Выбрать главу

– Dlaczego? – zapytał Antoni, na chwilę nieruchomiejąc.

– Wiesz, skąd się wzięli nawi? – zapytał nieco rozbawiony Pierwszy.

Żniwiarz pokręcił głową.

– Zaraz ci wszystko wytłumaczę. Lecz najpierw musisz to wypić. – Odkorkował butelkę. – Trzymajcie go – rozkazał swoim pomocnikom.

Silne ręce pochwyciły ramiona Antoniego w żelaznym uścisku. Ktoś złapał go za głowę i siłą rozchylił mu usta, po czym Pierwszy wlał do gardła Antoniego mętną ciecz.

Kilka chwil później Antoni leżał bez sił na ziemi, skulony niczym dziecko i jak przez mgłę słyszał dziwne wywody Pierwszego. Czuł się coraz słabszy, miał wręcz wrażenie, jakby dusza miała zaraz opuścić jego ciało. Powoli tracił kontrolę nad własnymi kończynami, a słuch i wzrok zaczynały go zawodzić. Potem usłyszał coś, co zapewne było egzorcyzmem, ale nie był już w stanie rozróżnić pojedynczych słów.

W końcu – po wydającej się trwać wieki udręce – Pierwszy przykląkł przy nim na ziemi. W ręku trzymał nóż. W jego ostrzu odbijały się płomienie poustawianych wokół świec.

– To już koniec twojej podróży – szepnął najstarszy ze żniwiarzy.

Jak mogłem tak łatwo dać się nabrać? – pomyślał Antoni, zanim skonał.

 

Minęły ponad dwa tygodnie, odkąd Feliks wrócił do domu. Już ponad miesiąc przebywał w nowym ciele. Wciąż nie czuł się w nim najlepiej i tęsknił za poprzednim – wysportowanym, silnym i zwinnym. Wtedy wszyscy traktowali go poważnie. Teraz był tylko chudym, niezdarnym i niezwykle złośliwym dziewiętnastolatkiem. Choć uważał, że i tak zrobił już postępy w pracy nad sobą, czekało go jeszcze sporo wysiłku.

Rozmasował dłonie, obolałe od prób podciągania się na drążku i poszedł do łazienki.

– Mam już choć trochę mięśni – ocenił, przeglądając się w lustrze.

Wyszedł właśnie spod prysznica, kiedy usłyszał pukanie do drzwi.

– Kogo diabli nadali? – zastanowił się.

Magda od samego rana pomagała rodzicom w przygotowaniach do grilla, a Feliks miał się tam pojawić dopiero za jakiś czas.

Ubrał spodnie, narzucił na siebie koszulkę i otworzył drzwi.

– Cześć. – Na progu stał młody chłopak.

– O co chodzi? – zapytał Feliks. Skądś kojarzył swojego gościa, ale nie potrafił sobie przypomnieć skąd.

– Jestem Aleks. Jest Magda? – Nastolatek trzymając obie ręce w kieszeniach, nerwowo przestępował z nogi na nogę. – Bo miała dać mi jakieś zioła…

Feliks skinął głową. Dopiero teraz zaskoczył, kim jest chłopak.

– Wchodź – rzucił i przeszedł do kuchni.

Aleks, nieco onieśmielony, podreptał za nim.

– Co ci miała dać?

– Nie wiem, coś co odstrasza tych… na…

– Nawich – dokończył za niego, sięgając do szafki, gdzie w słoikach trzymał suszone zioła. – Tu masz rutę, najlepsza na upiory – powiedział i przesypał ją do plastikowego woreczka. – Tu bagno, na spaleńca, leszczyna na… – Podniósł wzrok na chłopaka, który wielkimi oczyma wpatrywał się w słoiki. – Wiesz co, wymieszam ci to wszystko razem. Tym sposobem nie będziesz musiał się zastanawiać, czego użyć.

– Dziękuję. – Chłopak odetchnął z ulgą. – Czy to prawda, że jesteś nieśmiertelny? – wypalił po chwili.

Feliks uśmiechnął się pod nosem i zerknął na zegarek. Niedługo powinien już wychodzić, bo obiecał Jakubowi, że pomoże mu układać stoły, ale przeżyją, jak się trochę spóźni. W końcu nie był już poważnym, statecznym czterdziestolatkiem.

– Chcesz się czegoś napić? – zapytał, sięgając do lodówki. – Piwo?

Aleks pokręcił głową.

– I słusznie.

Feliks zazwyczaj nie pił alkoholu. Nie znosił, gdy miał przez niego przytępione zmysły i nie panował w pełni nad własnym ciałem. Poza tym nigdy nie wiedział, kiedy przyjdzie mu stawić czoło kolejnemu nawiemu, więc musiał być trzeźwy przez całą dobę. Teraz jednak czekał go grill w towarzystwie całej rodziny. Niemałym wyzwaniem będzie dla niego znieść przytyki bliskich na temat swojego nowego wyglądu, a przede wszystkim powstrzymać się od wszelkich złośliwości. Jedno piwo powinno mu w tym pomóc.

