Выбрать главу

Bosch skinął głową.

– Twierdzi pan, że mogą próbować przeciągać sprawę czy nawet wyolbrzymiać zagrożenie?

– Niczego nie twierdzę, detektywie. Staram się tylko poszerzyć panu punkt widzenia. W przypadku takiej sprawy nie można tracić z oczu kontekstu politycznego. Nie może się pan zachowywać jak słoń w składzie porcelany – co dawniej było pańską specjalnością.

Bosch pokiwał głową.

– Poza tym należy wziąć pod uwagę politykę lokalną – ciągnął komendant. – W radzie miasta jest człowiek, który tylko czyha na mój błąd.

Komendant miał na myśli Irvina Irvinga, długoletniego naczelnika w departamencie, którego komendant zmusił do ustąpienia ze stanowiska. Irving wystartował w wyborach do rady miejskiej i wygrał. Teraz należał do najzagorzalszych krytyków departamentu i komendanta.

– Irving? – spytał Bosch. – Przecież to tylko jeden głos w radzie.

– Zna niejedną tajemnicę. Na tej podstawie zaczął sobie budować pozycję polityczną. Po wyborach dostałem od niego wiadomość. Składała się tylko z trzech słów. „Spodziewaj się mnie". Niech pan mu nie da do ręki argumentu, detektywie.

Komendant wstał.

– Niech się pan nad tym zastanowi i będzie ostrożny – powiedział. -1 proszę pamiętać, nie chcę refluksu. Nie chcę nadstawiać karku.

– Tak jest.

Komendant odwrócił się, dając znak kierowcy. Ochroniarz podszedł do drzwi i otworzył je przed swoim podopiecznym.

13

Bosch nie odzywał się, dopóki nie wyjechali z parkingu. Uznał, że w czasie porannego szczytu Hollywood Freeway będzie zakorkowana i lepiej będzie nie korzystać z autostrady. Jego zdaniem najszybciej do centrum mogli dotrzeć przez Sunset.

Ferras już po dwóch skrzyżowaniach zapytał go, co się stało w cukierni.

– Nie martw się, Ignacio. Nie wyleją nas z roboty.

– No to co ci się stało?

– Powiedział, że miałeś rację. Nie powinienem pomijać drogi służbowej. Ale powiedział też, że wykona parę telefonów i spróbuje umożliwić mi współpracę z federalnymi.

– No to zobaczymy.

– No, zobaczymy.

Przez jakiś czas jechali w milczeniu, które przerwał Bosch, wracając do planów partnera związanych z prośbą o nowy przydział.

– Dalej chcesz pogadać z porucznikiem?

Ferras odpowiedział dopiero po chwili, wyraźnie skrępowany pytaniem.

– Nie wiem, Harry. Ciągle wydaje mi się, że tak będzie najlepiej. Najlepiej dla nas obu. Może lepiej pracuje ci się z kobietami.

Bosch omal się nie roześmiał. Ferras nie znał Kiz Rider, jego poprzedniej partnerki. Kiz nigdy nie potakiwała Harry'emu, żeby unikać spięć. Jeżyła się tak samo jak Ferras, ilekroć próbował odgrywać przewodnika stada. Bosch zamierzał wyjaśnić to Ferrasowi, gdy nagle rozdzwoniła się jego komórka, więc wyciągnął ją z kieszeni. To był Gandle.

– Harry, gdzie jesteś?

Porucznik mówił głośniej niż zwykle i bardziej ponaglającym tonem. Był przejęty i Bosch w pierwszej chwili pomyślał, że już dotarła do niego wiadomość o spotkaniu w Donut Hole. Czyżby komendant go zdradził?

– Jestem na Sunset. Jedziemy do centrum.

– Minąłeś już Silver Lake?

– Jeszcze nie.

– To dobrze. Jedź do Silver Lake, do centrum rekreacyjnego przy końcu zbiornika.

– Co się dzieje, poruczniku?

– Zlokalizowano samochód Kentów. Jest tam już Hadley, który zakłada ze swoimi ludźmi stanowisko dowodzenia. Prosili o przyjazd detektywów prowadzących śledztwo.

– Hadley? Dlaczego tam jest? Po co mu stanowisko dowodzenia?

– Biuro Hadleya dostało cynk i zanim nas poinformowali, sprawdzili to. Samochód jest zaparkowany przed domem należącym do osoby, która znajduje się w kręgu zainteresowania. Chcą, żebyście tam pojechali.

– „W kręgu zainteresowania"? Co to znaczy?

