciemno. Ale po chwili znów usłyszałem głos, który dobiegał stamtąd, z ciemności. Jakby krzyk. I w tym momencie zobaczyłem dwa błyski i usłyszałem strzały. Takie stłumione. W błysku zauważyłem człowieka, który klęczał na polance. Ale błysnęło tak szybko, że nic więcej nie widziałem.

Bosch skinął głową.

– Dobrze, Jesse. Idzie ci bardzo dobrze. Powtórzmy to od początku, żeby wszystko było jasne. Spałeś, potem zbudziły cię głosy i kiedy spojrzałeś, zobaczyłeś trzy samochody. Zgadza się?

– Tak.

– W porządku. Potem znów usłyszałeś głos i spojrzałeś w stronę punktu widokowego. Wtedy padły strzały. Czy wszystko się zgadza?

– Zgadza się.

Bosch wiedział jednak, że Mitford może po prostu mówić to, co Bosch chciał usłyszeć. Musiał się upewnić, czy chłopak nie zmyśla.

– No dobrze, powiedziałeś, że w błysku z lufy zobaczyłeś, jak ofiara pada na kolana, tak?

– Nie, niezupełnie.

– Wobec tego powiedz, co dokładnie widziałeś.

– Ten człowiek chyba już klęczał. Wszystko stało się tak szybko, że nie mógłbym zobaczyć, jak pada na kolana. Wydaje mi się, że już klęczał.

Bosch pokiwał głową. Mitford pomyślnie przeszedł test.

– W porządku, słuszna uwaga. Porozmawiajmy teraz o tym, co słyszałeś. Mówiłeś, że zanim padły strzały, ktoś krzyknął, zgadza się?

– Tak.

– Co ta osoba krzyknęła?

Młody człowiek zastanowił się przez chwilę, po czym pokręcił głową.

– Nie jestem pewien.

– Dobrze, nic nie szkodzi. Lepiej nie mówić o niczym, czego nie jesteśmy pewni. Spróbujmy zrobić pewne ćwiczenie i sprawdźmy, czy pomoże. Zamknij oczy.

– Co?

– Po prostu zamknij oczy – powtórzył Bosch. – Myśl o tym, co widziałeś. Spróbuj odtworzyć w pamięci obraz, a podkład dźwiękowy sam się zjawi. Patrzysz na te trzy samochody i nagle czyjś głos kieruje twoją uwagę w stronę punktu widokowego. Co powiedział ten głos?

Bosch mówił spokojnie, kojącym tonem. Mitford zgodnie z jego poleceniem zamknął oczy. Bosch czekał.

– Nie jestem pewien – odrzekł w końcu młody człowiek. – Nie bardzo rozumiem. Wydaje mi się, że mówił coś o Allahu, a potem strzelił do tamtego.

Bosch przez chwilę siedział zupełnie nieruchomo.

– O Allahu? Masz na myśli arabskie słowo Allah?

– Nie jestem pewien. Tak mi się wydaje.

– Co jeszcze słyszałeś?

– Nic więcej. Potem przerwał mu huk strzałów. Zaczął krzyczeć o Allahu, a resztę zagłuszyły strzały.

– Krzyknął coś w rodzaju „Allah akbar"?

– Nie wiem. Słyszałem tylko „Allah".

– Czy w jego głosie brzmiał obcy akcent?

– Obcy akcent? Nie wiem. Słyszałem tylko to jedno słowo.

– Brytyjski? Arabski?

– Naprawdę nie mam pojęcia. Byłem za daleko i usłyszałem tylko jedno słowo.

Bosch zastanowił się nad tym przez chwilę. Przypomniał sobie, jak czytał zapis rozmów prowadzonych w kabinie pilotów podczas ataków terrorystycznych 11 września. W ostatnim momencie terroryści zawołali „Allah akbar", „Bóg jest wielki". Czyżby jeden z morderców Stanleya Kenta zrobił to samo?

Wiedział jednak, że musi być ostrożny i dokładny. Dalszy tok śledztwa mógł w dużej mierze zależeć od jednego słowa, które według Mitforda padło na punkcie widokowym.

– Jesse, co detektyw Ferras mówił ci o tej sprawie, zanim zamknął cię w tym pokoju?

Świadek wzruszył ramionami.

– Nic mi nie mówił, naprawdę.

– Nie mówił ci, z czym możemy tu mieć do czynienia albo w jakim kierunku zmierza dochodzenie?

– Nie, nic takiego nie mówił.

Bosch patrzył na niego przez dłuższą chwilę.

– W porządku, Jesse – powiedział. – Co się potem stało?

– Kiedy padły strzały, ktoś pobiegł z polanki w stronę samochodów. Stała tam latarnia i mogłem go zobaczyć. Wsiadł do jednego z samochodów i cofnął bliżej porsche. Potem otworzył bagażnik i wysiadł. Bagażnik porsche był już otwarty.

– Gdzie wtedy był ten drugi mężczyzna?

Mitford wyglądał na zaskoczonego pytaniem.

– Chyba już nie żył.

– Nie, mam namyśli drugiego sprawcę. Byli dwaj sprawcy i jedna ofiara, Jesse. Trzy samochody, pamiętasz?

Dla podkreślenia swoich słów Bosch pokazał trzy palce.

– Widziałem tylko jednego sprawcę – powiedział Mitford. – Tego, który strzelał. W samochodzie zaparkowanym za porsche siedział ktoś jeszcze. Ale w ogóle nie wysiadał.

– Cały czas siedział w samochodzie?

– Zgadza się. Właściwie zaraz po strzałach ten drugi wóz zawrócił i odjechał.

– I kierowca w ogóle nie wysiadał, gdy samochód stał na punkcie widokowym.

– Ja w każdym razie nie widziałem, żeby wysiadał.

Bosch zamyślił się nad tym. Z opisu Mitforda wynikało, że podejrzani ustalili między sobą podział pracy. Ten fakt stanowił potwierdzenie wcześniejszej relacji Alicii Kent; według niej jeden z mężczyzn zadawał jej pytania, a potem tłumaczył odpowiedzi i wydawał polecenia drugiemu. Bosch przypuszczał, że w samochodzie w punkcie widokowym siedział mężczyzna mówiący po angielsku.

– No dobrze – podjął po chwili. – Wracajmy do przebiegu zdarzeń, Jesse. Mówisz, że kiedy padły strzały, jeden z nich odjechał, a drugi cofnął samochód bliżej porsche i otworzył bagażnik. Co się potem stało?

– Wysiadł, wyciągnął coś z porsche i przeniósł do bagażnika swojego wozu. To musiało być coś ciężkiego, bo nieźle się namęczył. Trzymał to coś w taki sposób, jakby miało uchwyty po bokach.

Bosch wiedział, że Mitford opisuje świnię używaną do transportu materiałów radioaktywnych.

– Co potem?