– To co chcesz wiedzieć? – zapytał, siadając przy stole.

Gdy Aleks rozluźnił się w towarzystwie żniwiarza, zaczął zadawać kolejne pytania. Był ciekaw, jak to jest być żniwiarzem, jak skutecznie bronić się przed nawimi, jak żyło się sto lat temu.

– Kto był pierwszym żniwiarzem? – zapytał w pewnej chwili.

Feliks odstawił na stół pustą butelkę.

– Nie wiem, nikt go już nie pamięta – odparł. – A ci, którzy może go znali, już od dawna nie żyją.

– Ale przecież jesteście na swój sposób nieśmiertelni.

– Na każdego żniwiarza przychodzi kiedyś czas. Pewnego dnia, gdy umrę, już nie powrócę.

– To straszne.

– Ty też nie powrócisz, gdy umrzesz.

– No tak, ale to coś zupełnie innego. Ile lat ma najstarszy żniwiarz?

– Najstarszy, którego znam, to Antoni. Ma ponad trzysta lat. To on nauczył mnie niemal wszystkiego, co wiem o nawich.

Dawno się z nim już nie kontaktowałem – pomyślał Feliks. Będę musiał wkrótce się do niego odezwać.

¢

Pierwszy wiosenny grill zawsze był dużym wydarzeniem w rodzinie Magdy. Niemal jak święta – trzeba przygotować furę jedzenia, zjeżdżała się rodzina z okolicy, robiło się głośno, a po wszystkim pozostawało sprzątania na cały następny dzień.

Magda już od samego rana pomagała mamie w kuchni. Wkurzyło ją to, że Feliks wykręcił się od pracy, mówiąc, że jak co rano musi potrenować, a potem i tak przyszedł bardzo spóźniony. Dziewczynę pocieszyło tylko to, że mama nieźle go opieprzyła, zanim poszedł do ogrodu ustawiać stoły.

– Ten twój kolega… – Emilia odchrząknęła. – Przyjdzie?

– Pewnie tak. – Magda wzruszyła ramionami, krojąc warzywa na sałatkę.

Mama wydawała się zawiedziona taką odpowiedzią, ale nic więcej nie mówiła.

Koło południa Magdzie udało się wyrwać z kuchni pod pretekstem poszukania kilku rzeczy w jej starym pokoju. Była zmęczona, bo poprzedniej nocy niewiele spała. W głowie wciąż kotłowały jej się najróżniejsze myśli – usiłowała zrozumieć, co tak naprawdę się działo. Wiedziała, że Feliks się martwił, co kiepsko ukrywał. Coś było nie tak, nawet ona to wyczuwała, a wszystko zaczęło się… no właśnie, kiedy? W chwili śmierci Nadii? Choć nie, od tamtego wieczoru dopiero zaczęli zdawać sobie z tego sprawę. Już wcześniej nawi stali się jakby bardziej aktywni, tak samo jak cieniści, których Magda spotykała niemal na każdym kroku.

Usiadła przy swoim starym biurku, z szuflady wyjęła kartkę papieru i zaczęła spisywać wszystkie ataki w ciągu ostatniego roku.

– Musi tu być jakiś wzór – jęknęła pół godziny później, wpatrując się w pokreśloną kartkę.

Wstała z krzesła i zaczęła krążyć po pokoju, żeby po chwili rzucić się na łóżko, wciąż nie odrywając wzroku od papieru. Jednak zmęczenie szybko dało o sobie znać i sama nie wiedziała, kiedy usnęła.

¢

– Magda!!! Co ty tu robisz?!

– Co? Ja? – Dziewczyna otworzyła oczy i uniosła się na łokciach.

– Goście zaraz będą, a ty sobie drzemki ucinasz?! Jazda na dół nakrywać stoły!

Magda zwlekła się z łóżka i z pokorną miną ruszyła do drzwi.

– A potem ubierz się w coś ładnego – dodała nieco łagodniejszym tonem mama. – Koniecznie też się uczesz, bo masz siano na głowie. I umaluj, skoro ma przyjść do nas twój chłopak.

Ostatnie chwile przed przyjściem gości były jak zwykle nerwowe. Magda zazdrościła ojcu i Feliksowi, którzy ukryli się przed gniewem mamy w ogrodzie, udając, że grillują mięso.

– Wszystko gotowe? – Emilia przyniosła do ogrodu kolejną porcję karkówki.

– Jak najbardziej – odparł Jakub.

– Co ty masz na twarzy? – Feliks spojrzał na Magdę. – Po kiego grzyba nałożyłaś tyle tapety?

Dziewczyna zarumieniła się.