Выбрать главу

Komendant usiadł naprzeciw niego.

– Ma pan szczęście, detektywie. Zwykle zaglądam tu godzinę wcześniej. Ale wczoraj pracowałem do późna, musiałem uczestniczyć w zebraniach sąsiedzkich grup prewencyjnych w trzech dzielnicach miasta.

Zamiast otworzyć torebkę z pączkami i sięgnąć do niej, komendant rozdarł ją pośrodku i rozłożył, aby zjeść dwa pączki prosto z papieru. Miał pączka z cukrem pudrem i polewą czekoladową.

– Oto najbardziej niebezpieczny morderca w mieście – powiedział, unosząc pączka z czekoladą i nadgryzając kęs.

Bosch pokiwał głową.

– Pewnie ma pan rację.

Bosch uśmiechnął się niepewnie i spróbował przełamać lody. Jego poprzednia partnerka Kiz Rider właśnie wróciła do pracy po rekonwalescencji po odniesionych ranach postrzałowych. Przeniosła się z wydziału rabunków i zabójstw do biura komendanta, gdzie już kiedyś pracowała.

– Co słychać u mojej dawnej partnerki, panie komendancie?

– U Kiz? Kiz świetnie sobie radzi. Bardzo mi pomaga i uważam, że jest na właściwym miejscu.

Bosch znów skinął głową. Często to robił.

– A pan jest na właściwym miejscu, detektywie?

Bosch spojrzał na komendanta, zastanawiając się, czy to może aluzja do faktu, że pominął drogę służbową, zwracając się bezpośrednio do niego. Zanim zdążył odpowiedzieć, komendant zadał kolejne pytanie.

– Przyszedł tu pan w związku ze sprawą punktu widokowego na Mulholland?

Bosch przytaknął. Przypuszczał, że komendant zna szczegóły sprawy od porucznika Gandle'a, który przekazał wiadomość wyżej.

– Codziennie rano ćwiczę przez godzinę, żeby móc jeść te słodkości – ciągnął komendant. – Dostaję raporty z nocy faksem i czytam je na rowerze treningowym. Wiem, że sprawę punktu widokowego przydzielono panu i że zainteresowały się nią służby federalne.

Dzwonił też do mnie rano kapitan Hadley. Mówił, że mogą za tym stać terroryści.

Bosch zdziwił się, że kapitan Done Badly i BBK już zostali wprowadzeni do gry.

– Co robi kapitan Hadley? – zapytał. – Do mnie nie dzwonił.

– To co zwykle. Sprawdza nasze informacje, stara się być w kontakcie z federalnymi.

Bosch skinął głową.

– No więc co może mi pan powiedzieć, detektywie? Po co pan tu przyszedł?

Bosch zdał mu bardziej szczegółowy raport ze sprawy, podkreślając zaangażowanie służb federalnych, które, jak podejrzewał, próbowały wyeliminować policję z jej własnego śledztwa. Przyznał, że priorytetem jest kwestia zaginionego cezu, z powodu której federalni rozstawiają wszystkich po kątach. Zaznaczył jednak, że dochodzenie dotyczy zabójstwa, co automatycznie włącza do sprawy policję. Poinformował komendanta o zebranych dowodach i podzielił się z nim niektórymi teoriami, jakie chodziły mu po głowie.

Zanim Bosch skończył, komendant zjadł obydwa pączki. Otarł usta serwetką, po czym spojrzał na zegarek. Obiecane pięć minut dawno już minęło.

– Co pan zataił? – spytał.

Bosch wzruszył ramionami.

– Niewiele. Właśnie miałem małe starcie z agentem w domu ofiary, ale nie sądzę, żeby to miało ciąg dalszy.

– Dlaczego nie ma tu pańskiego partnera? Dlaczego czeka w samochodzie?

Bosch zrozumiał. Rozglądając się po parkingu, komendant zauważył Ferrasa.

– Doszło między nami do drobnej różnicy zdań. To dobry chłopak, ale zbyt łatwo chce ustąpić federalnym.

– A to oczywiście nie do pomyślenia w policji Los Angeles.

– Nie za moich czasów, panie komendancie.

– Czy pański partner uznał, że należy pominąć hierarchię służbową i zwrócić się bezpośrednio do mnie?

Bosch wbił wzrok w stolik. W głosie komendanta zabrzmiał surowy ton.

