Pierwsza runda okazała się owocna. Nie miał powodu wątpić, że w drugiej nie zyska nic więcej.
Bosch zobaczył Ignacia Ferrasa pracującego przy biurku. Jego partner siedział odwrócony bokiem i stukał w klawiaturę laptopa ustawionego na wysuwanym blacie. Bosch zauważył, że dobytek Mitforda zniknął, a jego miejsce zajęły nowe torebki z dowodami i teczki pełne dokumentów. Były to wszystkie materiały śledcze, jakie dotąd wyprodukował wydział kryminalistyczny z dwóch miejsc zbrodni.
– Harry, przepraszam cię, nie zdążyłem usiąść i posłuchać – powiedział Ferras. – Wyciągnąłeś coś z tego chłopaka?
– Powoli do czegoś dochodzimy. Zrobiłem sobie przerwę.
Ferras miał trzydzieści lat i sylwetkę sportowca. Na jego biurku stała nagroda za najlepsze wyniki w testach sprawnościowych na roku w akademii policyjnej. Był też przystojny. Miał śniadą skórę i krótko ostrzyżone włosy, spod których spoglądały przenikliwe zielone oczy.
Bosch podszedł do swojego biurka, żeby zadzwonić. Zamierzał jeszcze raz obudzić porucznika Gandle'a i przekazać mu najnowsze wieści.
– Namierzyłeś już broń ofiary? – zapytał Ferrasa.
– Tak, znalazłem w bazie danych B ATF. Pół roku temu kupił mały rewolwer kaliber dwadzieścia dwa. Smith and Wesson.
Bosch skinął głową.
– Dwudziestkadwójka, pasuje – powiedział. – Bez ran wylotowych.
– Pocisk się melduje, ale nie wymeldowuje.
Ferras wygłosił to niczym slogan z telewizyjnej reklamy i zaśmiał się z własnego dowcipu. Bosch pomyślał o tym, co kryło się pod żartem. Stanleya Kenta ostrzeżono o niebezpieczeństwie, wynikającym z charakteru jego pracy. Kupił więc broń dla ochrony.
Bosch był gotów iść o zakład, że z tej broni do niego strzelano, że zabił go z niej terrorysta, który nacisnął spust z imieniem Allaha na ustach. Co to za świat, myślał Bosch, gdy ktoś ma tyle odwagi, by strzelić do drugiego człowieka, wzywając imienia swojego Boga.
– Kiepski sposób na zejście z tego świata – zauważył Ferras.
Bosch spojrzał na niego ponad połączonymi biurkami.
– Coś ci powiem – rzekł. – Wiesz, czego się nauczysz w tej robocie?
– Czego?
– Że każdy sposób zejścia z tego świata jest kiepski.
9
Bosch poszedł do gabinetu kapitana nalać sobie drugi kubek kawy.
Sięgając do kieszeni po następnego dolara do koszyka, znalazł wizytówkę Brennera i przypomniał sobie, że agent prosił go o informację, gdyby udało im się znaleźć świadka. Ale Bosch właśnie skończył informować porucznika Gandle'a o tym, co młody Kanadyjczyk widział i słyszał w punkcie widokowym, i razem postanowili, aby na razie zachować zeznania Mitforda w tajemnicy. Przynajmniej do zebrania o dziewiątej, gdy federalni będą musieli odkryć karty. Jeśli szefostwo federalnych nie zamierzało wyłączać policji ze śledztwa, przekonają się o tym w trakcie spotkania. Wówczas będą mogli przystąpić do wymiany. Bosch ujawni relację świadka w zamian za dalszy udział w dochodzeniu.
Tymczasem Gandle zapowiedział, że przekaże wyżej najnowsze ustalenia. Usłyszawszy wiadomość o słowie „Allah", które pojawiło się w śledztwie, poczuł się w obowiązku poinformować przełożonych o rosnącej wadze sprawy.
Bosch wrócił z pełnym kubkiem kawy do biurka i zaczął przeglądać dowody zebrane z miejsca zbrodni oraz domu, gdzie intruzi przetrzymywali Alicię Kent, podczas gdy jej mąż pojechał wykonać ich polecenie.
Znał już większość przedmiotów znalezionych w punkcie widokowym. Zaczął wyciągać z torebek rzeczy osobiste Stanleya Kenta i uważnie je oglądać. Wszystkie ślady zostały już zabezpieczone przez techników, mógł więc swobodnie ich dotykać.
Pierwszym przedmiotem był należący do fizyka telefon BlackBerry. Bosch nie czuł się zbyt pewnie w świecie urządzeń cyfrowych, do czego przyznawał się bez fałszywej skromności.