– W domu mieszka osoba, którą interesuje się BBK. Ktoś podejrzany o sympatyzowanie z terrorystami. Nie znam szczegółów. Dowiesz się na miejscu, Harry.

– W porządku, jedziemy tam.

– Zadzwoń i powiedz, co się dzieje. Gdybym był tam potrzebny, daj znać.

Oczywiście Gandle nie miał najmniejszej ochoty opuszczać biura i jechać w teren. Musiałby się oderwać od codziennych obowiązków kierowniczych i potem nadrabiać zaległości w papierach. Bosch zamknął telefon i próbował przyspieszyć, lecz przeszkadzał mu w tym gęsty ruch. Przekazał Ferrasowi skąpe informacje, jakie uzyskał od porucznika.

– A FBI? – spytał Ferras.

– Co, FBI?

– Wiedzą o tym?

– Nie pytałem.

– Co z zebraniem o dziesiątej?

– O to chyba będziemy się martwić o dziesiątej.

Po dziesięciu minutach wreszcie dotarli do Silver Lake Boulevard i Bosch skręcił na północ. Ta część miasta wzięła nazwę od zbiornika Silver Lake, położonego pośrodku dzielnicy zamieszkałej głównie przez klasę średnią, gdzie z bungalowów i domów zbudowanych po drugiej wojnie światowej roztaczał się widok na sztuczne jezioro.

Kiedy zbliżali się do centrum rekreacyjnego, Bosch zobaczył dwa lśniące, czarne samochody terenowe, w których rozpoznał charakterystyczne pojazdy BBK. Przyszło mu na myśl, że widocznie nigdy nie było kłopotów ze znalezieniem funduszy dla jednostki, której zadanie podobno polegało na tropieniu terrorystów. Obok SU V-ów stały dwa radi owozy i miejska śmieciarka. Bosch zaparkował za radiowozem i obaj z Ferrasem wysiedli.

Wokół otwartej tylnej klapy jednego z samochodów terenowych zgromadziło się dziesięciu ludzi w czarnych strojach polowych -także charakterystycznych dla funkcjonariuszy BBK. Bosch ruszył w ich kierunku, a Ferras podążył za nim, trzymając się kilka kroków z tyłu. Mężczyźni w czerni natychmiast ich zauważyli i rozstąpili się, odsłaniając kapitana Dona Hadleya siedzącego na opuszczonej klapie. Bosch nigdy nie spotkał go osobiście, ale często widywał go w telewizji. Kapitan był zwalistym mężczyzną o czerwonej twarzy i rudoblond włosach. Miał około czterdziestu lat i sprawiał wrażenie, jak gdyby połowę życia spędził w siłowni. Rumiana cera nadawała mu wygląd kogoś, kto ciągle się przemęcza albo wstrzymuje oddech.

– Bosch? – odezwał się Hadley. – Ferras?

– Jestem Bosch. To jest Ferras.

– Dobrze, że jesteście, chłopaki. Myślę, że za moment zamkniemy waszą sprawę na cztery spusty. Czekamy tylko, aż jeden z moich ludzi przywiezie nakaz, a potem wchodzimy.

Wstał i dał znak jednemu z funkcjonariuszy. Sposób bycia Hadleya zdradzał wielką pewność siebie.

– Perez, sprawdź, co z tym nakazem, dobra? Zmęczyło mnie już to czekanie. Potem zobacz, co słychać na punkcie obserwacyjnym.

Następnie zwrócił się do Boscha i Ferrasa:

– Chodźcie ze mną.

Hadley oddalił się od grupy, a Bosch i Ferras podążyli za nim. Zaprowadził ich za śmieciarkę, by mogli porozmawiać z dala od reszty. Kapitan przyjął władczą pozę, stawiając stopę na zderzaku śmieciarki i opierając łokieć na kolanie. Bosch zwrócił uwagę, że nosi broń w kaburze przypiętej do masywnego uda. Jak rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu, tyle że miał półautomat. Żuł gumę i nie starał się tego ukryć.

Bosch słyszał wiele historii o Hadleyu. Miał przeczucie, że właśnie zostaje bohaterem jednej z nich.

– Chciałem, żebyście przy tym byli – oznajmił Hadley.

– Czyli właściwie przy czym, kapitanie? – spytał Bosch.

Hadley klasnął w dłonie.

– Zlokalizowaliśmy waszego chryslera 300. Stoi mniej więcej dwie przecznice stąd, na ulicy przylegającej do zbiornika. Numer rejestracyjny zgadza się z danymi w komunikacie i sam obejrzałem ten samochód. To wóz, którego szukacie.