Выбрать главу

To go skutecznie uspokoiło. Bosch otworzył drzwi i wprowadził agenta do środka. Brutalnie posadził go na pluszowym fotelu w salonie.

– Usiądź – powiedział. -I zamknij gębę.

Rozpiął Maxwellowi marynarkę, chcąc sprawdzić, gdzie ma broń. Nosił pistolet w kaburze typu „motyl" pod lewą pachą. Mając ręce skute za plecami, nie potrafiłby go dosięgnąć. Bosch przeszukał nogawki, sprawdzając, czy nie ma ukrytej zapasowej broni. Usatysfakcjonowany odsunął się od agenta.

– Teraz możesz sobie odpocząć – powiedział. – To nie potrwa długo.

Ruszył w głąb korytarza, dając znak partnerowi, by poszedł za nim.

– Zacznij od gabinetu, ja zacznę w sypialni – polecił. – Interesuje nas cokolwiek. Wszystko, co się rzuca w oczy. Sprawdź komputer. Gdybyś znalazł coś dziwnego, mów.

– Harry.

Bosch przystanął w korytarzu i spojrzał na Ferrasa. Jego młodszy partner był wyraźnie przestraszony. Bosch pozwolił mu mówić, mimo że Maxwell mógł go usłyszeć z salonu.

– Nie powinniśmy tego robić w ten sposób – rzekł Ferras.

– A jak powinniśmy to zrobić, Ignacio? Załatwić to oficjalnie? Poprosić naszego szefa, żeby pogadał z ich szefem przy filiżance latte i czekać na pozwolenie wykonania zadania?

Ferras wskazał na korytarz prowadzący do salonu.

– Rozumiem, że trzeba działać szybko – powiedział. – Ale myślisz, że on nam odpuści? Spisze numery odznak, Harry. Nie mam nic przeciwko temu, żeby poświęcić się dla dobra służby, ale nie za to, co właśnie zrobiliśmy.

Bosch był pełen uznania dla Ferrasa za użycie liczby mnogiej, dlatego nie tracąc cierpliwości podszedł do niego i spokojnie położył mu dłoń na ramieniu. Ściszył głos, aby nie usłyszał go Maxwell.

– Ignacio, absolutnie nic ci się nie stanie z tego powodu. Absolutnie nic, słyszysz? Pracuję w firmie trochę dłużej od ciebie i wiem, jak działa FBI. Do diabła, moja była żona jest byłą agentką, rozumiesz? I lepiej niż inni wiem, że dla FBI priorytetem numer jeden jest unikanie kompromitacji. Takiej filozofii uczą ich w Quantico i ma ją we krwi każdy agent w każdym biurze terenowym w każdym mieście. „Nie kompromitować FBI". Dlatego kiedy wypuścimy tego faceta, nikomu nie piśnie ani słowa o tym, co zrobiliśmy, ani że w ogóle byliśmy tutaj. Jak myślisz, dlaczego posadzili go przed domem? Bo jest F-B-Einsteinem? Bynajmniej. Odpracowuje jakąś kompromitację – na którą naraził siebie albo biuro. I nie zrobi ani nie powie nic, co mogłoby go jeszcze bardziej pogrążyć.

Bosch zamilkł, czekając na odpowiedź Ferrasa, której się jednak nie doczekał.

– No więc zabierajmy się do roboty i obejrzyjmy dom – ciągnął. – Kiedy byłem tu rano, zajmowaliśmy się tylko wdową a potem musieliśmy pędzić do Świętej Agaty. Chcę to zrobić szybko, ale dokładnie, rozumiesz? Chcę obejrzeć dom w świetle dziennym i trochę główkować. Tak właśnie lubię pracować. Zdziwiłbyś się, co czasem w ten sposób można wykombinować. Trzeba pamiętać, że zawsze dochodzi do przeniesienia. Ci dwaj mordercy gdzieś w tym domu zostawili ślad i wydaje mi się, że przegapili go technicy i cała reszta. Musiało być przeniesienie. Chodźmy je znaleźć.

Ferras skinął głową.

– Dobra, Harry.

Bosch klepnął go w ramię.

– Świetnie. Zacznę w sypialni. Ty sprawdź gabinet.

Bosch ruszył w głąb korytarza, ale gdy stanął na progu sypialni, usłyszał wołającego go Ferrasa. Zawrócił i poszedł do wnęki, gdzie mieścił się gabinet do pracy. Jego partner stał za biurkiem.

– Gdzie komputer? – zapytał.

Bosch ze złością pokręcił głową.

– Był na biurku. Zabrali go.

– FBI?

– A kto? Na spisie dowodów nie było komputera, tylko podkładka pod mysz. Rozejrzyj się, przeszukaj biurko. Może coś ci się uda znaleźć. Niczego nie zabieramy. Tylko oglądamy.

Bosch poszedł do sypialni. Stwierdził, że od chwili, gdy widział ją po raz ostatni, nic się tu nie zmieniło. Wciąż wyczuwał słaby zapach moczu unoszący się z poplamionego materaca.

