Выбрать главу

– Jestem przeczulona – stwierdziła, wypuszczając z płuc powietrze.

Jednak niepokój pozostał. Nie powinna była sama wychodzić z domu o tej porze.

Wyjęła z plecaka gałązkę szakłaku i ruszyła dalej, nie przejmując się tym, że wygląda z nim nieco śmiesznie. Uważnie przyjrzała się starszej parze wyprowadzającej psa na smyczy, ale nic nie wskazywało na to, że nie byli ludźmi. Koło parku minęła roześmianą grupę nastolatków, ale i oni nie wykazali żadnego zainteresowania Magdą.

W pewnej chwili kątem oka ujrzała cień, który sunął po drugiej stronie ulicy równo z nią. O dziwo widok cienistego, zamiast wytrącić ją z równowagi, dodał jej otuchy. Gdyby chcieli zrobić jej krzywdę, zabraliby się za to już dawno temu.

Po czasie, jaki wydawał jej się wiecznością, dotarła do domu rodziny Mateusza. Budynek był pogrążony w ciemności, za to z okna umieszczonego w dachu garażu wylewała się ciepła, żółta poświata. Na ten widok odetchnęła z ulgą. Nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby Mateusz spał albo nie było go w mieszkaniu.

Garaż był otwarty, więc weszła do środka i w ciemnościach odnalazła schody na górę. Po omacku, trzymając dłoń przy ścianie, wspięła się na górę i zapukała do drzwi. W środku rozległ się hałas i wiązanka przekleństw poprzedzająca huk przewracanego krzesła.

– Magda? – W drzwiach stanął Mateusz w bezrękawniku i dżinsach. – Co ty tu robisz?

– Cześć. – Uśmiechnęła się słabo, mrużąc oczy przed światłem wylewającym się z pokoju.

– Wchodź do środka. – Przesunął się, robiąc przejście. – Coś się stało? Dlaczego nie zadzwoniłaś?

– Wybacz – powiedziała i zrobiła przepraszającą minę. Zerknęła na zegarek, zbliżała się północ. – Jakoś nie pomyślałam…

– Nic się nie stało, siadaj. – Zrzucił z kanapy jakieś śmieci. – Chcesz coś do picia? Pogoda jest okropna. Od kilku godzin wietrzę pokój, a i tak jest duszno.

– Mnie to mówisz? Ja w tej duchocie przeszłam całe miasto.

Mateusz, który sięgał do małej lodówki, wyprostował się nagle i przeszył ją spojrzeniem.

– Dlaczego?

Magda spuściła wzrok i zaczęła skubać nitkę wystającą z bluzki.

– Feliks wyrzucił mnie z domu – powiedziała cicho.

– Słucham?!

– Feliks wyrzucił mnie z domu – powtórzyła, tym razem głośno.

– Ale jak to?

– Kazał mi się wyprowadzić.

– Tak nagle? Dlaczego? A to drań! – krzyknął i uderzył dłonią w wierzch lodówki. – Niech no ja go dorwę! I powiem, co o nim myślę!

– To znaczy dał mi tydzień, ale… pokłóciliśmy się i tak się wściekłam, że nie mogłam już na niego patrzeć. Po prostu się spakowałam i wyszłam.

Mateusz otworzył lodówkę, lecz zamiast soku, wyjął z niej dwie butelki piwa. Jedną podał Magdzie.

– Opowiedz mi o wszystkim – poprosił, siadając naprzeciwko.

Magda wypiła łyk piwa, a potem zaczęła skubać naklejkę na butelce.

– Wszystko zaczęło się od tego bezkosta w Sianowie – zaczęła.

Opowieść zajęła jej nie więcej niż kwadrans. Na wzmiankę o podejrzanym mężczyźnie, który śledził Feliksa, a potem zaatakował Magdę, Mateusz wzburzył się nawet bardziej, niż Magda mogłaby przypuszczać. A gdy usłyszał o tym, jak jego ciało zamieniło się w kawał mięsa, z którego uciekł mały, obrzydliwy stwór, z hukiem odstawił butelkę na stół i zaczął krążyć po pokoju.

– I co stało się potem?

– Zakopaliśmy mięso i wróciliśmy do domu. – Wzruszyła ramionami. – Przez cały dzień Feliksa nie było w domu, a gdy wrócił, powiedział, że muszę się wyprowadzić, że stało się zbyt niebezpiecznie i nie chce, żebym miała cokolwiek wspólnego z jego pracą.

W pokoju zapadła cisza przerywana trzepotem skrzydeł ciem krążących wokół żarówki zwisającej z sufitu. Nagle światło przygasło na kilka sekund, gdy lodówka włączyła się z głośnym buczeniem.

– Nie dasz rady go przekonać, żebyś mogła wrócić?

