Выбрать главу

– Oczywiście. Co to za prośba?

– Możesz z tego komputera wejść do archiwum „New York Timesa"?

– Mogę.

– Dobrze. Mam pewne nazwisko i chciałbym, żebyś sprawdziła, czy pojawiło się w jakichś artykułach.

– Zaczekaj. Muszę wejść do sieci.

Minęło kilka sekund. Rozległ się sygnał oznaczający drugą rozmowę, ale Bosch nie rozłączał się z Rider, która po chwili była gotowa.

– Jakie nazwisko?

Bosch zasłonił ręką telefon i poprosił Walling o pełne imię i nazwisko syryjskiego terrorysty. Następnie powtórzył je Rider i czekał.

– Tak, długa lista artykułów – powiedziała. – Najstarsze sprzed ośmiu lat.

– Streść mniej więcej.

Znów musiał zaczekać.

– Hm, głównie relacje z Bliskiego Wschodu. Jest podejrzany o udział w paru porwaniach, zamachach bombowych i tak dalej. Według źródeł federalnych ma związki z Al-Kaidą.

– O czym jest najnowszy artykuł?

– Zaraz… O ataku bombowym na autobus w Bejrucie. Szesnaście ofiar śmiertelnych. Artykuł jest z trzeciego stycznia dwa tysiące czwartego. Potem już nic.

– Wymienia się tam jakieś pseudonimy albo przydomki?

– Hm… nie. Niczego nie widzę.

– Dobra, dzięki. Zadzwonię później.

– Chwileczkę. Harry?

– Co? Muszę już kończyć.

– Słuchaj, chcę ci tylko powiedzieć, żebyś był ostrożny. Grasz w zupełnie innej lidze niż zwykle.

– Dobra, będę pamiętał – odrzekł Bosch. – Muszę kończyć.

Rozłączył się i spojrzał na Rachel.

– „New York Times" ani słowem nie wspomina, że ten facet jest w kraju.

– Bo nikt o tym nie wie. Dlatego sądzimy, że Alicia Kent nie kłamała.

– Jak to? Wierzycie jej na słowo, że gość jest w kraju, tylko dlatego, że usłyszała jakieś słowo, które może wcale nie było imieniem?

Walling założyła ręce na piersi. Traciła cierpliwość.

– Nie, Harry, po prostu wiemy, że jest w kraju. Mamy zapis wideo z kontroli paszportowej w Porcie Los Angeles z sierpnia zeszłego roku. Nie zdążyliśmy go zdjąć. Przypuszczamy, że był z nim inny bojownik Al-Kaidy, Muhammad El-Fayed. W jakiś sposób udało się im przeniknąć do kraju – cholera, mamy granice jak sito – i Bóg jeden wie, co planują.

– Myślisz, że to oni mają cez?

– Tego nie wiemy. Ale z informacji na temat El-Fayeda wynika, że pali tureckie papierosy bez filtra i…

– Popiół z toalety.

Przytaknęła.

– Zgadza się. Analiza jeszcze trwa, ale w biurze mamy osiem głosów do jednego, że to był turecki papieros.

Bosch skinął głową i nagle poczuł się okropnie głupio z powodu swoich posunięć i ukrywania istotnych informacji.

– Umieściliśmy świadka w hotelu Mark Twain na Wilcox – powiedział. – Pokój trzysta trzy, pod nazwiskiem Stephen King.

– Uroczo.

– Rachel?

– Co?

– Powiedział nam, że morderca, zanim nacisnął spust, wzywał imienia Allaha.

Obrzuciła go taksującym spojrzeniem, ponownie wyciągając telefon. Wcisnęła jeden klawisz i czekając na połączenie, powiedziała do Boscha:

– Módl się, żebyśmy dopadli tych ludzi, zanim…

Urwała, gdy ktoś odezwał się w słuchawce. Przekazała wiadomość, nie przedstawiając się ani nie witając z rozmówcą.

– Jest w hotelu Mark Twain na Wilcox. Pokój trzysta trzy. Jedźcie po niego.

Zamknęła telefon i popatrzyła na Boscha. Wahanie w jej oczach ustąpiło miejsca wyrazowi rozczarowania i lekceważenia.

– Muszę już iść – powiedziała. – Lepiej trzymać się z daleka od lotnisk, metra i centrów handlowych, dopóki nie znajdziemy cezu.

Odwróciła się i zostawiła go na środku ulicy. Bosch patrzył w ślad za nią, gdy nagle zadzwoniła jego komórka. Odebrał, nie odrywając wzroku od Rachel. To był Joe Felton, zastępca koronera.

– Harry, ciągle próbuję się do ciebie dodzwonić.

– Co jest, Joe?

