Bosch znów odłożył pytania na bok, uznając, że ma za mało informacji, by szukać właściwych odpowiedzi. Pociągnął łyk kawy i był gotów do drugiej tury przesłuchania Jessego Mitforda. Najpierw jednak wyciągnął telefon. Od sprawy Echo Park wciąż miał w nim zapisany numer Rachel Walling. Postanowił nigdy go nie usuwać.
Wcisnął przycisk i zadzwonił do niej, przygotowując się na to, że zostanie natychmiast rozłączony. Numer nadal działał, lecz usłyszał tylko nagrany głos Rachel, która prosiła, by zostawił wiadomość po sygnale.
– Tu Harry Bosch – powiedział. – Muszę z tobą pogadać i chcę dostać popiół z papierosa. To było moje miejsce zbrodni.
Zakończył połączenie. Wiedział, że wiadomość ją zdenerwuje, może nawet rozwścieczy. Wiedział, że zmierza ku nieuchronnej konfrontacji z Rachel i biurem, której prawdopodobnie mógłby bez trudu uniknąć.
Ale Bosch nie potrafił ustąpić pola federalnym. Nawet dla Rachel i wspomnień o tym, co ich kiedyś łączyło. Nawet dla nadziei na ich wspólną przyszłość, którą wciąż nosił w sobie jak numer w pamięci telefonu komórkowego.
10
Bosch i Ferras wyszli z hotelu Mark Twain i przystanęli przed drzwiami, oglądając poranek. Światło zaczynało dopiero wypełzać na niebo. Znad oceanu unosiła się gęsta, szara masa wilgotnego powietrza, pogrążając ulice w głębokim półmroku. Los Angeles wyglądało jak miasto duchów, ale Boschowi w ogóle to nie przeszkadzało. Potwierdzało jego punkt widzenia.
– Myślisz, że tu zostanie? – zapytał Ferras.
Bosch wzruszył ramionami.
– I tak nie ma dokąd iść – odrzekł.
Właśnie zameldowali swojego świadka w hotelu pod nazwiskiem Stephen King. Jesse Mitford stał się ich cennym atutem. Był asem w rękawie Boscha. Choć Mitford nie potrafił podać rysopisu człowieka, który zastrzelił Stanleya Kenta i zabrał cez, potrafił szczegółowo opowiedzieć śledczym, co się zdarzyło w punkcie widokowym. Mógł się też przydać, gdyby udało się doprowadzić do aresztowania i procesu. Jego zeznanie mogło posłużyć jako relacja z przebiegu zbrodni. Na jej podstawie prokurator mógł przedstawić przysięgłym dokładny obraz wypadków, dlatego Mitford był cenny, bez względu na to, czy potrafił zidentyfikować mordercę.
Po konsultacji z porucznikiem Gandle'em postanowiono, że nie powinni tracić z oczu młodego włóczęgi. Gandle zgodził się sfinansować czterodniowy pobyt Mitforda w hotelu. Uznali, że do tego czasu będą już wiedzieć, w którą stronę zmierza sprawa.
Bosch i Ferras wsiedli do forda crown victoria, wypożyczonego wcześniej przez Ferrasa, i ruszyli Wilcox w kierunku Sunset Boulevard. Bosch siedział za kierownicą. Na czerwonym świetle wyciągnął komórkę. Rachel Walling jeszcze się nie odezwała, więc zadzwonił pod numer, który mu dał jej partner. Brenner odebrał natychmiast, a Bosch zaczął ostrożnie:
– Chciałem się tylko dowiedzieć, co słychać. Dalej jesteśmy umówieni na zebranie o dziewiątej?
Przed przekazaniem Brennerowi najnowszych informacji musiał się upewnić, czy wciąż uczestniczy w śledztwie.
– Mhm, tak… tak, jesteśmy umówieni, ale zebranie zostało przełożone.
– Na kiedy?
– Chyba na dziesiątą. Damy ci znać.
Z tonu jego odpowiedzi trudno było wywnioskować, że decyzja o spotkaniu z policją rzeczywiście zapadła. Bosch postanowił go przycisnąć.
– Gdzie to się odbędzie? W taktycznym?
Z poprzedniej współpracy z Walling Bosch wiedział, że wydział wywiadu taktycznego pracuje w tajnym miejscu, poza siedzibą FBI. Chciał sprawdzić, czy Brenner puści farbę.
