– W porządku – odrzekła. – Chodźmy na spacer. A potem dasz mi Mitforda.
Walling wstała i podeszła do drzwi. Bosch zauważył, jak rzuciła przelotne spojrzenie na kratkę przewodu wentylacyjnego na przeciwległej ścianie, co potwierdziło jego podejrzenia, że obserwowało ich oko kamery.
Otworzyła drzwi, a w korytarzu czekał Brenner w towarzystwie drugiego agenta.
– Idziemy na mały spacer – poinformowała go Walling. – Sami.
– Bawcie się dobrze – odparł Brenner. – My tymczasem będziemy próbowali znaleźć cez, może uratujemy życie paru osobom.
Walling i Bosch nie odpowiedzieli. Rachel poszła przodem przez korytarz. Kiedy stanęli przed drzwiami windy, Bosch usłyszał za plecami czyjś głos.
– Hej, kolego!
Odwrócił się i w tym momencie ramię Maxwella trafiło go w pierś. Agent przygwoździł go do ściany i unieruchomił.
– Tym razem mamy małą przewagę liczebną, co, Bosch?!
– Przestań! – krzyknęła Walling. – Cliff, przestań!
Bosch złapał go za głowę i zamierzał założyć mu chwyt, żeby sprowadzić go do parteru. Ale rozdzieliła ich Walling, która odciągnęła Maxwella na bok i pchnęła go w głąb korytarza.
– Zabieraj się stąd, Cliff! Wracaj do roboty!
Maxwell zaczął się wycofywać. Ponad ramieniem Walling wycelował palec w Boscha.
– Wypierdalaj z mojego budynku! I więcej się tu nie pokazuj! Walling wcisnęła go do pierwszego otwartego pokoju i zamknęła drzwi. Zamieszanie zwabiło już na korytarz kilku agentów.
– Koniec przedstawienia – oznajmiła Walling. – Wracajcie do pracy.
Wróciła do Boscha i wepchnęła go do windy.
– Nic ci nie jest?
– Boli tylko jak oddycham.
– Sukinsyn! Facet zaczyna się wymykać spod kontroli. Zjechali na poziom garażu i przez wjazd wyszli na Los Angeles Street. Walling skręciła w prawo, a Bosch po chwili się z nią zrównał. Oddalali się od zgiełku autostrady. Walling spojrzała na zegarek, po czym wskazała nowoczesny biurowiec.
– Mają tam niezłą kawę – powiedziała. – Ale nie mam za dużo czasu.
Był to nowy gmach Administracji Ubezpieczeń Społecznych.
– Jeszcze jeden budynek federalny – westchnął Bosch. – Agent Maxwell pewnie sądzi, że też należy do niego.
– Możesz już dać temu spokój?
Wzruszył ramionami.
– Po prostu dziwię się, że Maxwell w ogóle się przyznał, że byliśmy w domu Kentów.
– Dlaczego miałby się nie przyznawać?
– Pomyślałem sobie, że postawiono go przed domem, bo podpadł za jakieś partactwo. Po co miałby się przyznawać i jeszcze bardziej sobie przechlapać?
Walling pokręciła głową.
– Nic nie rozumiesz – powiedziała. – Po pierwsze, Maxwell jest ostatnio trochę podminowany, ale w taktycznym nie ma nikogo, kto by podpadł. To zbyt ważna praca, żeby mieć partaczy w zespole. Po drugie, nie obchodziło go, co kto pomyśli. Uważał, że będzie lepiej, jeżeli wszyscy się dowiedzą, jakimi wy jesteście partaczami.
Spróbował z innej strony.
– Powiedz mi, czy u was wiedzą o tobie i o mnie? Mam na myśli naszą dawną historię.
– Trudno, żeby po Echo Park nie wiedzieli. Ale mniejsza z tym, Harry. To dzisiaj nieważne. Co się z tobą dzieje? Szukamy ilości cezu, która by wystarczyła do zamknięcia lotniska, a ciebie jakby to guzik obchodziło. Patrzysz na to tylko jak na morderstwo. W porządku, zginął człowiek, ale nie o to tu chodzi. To był skok, Harry. Rozumiesz? Chcieli cez i go mają. Dlatego dobrze by było, gdybyśmy mogli porozmawiać z jedynym znanym świadkiem. No więc gdzie on jest?
– Jest bezpieczny. Gdzie jest Alicia Kent? I wspólnik jej męża?
– Są bezpieczni. Wspólnika właśnie przesłuchują, a żona zostanie w taktycznym, dopóki nie będziemy pewni, że wyciągnęliśmy z niej wszystko, co się dało.
