Wszystko zaczynało się układać Boschowi w całość. Kent spędzał zwykły dzień w pracy, prowadząc liczne rozmowy z dobrze znanymi ludźmi, gdy nagle dostał e-maila od żony. Zobaczył dołączone do wiadomości zdjęcie i zaczął dzwonić do domu. Żona nie odbierała, co wprawiło go w jeszcze większy popłoch. Wreszcie pojechał zrobić to, co polecono mu w e-mailu. Ale mimo jego starań i posłuszeństwa, i tak został zastrzelony w punkcie widokowym.
– Co poszło nie tak? – zapytał głośno Bosch.
– Co masz na myśli, Harry?
– Zabójstwo w punkcie widokowym. Ciągle nie rozumiem, dlaczego go zabili. Zrobił to, czego chcieli. Dał im ten materiał. Co poszło nie tak?
– Nie wiem. Może go zabili, bo widział twarz jednego z nich.
– Świadek twierdzi, że ten, który do niego strzelał, nosił kominiarkę.
– No to może wszystko poszło dobrze. Może od początku zamierzali go zabić. Zrobili sobie tłumik, pamiętasz? Facet krzyknął „Allah", a to chyba nie świadczy, że coś poszło nie tak. Świadczy raczej, że taki był plan.
Bosch skinął głową.
– Dobrze, jeżeli taki był plan, to dlaczego zabili Kenta, a nie żonę? Po co mieliby zostawiać świadka?
– Nie wiem, Harry. Ale ci nawiedzeni muzułmanie mają, zdaje się, jakąś zasadę na temat krzywdzenia kobiet, nie? Że mogą przez to nie osiągnąć nirwany, nie trafić do raju czy jak to się u nich nazywa. Chyba o to chodzi?
Bosch nie odpowiedział na to pytanie, ponieważ nie znał się na praktykach kulturowych, o których ogólnikowo wspomniał jego partner. Ale pytanie podkreślało egzotykę sprawy, z jaką miał do czynienia. Przyzwyczaił się do tropienia morderców, których motywem była chciwość, nieczystość czy inny z siedmiu grzechów głównych. Fanatyzm religijny rzadko pojawiał się na tej liście.
Ferras odłożył telefon i odwrócił się do komputera. Jak wielu detektywów wolał korzystać z własnego laptopa, ponieważ służbowe komputery policyjne były stare i wolne, a większość z nich miała więcej wirusów niż dziwki na Hollywood Boulevard.
Zapisał otwarty dokument i otworzył program pocztowy. E-mail przesłany ze skrzynki Kenta już tam dotarł. Ferras otworzył wiadomość i gwizdnął na widok fotografii nagiej i związanej Alicii Kent.
– Tak, to musiało podziałać – powiedział.
Zrozumiał, dlaczego Kent przekazał sprawcom cez. Ferras był żonaty od niespełna roku i niebawem miało mu się urodzić dziecko. Bosch dopiero poznawał swojego młodego partnera, lecz już wiedział, że bardzo kocha żonę. Pod szybą przykrywającą blat biurka Ferras miał kolaż jej zdjęć ze ślubu. Bosch trzymał pod swoją szybą zdjęcia ofiar morderstw, których sprawców nadal poszukiwał.
– Wydrukuj mi to – powiedział Bosch. – Powiększ, jeżeli się da. I pobaw się jeszcze tym telefonem. Może coś znajdziesz.
Bosch wrócił za swoje biurko i usiadł. Ferras powiększył zdjęcie i wydrukował na kolorowej drukarce znajdującej się w głębi biura. Po chwili przyniósł Boschowi wydruk.
Bosch nałożył już okulary do czytania, ale z szuflady wyciągnął prostokątną lupę, którą kupił, gdy zauważył, że szkła są już za słabe do oglądania drobniejszych szczegółów. Nigdy nie używał lupy, kiedy biuro było pełne detektywów. Nie chciał dawać innym powodów do drwin – nawet gdyby to miały być tylko niewinne żarty.
Położył wydruk na biurku i pochylił się nad nim uzbrojony w lupę. Najpierw obejrzał więzy, którymi skrępowano kończyny kobiety za jej plecami. Intruzi użyli sześciu opasek z zatrzaskiem, nakładając je kolejno na nadgarstki i kostki, piątą łącząc skrępowane nogi, a ostatnią łącząc opaski na rękach z opaską wiążącą nogi.