Opanował wprawdzie obsługę własnego telefonu komórkowego, ale był to prosty model, który pozwalał mu rozmawiać, zapisywać numery w książce telefonicznej i nic więcej – tak przynajmniej sądził. Dlatego próbując manipulować przy bardziej zaawansowanym aparacie, był bezradny.
– Pomóc ci, Harry?
Bosch uniósł wzrok i zobaczył Ferrasa, który uśmiechał się do niego. Bosch czuł się zakłopotany swoim brakiem umiejętności technicznych, lecz nie do tego stopnia, by odtrącać pomocną dłoń. Wtedy jego słaby punkt zmieniłby się w coś gorszego.
– Wiesz, jak to się obsługuje?
– Pewnie.
– Aparat ma e-mail, prawda?
– Powinien mieć.
Bosch musiał wstać, aby ponad blatami dwóch biurek podać partnerowi telefon.
– Wczoraj około szóstej wieczorem Kent dostał od swojej żony e-mail oznaczony jako pilny. Była w nim fotografia Alicii Kent leżącej na łóżku i związanej. Znajdź to i zobacz, czy dałoby się jakoś wydrukować wiadomość razem ze zdjęciem. Chciałbym je jeszcze raz obejrzeć, ale żeby było trochę większe niż na tym ekraniku.
Zanim Bosch skończył, Ferras już zajął się aparatem BlackBerry.
– Nie ma sprawy – powiedział. – Wyślę po prostu tego e-maila na swoją skrzynkę. Potem otworzę i wydrukuję.
Ferras zaczął stukać kciukami w miniaturową klawiaturę telefonu, który przypominał Boschowi zabawkę, podobną do elektronicznych gier, jakie widział u dzieci w samolotach. Nie rozumiał, dlaczego ludzie zawsze tak zawzięcie bębnią w swoje telefony. Był pewien, że to rodzaj ostrzeżenia, znak upadku cywilizacji czy ludzkości, nie potrafił jednak precyzyjnie wytłumaczyć przyczyny tego odczucia. Głoszono powszechnie, że technologia cyfrowa to ogromny postęp, lecz Bosch wobec tych haseł pozostawał sceptyczny.
– Dobra, znalazłem i wysłałem – oznajmił Ferras. – Za parę minut powinien być w mojej skrzynce i zaraz zrobię wydruk. Coś jeszcze?
– Są tam zapisy wykonanych i odebranych połączeń?
Ferras nie odpowiedział. Manipulował przyciskami telefonu.
– Jaki przedział czasu cię interesuje? – zapytał.
– Na razie, powiedzmy, od wczoraj, od mniej więcej południa – odparł Bosch.
– Dobra, znalazłem tę listę. Mam ci pokazać, jak to się obsługuje, czy po prostu podać ci numery?
Bosch wstał i obszedł rząd biurek, by przez ramię partnera spojrzeć na wyświetlacz telefonu.
– Może na razie powiedz ogólnie, jak to wygląda, a potem zajmiemy się tym dokładnie – powiedział. – Gdybyś mnie próbował uczyć, trwałoby to wieki.
Ferras z uśmiechem skinął głową.
– No więc jeżeli łączył się z numerem, który jest w książce telefonicznej, wyświetla się nazwisko albo nazwa przypisana do tego numeru.
– Rozumiem.
– Na liście jest mnóstwo połączeń z całego popołudnia z biurem, różnymi szpitalami i nazwiskami z książki – prawdopodobnie lekarzy, z którymi pracował. Są trzy rozmowy z „Barrym" i przypuszczam, że to jego wspólnik. Sprawdziłem w stanowej ewidencji przedsiębiorstw i firma „Fizyka Medyczna K amp; K" należy do Kenta i niejakiego Barry'ego Kelbera.
Bosch pokiwał głową.
– Właśnie – rzekł. – Dobrze, że mi przypomniałeś. Musimy z samego rana porozmawiać z jego wspólnikiem.
Bosch nachylił się nad biurkiem Ferrasa, by wziąć swój notes. Zapisał nazwisko Barry'ego Kelbera, podczas gdy Ferras kontynuował przewijanie listy połączeń.
– Po szóstej Kent zaczyna wydzwaniać na zmianę do domu i pod numer komórki żony. Wydaje mi się, że nie odbierała, bo jest zapis dziesięciu połączeń w ciągu trzech minut. Dzwonił i dzwonił. Chwilę wcześniej dostał tego pilnego e-maila od żony.