– Nie, w budynku federalnym w centrum. Na czternastym piętrze. Wystarczy zapytać o zebranie taktycznego. I co, świadek w czymś pomógł?
Bosch postanowił nie odsłaniać kart, dopóki nie będzie wiedział, na czym konkretnie stoi.
– Widział strzelaninę z daleka. Potem zobaczył, jak zabierają cez. Powiedział, że jeden człowiek zrobił wszystko, zabił Kenta, a potem przeniósł świnię z porsche do bagażnika innego samochodu. Ten drugi siedział w swoim wozie i tylko się przyglądał.
– Podał ci jakieś numery rejestracyjne?
– Nie, żadnych numerów. Do transportu materiału wykorzystali prawdopodobnie samochód Alicii Kent. Nie chcieli zostawiać śladów cezu w swoim wozie.
– Wiemy coś o podejrzanym, którego widział świadek?
– Tak jak powiedziałem, nie umiałby go zidentyfikować. Facet ciągle miał na twarzy kominiarkę. Poza tym nic.
Brenner zamilkł na chwilę.
– To pech – powiedział w końcu. – Co z nim zrobiliście?
– Z chłopakiem? Właśnie wysadziliśmy go z samochodu.
– Gdzie mieszka?
– W Halifaksie w Kanadzie.
– Bosch, przecież wiesz, o co mi chodzi.
Bosch wyczuł u niego zmianę tonu. I zwrócił uwagę, że zwrócił się do niego po nazwisku. Nie sądził, by Brenner pytał mimochodem o miejsce pobytu Mitforda.
– Nie ma tu żadnego stałego adresu – odparł. – To włóczęga. Podwieźliśmy go do Danny'ego na Sunset. Tam sobie zażyczył. Daliśmy mu dwie dychy na śniadanie.
Bosch poczuł na sobie wzrok Ferrasa.
– Możesz chwilę zaczekać, Harry? – spytał Brenner. – Mam drugi telefon. To może być Waszyngton.
Wracamy do imion, pomyślał Bosch.
– Jasne, Jack, ale możemy się po prostu rozłączyć.
– Nie, zaczekaj.
Bosch usłyszał w słuchawce muzykę i spojrzał na Ferrasa. Jego partner zaczął:
– Dlaczego powiedziałeś mu, że…
Bosch położył palec na ustach i Ferras urwał.
– Wstrzymaj się na moment.
Minęło pół minuty. W telefonie rozbrzmiała saksofonowa wersja „What a Wonderful World". Bosch zawsze uwielbiał ten fragment o ciemnej świętej nocy.
Wreszcie zapaliło się zielone światło i Bosch skręcił w Sunset Boulevard. Po chwili w słuchawce odezwał się głos Brennera.
– Harry? Przepraszam. Dzwonili z Waszyngtonu. Możesz sobie wyobrazić, jak się na to rzucili.
Bosch postanowił coś z niego wyciągnąć.
– Co nowego u was?
– Niewiele. Departament Bezpieczeństwa wysyła grupę helikopterów ze sprzętem do wykrywania śladów materiałów radioaktywnych. Zaczną w punkcie widokowym i spróbują poszukać promieniowania charakterystycznego dla cezu. Ale prawda jest taka, że aby odebrali sygnał, ktoś musiałby wyciągnąć cez ze świni. My tymczasem organizujemy konferencję, żeby uzgodnić plan działania.
– Tylko tyle dokonały potężne siły rządowe?
– Dopiero się organizujemy. Mówiłem ci, jak to będzie wyglądać. Alfabetyczny bigos.
– Zgadza się. Nazwałeś to pandemonium. Federalni są w tym mistrzami.
– Nie, nie jestem pewien, czy to wszystko powiedziałem. Ale nie można zapominać o krzywej uczenia się. Wydaje mi się, że po zebraniu ruszymy do akcji całą parą.
Bosch nie miał już wątpliwości, że coś się zmieniło. Wykrętna odpowiedź Brennera świadczyła, że albo rozmowa jest nagrywana, albo ktoś ją podsłuchuje.
– Do zebrania zostało jeszcze parę godzin – ciągnął Brenner. – Co zamierzasz teraz zrobić, Harry?
Bosch zawahał się, lecz tylko przez chwilę.
– Zamierzam wrócić do domu i jeszcze raz porozmawiać z panią Kent. Mam parę nowych pytań. Potem pojedziemy do biura Kenta w południowej wieży centrum medycznego Cedars. Musimy je obejrzeć i pogadać z jego wspólnikiem.