– Właśnie przyjechaliśmy do „Queen of Angels" po ciało – jakiegoś gangstera, którego odłączyli od aparatury po wczorajszej strzelaninie w Hollywood.

Bosch przypomniał sobie sprawę, o której mówił Jerry Edgar.

– No i?

Bosch wiedział, że lekarz nie zadzwoniłby do niego, żeby zajmować mu czas. Musiał mieć powód.

– No więc wpadłem do bufetu na kawę i przypadkiem usłyszałem rozmowę ratowników o gościu, którego właśnie przywieźli. Mówili, że na izbie przyjęć rozpoznali u niego OCP, a mnie przyszło do głowy, że to może mieć związek z tamtym facetem w punkcie widokowym. Wiesz, bo nosił na palcach dawkomierze.

– Joe, co to jest OCP? – spytał cicho Bosch.

– Ostra choroba popromienna. Ratownicy mówili, że nie wiedzą z czym ten gość miał kontakt. Był poparzony i ciągle rzygał, a lekarz na izbie powiedział, że musiał dostać cholernie dużą dawkę, Harry. Teraz ratownicy muszą sprawdzić, czy sami nie są napromieniowani.

Bosch zaczął iść w kierunku Rachel Walling.

– Gdzie go znaleźli?

– Nie pytałem, ale skoro przywieźli go tutaj, to pewnie gdzieś w Hollywood.

Bosch przyspieszył kroku.

– Joe, zaczekaj tam na mnie i niech ktoś z ochrony szpitala przypilnuje tego faceta. Już jadę.

Bosch zatrzasnął klapkę telefonu i co sił w nogach ruszył biegiem za Rachel.

16

Sznur samochodów na Hollywood Freeway posuwał się powoli w kierunku centrum. Zgodnie z prawami fizyki ruchu drogowego – według których każdej akcji towarzyszy reakcja równa co do wartości i skierowana przeciwnie – na północnej nitce autostrady Harry Bosch miał prawie wolną drogę. Oczywiście pomagała mu syrena i światła ostrzegawcze, na których dźwięk i widok nieliczni kierowcy szybko zjeżdżali na bok. Innym dobrze znanym Boschowi pojęciem była „siła czynna". Pędził starym fordem crown victoria sto czterdzieści pięć na godzinę, mocno ściskając kierownicę.

– DOKĄD JEDZIEMY? – pytała Rachel Walling, przekrzykując wycie syreny.

– Mówiłem ci. Zabieram cię do cezu.

– To znaczy?

– To znaczy, że karetka właśnie przywiozła do „Queen of Angels" faceta z objawami ostrej choroby popromiennej. Za cztery minuty będziemy na miejscu.

– Niech to szlag! Dlaczego nie powiedziałeś?

Chciał po prostu uzyskać przewagę, ale tego jej nie powiedział. Milczał, podczas gdy Walling otworzyła telefon i wstukiwała numer. Po chwili sięgnęła do dachu i wyłączyła dźwigienkę syreny.

– Co robisz? – krzyknął Bosch. – Musi być włączona…

– A ja muszę mieć warunki do rozmowy!

Bosch zdjął nogę z gazu i dla bezpieczeństwa zwolnił do stu dziesięciu. Po chwili usłyszał, jak Rachel rzuca do słuchawki polecenia. Miał nadzieję, że telefon odebrał Brenner, nie Maxwell.

– Skieruj zespół z „Marka Twaina" do „Queen of Angels". Zawiadom oddział ochrony radiacyjnej, niech też tam przyjadą.

Przyślij wsparcie i grupę ekspertów z Departamentu Energetyki. Mamy przypadek napromieniowania, który może nas doprowadzić do zaginionych materiałów. Zadzwoń potem do mnie. Będę na miejscu za trzy minuty.

Zamknęła telefon, a Bosch ponownie włączył syrenę.

– POWIEDZIAŁEM, ŻE ZA CZTERY MINUTY! – wrzasnął.

– POSTARAJ SIĘ! – odkrzyknęła Walling.

Znów wcisnął pedał gazu, mimo że nie musiał. Był pewien, że pierwsi dotrą do szpitala. Minęli już Silver Lake i zbliżali się do Hollywood. Ale ilekroć miał okazję legalnie rozpędzić wóz do stu pięćdziesięciu na Hollywood Freeway, zawsze z niej korzystał. Niewiele osób w mieście mogło się pochwalić, że dokonało tego w biały dzień.

– KIM JEST OFIARA? – krzyknęła Rachel.

– NIE MAM POJĘCIA!

Przez długą chwilę nie odzywali się do siebie. Bosch skoncentrował się na prowadzeniu samochodu. I na szczegółach sprawy. Mnóstwo rzeczy nie dawało mu spokoju. Musiał się podzielić z Rachel gnębiącymi go pytaniami.