– Prawdę mówiąc, nie był z tego zadowolony, panie komendancie – odrzekł Bosch. – To nie był jego pomysł, ale mój. Sądziłem, że mamy za mało czasu, żeby…

– Nieważne, co pan sądził. Ważne, co pan zrobił. Dlatego na pańskim miejscu nie mówiłbym nikomu o tym spotkaniu, boja zachowam dyskrecję. 1 niech pan nigdy więcej nie postępuje w ten sposób, detektywie. Czy to jest jasne?

– Tak, jasne.

Komendant zerknął w stronę szklanej witryny, gdzie stały tace pełne pączków.

– Nawiasem mówiąc, skąd pan wiedział, że tu będę? – zapytał.

Bosch wzruszył ramionami.

– Nie pamiętam. Po prostu wiedziałem.

Zorientował się, że komendant może dojść do wniosku, że jego źródłem informacji była dawna partnerka.

– Nie od Kiz, jeżeli tak pan myśli, komendancie – dodał pospiesznie. – Takie rzeczy się wie, rozumie pan? W departamencie wiadomości szybko się rozchodzą.

Komendant skinął głową.

– To pech – powiedział. – Lubiłem ten lokal. Jest po drodze, mają smaczne pączki, pan Ming troszczy się o mnie. Naprawdę szkoda.

Bosch zdał sobie sprawę, że teraz komendant będzie musiał zmienić swoje zwyczaje. Wiadomość, że każdy wie, gdzie i kiedy można go znaleźć, nie była dla niego pomyślna.

– Przykro mi, panie komendancie – powiedział Bosch. – Ale jeżeli mogę coś polecić, to w Farmers Market jest taki lokal, „Bob's Coffee and Doughnuts". Wprawdzie trzeba trochę nadłożyć drogi, ale dla takiej kawy i pączków warto.

Komendant w zamyśleniu pokiwał głową.

– Będę pamiętał. No dobrze, czego pan ode mnie chce, detektywie Bosch?

Bosch uznał, że komendant najwyraźniej chce przejść do rzeczy.

– Muszę kontynuować śledztwo, a w tym celu muszę porozmawiać z AliciąKent i wspólnikiem jej męża, niejakim Kelberem. Oboje są u federalnych i chyba jakieś pięć godzin temu straciłem do nich dostęp.

Po krótkiej pauzie Bosch wyłuszczył cel niezaplanowanego spotkania.

– Właśnie po to tu przyszedłem, panie komendancie. Potrzebuję dostępu. I przypuszczam, że pan może mi go umożliwić.

Komendant skinął głową.

– Poza stanowiskiem w departamencie jestem też członkiem Połączonego Zespołu do Zwalczania Terroryzmu. Mogę zadzwonić do paru osób, podnieść raban i prawdopodobnie ułatwić panu dostęp. Jak mówiłem, sprawą zajmuje się już grupa kapitana Hadleya, który być może uruchomi odpowiednie kanały. Dawniej nie wtajemniczano nas w takie rzeczy. Podniosę alarm, zadzwonię do dyrektora.

Bosch wysnuł z tego wniosek, że komendant zamierza stanąć w jego obronie.

– Wie pan, detektywie, co to jest refluks?

– Refluks?

– Schorzenie, w którym żółć cofa się do przełyku. I wywołuje pieczenie.

– Ach.

– Chcę panu powiedzieć, że jeżeli to zrobię i umożliwię panu dostęp, nie chcę żadnego refluksu. Rozumie pan?

– Rozumiem.

Komendant znów otarł usta i położył serwetkę na rozerwanej torebce. Po chwili zmiął ją, uważając, by żaden okruch cukru pudru nie wylądował na jego czarnym garniturze.

– Zadzwonię, ale będzie ciężko. Nie widzi pan podtekstu politycznego tej sprawy, Bosch?

Bosch spojrzał na niego.

– Politycznego?

– Mam na myśli szerszą perspektywę, detektywie. Pan widzi śledztwo w sprawie zabójstwa. W rzeczywistości chodzi o coś więcej. Musi pan zrozumieć, że gdyby zdarzenie w punkcie widokowym okazało się częścią spisku terrorystów, byłoby to wyjątkowo korzystne dla rządu federalnego. Prawdziwe zagrożenie pomogłoby odwrócić uwagę opinii publicznej od innych problemów. Wojna zupełnie się spieprzyła, wybory zakończyły się katastrofą. Bliski Wschód, cena galonu benzyny, spadające notowania ustępującego prezydenta. Lista jest długa, a tu zarysowałaby się możliwość zadośćuczynienia. Szansa naprawienia dawnych błędów. Szansa na zmianę nastawienia opinii publicznej.