Bosch odniósł wrażenie, że to zbyt skomplikowany sposób unieruchomienia kończyn kobiety. Sam zrobiłby to inaczej, gdyby próbował szybko związać ofiarę, która zapewne usiłowała stawiać opór. Użyłby mniejszej liczby więzów, żeby wszystko odbyło się prościej i szybciej.
Nie był pewien, co to może oznaczać, jeśli w ogóle cokolwiek oznaczało. Może Alicia Kent wcale się nie szamotała i w zamian za jej uległość napastnicy użyli dodatkowych opasek, aby mniej się męczyła, leżąc związana na łóżku. Wydawało mu się, że dzięki temu jej ręce i nogi były mniej wygięte, niż gdyby skrępowano ją brutalniej.
Mimo to, przypomniawszy sobie sińce na przegubach Alicii Kent, doszedł do wniosku, że czas, jaki spędziła unieruchomiona na łóżku, nie był dla niej łatwy. Oglądając zdjęcie, był pewien tylko tego, że musi jeszcze raz porozmawiać z Alicią Kent i wydobyć z niej więcej szczegółów na temat tego, co się zdarzyło.
Na czystej kartce w notesie zapisał pytania o więzy. Resztę strony zamierzał wykorzystać na dodatkowe pytania, jakie mu się nasuną podczas przygotowania do dalszego ciągu przesłuchania.
Nic więcej nie przychodziło mu do głowy. Kiedy skończył oglądać fotografię, odłożył lupę i zaczął przebiegać wzrokiem raporty kryminalistyczne z oględzin miejsca zbrodni. Tu także nic nie zwróciło jego szczególnej uwagi, więc szybko przeszedł do protokołów i dowodów z domu Kentów. Razem z Brennerem szybko opuścili dom, spiesząc się do kliniki św. Agaty, dlatego Boscha nie było na miejscu, gdy technicy szukali śladów pozostawionych przez intruzów. Był bardzo ciekaw, co udało im się znaleźć.
Zobaczył jednak tylko jedną torebkę z czarnymi plastikowymi opaskami, którymi skrępowano Alicię Kent i które rozcięła Rachel Walling, aby ją wyswobodzić.
– Chwileczkę – powiedział Bosch, unosząc torebkę z przezroczystej folii. – Tylko to zabezpieczyli w domu Kentów?
Ferras uniósł głowę znad biurka.
– Tylko to mi dali. Sprawdziłeś listę dowodów? Tam powinno być wszystko. Może jeszcze nad czymś pracują.
Bosch przeszukał dokumenty przyniesione przez Ferrasa i po chwili znalazł spis dowodów. Odnotowywano w nim każdy przedmiot zabrany przez techników z miejsca zdarzenia. Pomagało to śledzić dowody podczas ich przekazywania.
Zobaczył, że w spisie figuruje kilka przedmiotów, które technicy zebrali w domu Kentów, przede wszystkim próbki włosów i włókien. Tego należało się spodziewać, choć nie wiadomo, czy któraś z próbek miała związek z podejrzanymi. Ale w ciągu lat swojej pracy Bosch nigdy jeszcze nie widział nieskazitelnie czystego miejsca zdarzenia. Podstawowe prawo natury mówiło bowiem, że każde przestępstwo pozostawia ślad w otoczeniu – choćby najmniejszy. Zawsze dochodzi do przeniesienia materiału. Trzeba go po prostu znaleźć.
Każda opaska została wpisana na listę pojedynczo, a po nich wymieniono liczne próbki włosów i włókien zebrane z różnych miejsc, od dywanu w sypialni po kratkę ściekową w łazience dla gości. Na liście figurowała także podkładka pod mysz domowego komputera oraz pokrywka obiektywu aparatu Nikon, którą znaleziono pod łóżkiem w sypialni. Ostatnia pozycja najbardziej zaciekawiła Boscha. Dowód opisano po prostu jako popiół z papierosa.
Bosch nie miał pojęcia, jaką wartość dowodową mógł mieć popiół z papierosa.
– W kryminalistycznym jest jeszcze ktoś z ludzi, którzy działali w domu Kentów? – spytał Ferrasa.
– Pół godziny temu jeszcze byli – odrzekł Ferras. – Buzz Yates i ta kobieta od daktyloskopii, której nazwiska nigdy nie pamiętam.
Bosch podniósł słuchawkę i zadzwonił do biura techników.
– Laboratorium kryminalistyczne, Yates.
– Buzz, właśnie z tobą chciałem pogadać.
– Kto mówi?
– Harry Bosch. Chodzi o oględziny domu Kentów. Powiedz mi coś o tym popiele, który tam zebraliście.