Zbliżył się do nocnej szafki stojącej po lewej stronie łóżka. Zobaczył warstwę czarnego proszku daktyloskopijnego, który nałożono na gałki dwu szuflad i wszystkie płaskie powierzchnie szafki. Stała na nim lampa oraz oprawiona w ramki fotografia Stanleya i Alicii Kentów. Bosch wziął zdjęcie, aby mu się przyjrzeć. Małżonkowie stali obok kwitnącego krzewu różanego. Alicia miała przybrudzoną twarz, lecz promieniała radością i dumą, jak gdyby stała obok własnego dziecka. Bosch domyślił się, że wyhodowała tę roślinę własnoręcznie, a w tle zobaczył kilka podobnych krzewów. Na zboczu wzgórza można było dostrzec trzy pierwsze litery napisu HOLLYWOOD, z czego Bosch wysnuł wniosek, że zdjęcie prawdopodobnie zrobiono w ogrodzie za domem. Nie będzie już więcej takich fotografii szczęśliwej pary.

Odłożył zdjęcie na miejsce i otworzył górną szufladę. Znalazł w niej rzeczy osobiste Stanleya Kenta. Kilka par okularów do czytania, książki i fiolki z lekarstwami. Dolna szuflada była pusta i Bosch przypomniał sobie, że tu właśnie Kent trzymał broń.

Bosch zamknął szuflady i wycofał się do rogu pomieszczenia po drugiej stronie nocnej szafki. Szukał punktu zaczepienia, próbując spojrzeć na miejsce zdarzenia świeżym okiem. Zorientował się, że będą mu potrzebne zdjęcia miejsca zbrodni, które zostały w teczce w samochodzie.

Wrócił korytarzem do drzwi wejściowych. Gdy dotarł do salonu, zobaczył, że Maxwell leży na podłodze przed fotelem, na którym go posadzono. Miał zgięte w kolanach nogi, a pod nimi tkwiły skute kajdankami ręce, które zdołał przesunąć przez biodra. Obrócił poczerwieniałą i spoconą twarz w stronę Boscha.

– Zaklinowałem się – wykrztusił. – Pomóż mi.

Bosch omal nie parsknął śmiechem.

– Za chwilę.

Wyszedł do samochodu i zabrał protokoły z oględzin miejsca zdarzenia ze zdjęciami. Wcześniej wsunął do teczki także wydruk zdjęcia Alicii Kent przesłanego e-mailem.

Gdy wrócił do domu i skierował się do korytarza prowadzącego do pokoi w głębi, Maxwell zawołał do niego:

– Człowieku, pomóż mi!

Bosch go zignorował. Idąc korytarzem, zajrzał do gabinetu. Ferras przeszukiwał szuflady biurka, układając na blacie rzeczy, które chciał przejrzeć.

W sypialni Bosch wyciągnął fotografię wydrukowaną z e-maila, a dokumenty położył na łóżku. Uniósł zdjęcie, by porównać je z widokiem pokoju. Następnie podszedł do garderoby i uchylił drzwi z lustrem pod takim samym kątem jak na fotografii. Zauważył, że na zdjęciu widać biały szlafrok frotte leżący na fotelu w rogu sypialni. Wszedł do garderoby, znalazł szlafrok i ułożył go na fotelu w identyczny sposób.

Bosch stanął w miejscu, z którego, jak przypuszczał, zrobiono zdjęcie. Przebiegł spojrzeniem po sypialni w nadziei, że jakiś charakterystyczny szczegół przyciągnie jego wzrok. Zauważywszy wyłączony zegar na nocnej szafce, popatrzył na fotografię. Zegar na zdjęciu także nie działał.

Bosch podszedł do szafki, kucnął i zajrzał za nią. Przewód zegara został wyciągnięty z gniazdka. Sięgnął za szafkę i włożył wtyczkę do kontaktu. Na ekranie zaczęły migać czerwone cyfry, pokazując 12:00. Zegar działał. Trzeba go było tylko ustawić.

Zastanawiając się nad tym, Bosch uznał, że powinien zapytać o to Alicię Kent. Zakładał, że zegar wyłączyli mężczyźni, którzy napadli ją w domu. Pytanie tylko dlaczego. Być może nie chcieli, by Alicia Kent wiedziała, ile czasu spędziła związana na łóżku.

Bosch odłożył na bok kwestię zegara i wrócił do łóżka, gdzie otworzył teczkę i wyciągnął fotografie zrobione przez techników. Oglądając je, zauważył, że drzwi garderoby są otwarte pod nieco innym kątem niż na zdjęciu z e-maila, a szlafroka nie ma – oczywiście dlatego, że Alicia Kent włożyła go, kiedy Bosch i Walling już ją wyswobodzili. Podszedł do garderoby, poprawił drzwi zgodnie z fotografią z miejsca zdarzenia, po czym cofnął się do wejścia i zlustrował sypialnię.