Magda pokręciła głową.

– Nie wydaje mi się.

– Szlag! – Mateusz uderzył pięścią w otwartą dłoń. – I co teraz zrobisz?

– Nie wiem. Naprawdę nie wiem – westchnęła, a potem upiła kolejny łyk piwa.

Mateusz ponownie usiadł na odwróconym wiadrze i pochylił się lekko w jej stronę.

– Jest już późno, za późno, żebyś dziś gdziekolwiek szła, więc jak chcesz… możesz przenocować u mnie – powiedział. – Odstąpię ci kanapę, a sam prześpię się na podłodze…

Magda uśmiechnęła się lekko.

– Dziękuję ci. Nie wiem, co bym dzisiaj ze sobą zrobiła, gdyby nie ty. Jutro pójdę po resztę swoich rzeczy do Feliksa, a potem wrócę do rodziców. Super – mruknęła ze złością.

– Nie narzekaj, ja mieszkam w garażu wujka.

Spojrzeli na siebie i roześmiali się.

Stary zegar wiszący na ścianie wybił północ.

– A wiesz, co będzie za okrągłą dobę? – zagadnął Mateusz, siadając na kanapie obok niej.

– Co?

– Przesilenie letnie.

Magda zrobiła wielkie oczy.

– Naprawdę? To… to świetnie. – Nagle posmutniała.

– Co się stało?

– Jutro… to znaczy dzisiaj mam urodziny.

– Och, no tak. Wszystkiego najlepszego – powiedział, a potem pocałował ją w policzek.

– Mam nadzieję, że nie masz żadnych planów na jutro. – Uśmiechnął się.

– Nie mam. Już nie. – Pokręciła głową.

– Co to znaczy: „już nie”?

– W moje urodziny zawsze chodzimy z Feliksem do lasu po krew świętego Jana – powiedziała ze smutkiem w głosie.

– Cóż, byłaby to dość niezwykła randka, ale jeśli moje towarzystwo ci wystarczy, to z wielką chęcią pójdę z tobą.

Magda skinęła głową, po czym oparła ją o jego ramię.

– Dziękuję.

– Zawsze myślałem, że Noc Świętojańska i Noc Kupały to coś zupełnie innego. – Mateusz zmarszczył brwi.

– Bo tak jest. – Uśmiechnęła się.

– To jak to w końcu jest z tą krwią świętego Jana?

– Od wieków ludzie świętowali w noc przesilenia letniego. Gdy nadeszło chrześcijaństwo, księża próbowali wybić im to z głów, ale zdaje się, że ta data była zbyt głęboko zakorzeniona w sercach i świadomości ludu. Jeżeli nie można czegoś się pozbyć, najlepiej nadać mu nową nazwę i znaczenie. A żeby nie podpadło, przesunęli święto o dwa dni. Teoretycznie powinno się zbierać krew świętego Jana w Noc Świętojańską, ale tak naprawdę można to robić zarówno w jedną, jak i drugą noc.

Mateusz ze zrozumieniem pokiwał głową i spojrzał na Magdę.

– Wyglądasz na przemęczoną. Chyba pora kłaść się spać – zadecydował.

Pościelił jej łóżko, a dla siebie rozłożył koc na ziemi.

– Nie chcę, żebyś przeze mnie spał na twardym betonie – zaprotestowała. – Twoje łóżko jest szerokie, zmieścimy się na nim we dwoje.

– Jesteś pewna? – Spojrzał jej głęboko w oczy.

– Tak. – Skinęła głową. – Jestem.

Nigdy jeszcze nie była tak pewna czegoś, jak tego, że chce być z nim tu i teraz.

Położyła dłoń na jego karku i wspięła się na palce, żeby go pocałować. Delikatnie rozchyliła usta, a w jej oczach błysnęły iskierki.

W gruncie rzeczy nawet dobrze się stało, że Feliks wyrzucił ją z domu.

 

Magdę obudziły promienie słońca wpadające do pokoju przez okno w dachu.

Potrzebowała chwili, żeby zorientować się, gdzie jest. A gdy do jej umysłu napłynęły wspomnienia poprzedniej nocy, zarumieniła się.

Odwróciła się na bok i spojrzała na leżącego obok Mateusza.

– Śpisz? – zapytała.

– Uhm – mruknął, nie otwierając oczu.

Magda uśmiechnęła się do siebie. Była tymczasowo bezdomna, pokłóciła się z wujkiem i nie miała pojęcia, co robić dalej, a mimo to czuła, że to najlepszy urodzinowy poranek, jaki kiedykolwiek przeżyła.

Odruchowo zerknęła na telefon.

– O cholera!

– Co się stało? – Mateusz spojrzał na nią z niepokojem.