– Nie będzie wam mogła pomóc. Nie potrafiła…
– Tu się właśnie mylisz. Już nam bardzo pomogła.
Bosch spojrzał na nią z nieukrywanym zdziwieniem.
– Jak to? Przecież powiedziała, że nie widziała nawet ich twarzy.
– Nie widziała. Ale słyszała imię. Kiedy ze sobą rozmawiali, usłyszała imię.
– Jakie imię? Przedtem nic o tym nie mówiła.
Walling skinęła głową.
– Dlatego właśnie powinieneś przekazać nam świadka. Mamy ludzi, którzy specjalizują się wyłącznie w przesłuchiwaniu świadków. Umiemy wyciągnąć z nich informacje, których wy nie potrafilibyście wyciągnąć. Jeżeli z nią się udało, z nim też się uda.
Bosch poczuł, że twarz oblewa mu się czerwienią.
– Jakie imię wyciągnął z niej ten mistrz przesłuchiwania?
Pokręciła głową.
– Nie będzie żadnej wymiany, Harry. W grę wchodzi bezpieczeństwo państwa. Jesteś z zewnątrz. I nawiasem mówiąc, to się nie zmieni, bez względu na to, do kogo zadzwoni twój komendant.
Bosch już wiedział, że spotkanie w Donut Hole na nic się nie zdało. Nawet komendant okazał się osobą postronną. Imię podane przez Alicię Kent musiało rozświetlić federalną tablicę wyników jak Times Square.
– Mam tylko świadka – rzekł. – Mówię serio, wymienię go na to imię.
– Po co ci imię? Przecież nie masz najmniejszej szansy znaleźć tego człowieka.
– Chcę wiedzieć.
Skrzyżowała ręce na piersi, zastanawiając się przez chwilę. Wreszcie spojrzała na niego.
– Ty pierwszy – powiedziała.
Bosch z wahaniem patrzył w jej oczy. Pół roku wcześniej byłby gotów powierzyć jej własne życie. Wszystko się jednak zmieniło. Bosch nie był już taki pewien.
– Zamelinowałem go u siebie – powiedział. – Chyba pamiętasz, gdzie to jest.
Z kieszeni marynarki wyciągnęła komórkę i otworzyła, zamierzając zadzwonić.
– Chwileczkę, agentko Walling – powstrzymał ją Bosch. – Jakie imię podała wam Alicia Kent?
– Przykro mi, Harry.
– Była umowa.
– Przykro mi, bezpieczeństwo państwa.
Zaczęła wstukiwać numer. Bosch pokiwał głową. Miał rację.
– Skłamałem – rzekł. – Nie ma go w moim domu.
Zatrzasnęła klapkę telefonu.
– Co z tobą? – spytała ze złością. W jej głosie zabrzmiał piskliwy ton. – Cez zaginął ponad czternaście godzin temu. Zdajesz sobie sprawę, że mogli już nafaszerować nim bombę? Mogli…
Bosch zrobił krok w jej stronę.
– Podaj mi to imię, a dostaniesz świadka.
– W porządku!
Odepchnęła go. Była wyraźnie zła, że dała się przyłapać na kłamstwie. Drugi raz w ciągu niecałych dwunastu godzin.
– Powiedziała, że słyszała imię „Moby". Z początku nie zwróciła na to szczególnej uwagi, bo się po prostu nie zorientowała, że to imię.
– Dobra, kto to jest Moby?
– Syryjski terrorysta Momar Azim Nassar. Podobno jest w kraju. Wśród przyjaciół i wspólników znany jako Moby. Nie wiemy dlaczego, ale rzeczywiście trochę przypomina Moby'ego, tego artystę.
– Kogo?
– Nieważne. Nie z twojego pokolenia.
– Ale jesteś pewna, że słyszała to imię?
– Tak. Sama je nam podała. A ja przekazałam tobie. No więc gdzie jest świadek?
– Zaczekaj. Już raz mnie okłamałaś.
Bosch wyciągnął telefon, chcąc zadzwonić do partnera, lecz przypomniał sobie, że Ferras prawdopodobnie nadal jest w Silver Lake i nie będzie mógł spełnić jego prośby. Otworzył spis telefonów, odnalazł numer Kiz Rider i wcisnął przycisk połączenia.
Rider odebrała natychmiast. Ekran wyświetlił numer Boscha.
– Cześć, Harry. Masz dzisiaj sporo roboty.
– Wiesz od komendanta?
– Mam parę swoich źródeł. Co jest?
Bosch rozmawiał z nią, patrząc na Walling i widząc, jak jej oczy ciemnieją z gniewu.
– Mam prośbę do dawnej partnerki. Ciągle nosisz do pracy laptopa?