Выбрать главу

– Nie podchodź! – krzyknął, kiedy tylko ją zobaczył.

– Czyś ty zwariował?! – wybuchła. – Co ty tam robisz?!

– Chciałem zobaczyć widok z okna. Nie pamiętam, którędy tu przyszedłem, ale teraz zdaje się, że każda ścieżka, którą wybiorę, trzeszczy i chce się pode mną zapaść. Tam – powiedział i wskazał palcem na punkt na podłodze – noga wpadła mi w dziurę do połowy uda.

– Zgłupiałeś! – oświadczyła Magda.

– Może przez okno? – Mateusz wyjrzał na zewnątrz i zbladł. – Trochę wysoko.

– Co ty nie powiesz? – zapytała ironicznie. – Nie ruszaj się, spróbuję znaleźć jakieś bezpieczne przejście.

– Nie! Bo się zawali pod tobą!

– Jestem lżejsza, dam radę.

Zrobiła krok w jego stronę, ostrożnie badając stopą podłogę przed sobą.

– Po co tu w ogóle przyszedłeś? – zapytała Mateusza, żeby odciągnąć jego myśli od grożącego im niebezpieczeństwa.

– Chciałem pomyśleć nad… nad twoimi urodzinami.

Podniosła wzrok i spojrzała prosto na niego, przez co zrobił nieco speszoną minę.

– Umówiliśmy się na wyprawę do lasu, ale chciałem dać ci coś jeszcze, coś o czym pamiętałabyś do końca życia.

– No i ci się udało – mruknęła z przekąsem, posuwając się do przodu w ślimaczym tempie.

– To może powiedz, co dziś odkryłaś i o co chodzi z Feliksem?

Zaczęła opowiadać o wszystkim, co zdarzyło się od ich ostatniej rozmowy, wciąż posuwając się naprzód.

– Myślę, że Nadii chodziło o pole garncarza – zakończyła. – Ale nie wiem które. Jakieś konkretne? No i Feliks nie odbiera telefonu, zaczęłam się martwić. Co jeśli ktoś naprawdę potrafi zabić żniwiarza? Potrzebuję twojej pomocy…

¢

Feliks ocknął się, czując mdłości i zawroty głowy. Otworzył oczy, a świat wokół zawirował nieprzyjemnie.

– Gdzie jestem? – zapytał spuchniętymi ustami, nie potrafiąc skupić wzroku na niczym konkretnym.

Feliks siedział na krześle związany niczym baleron. Spróbował się poruszyć, ale więzy krępujące mu ręce zatrzeszczały, boleśnie wbijając się w skórę. Podobnie było z kostkami przywiązanymi do nóg krzesła.

– W mojej piwnicy. – Usłyszał nieco rozbawiony głos.

Podniósł głowę i zobaczył Blanka siedzącego na drabinie pośrodku pomieszczenia. Tuż obok niego stała na ziemi lampa rozświetlająca mrok kamiennej piwnicy.

– Ach, to ty – mruknął.

– Wybacz mą nieuprzejmość, ale nie mogłem pozwolić ci odejść tak szybko. Teraz, kiedy w końcu odkryłeś naszą kryjówkę, przyszła kolej na ciebie.

Feliks szarpnął się w więzach

– Radzę ci przyzwyczaić się do tej piwnicy, albowiem spędzisz w niej jeszcze trochę czasu. Mamy dziś pełnię, a do nowiu zostało jeszcze mnóstwo czasu.

– Co stanie się podczas nowiu? – zapytał Feliks, majstrując palcami przy węzłach.

Niech stary żniwiarz gada, a on spróbuje się uwolnić.

– Nie mogę ci tego zdradzić. – Blank wyprostował się i podniósł lampę. – Może Pierwszy będzie na tyle łaskawy, żeby ci powiedzieć.

– Jaki Pierwszy, do diabła? – warknął, odkrywając z żalem, że uwolnienie się nie będzie takie proste.

– Pierwszy z nas wszystkich. Nigdy cię nie zastanawiało, kto był pierwszy? I czy jest lepszy od nas?

Feliks wpatrywał się bez ruchu w Blanka, usiłując pojąć sens jego słów.

– A tymczasem trzymaj się. – Starzec postawił stopę na pierwszym stopniu drabiny prowadzącej na górę. – Mam nadzieję, że zdążyłeś się pożegnać z Magdą? Bo zdaje się nam, że ona również wie o nas zbyt wiele.

– Nie – szepnął Feliks. – Nie! Nie możesz! Nie możecie! Nawet nie próbuj jej tknąć! Zabiję cię! Zarżnę jak świnię! Ona nic nie wie! To tylko zwykły człowiek!

Lecz Blank uśmiechnął się lekko i pogwizdując cicho, wspiął się po drabinie z zaskakującą jak na jego wiek zwinnością.

Feliks patrzył, jak wciąga drabinę do góry i opuszcza klapę w podłodze. Potem zapadła ciemność.

– Nie pozwolę! – sapnął, szarpiąc się w więzach. – Nie pozwolę wam jej tknąć! Nieważne czy żniwiarze, czy potępieńcy. Pozarzynam was wszystkich!

Poczuł, jak po rękach zaczyna ściekać mu ciepła krew, ale nie dbał o to. Musiał się uwolnić. Musiał, bo inaczej te dranie zrobią krzywdę Magdzie.

– Trzymaj się, mała – szepnął.

 

– Trzymaj się – sapnęła Magda. – Jeszcze kawałek. Stała mniej więcej na środku pokoju z wyciągniętą ręką. Mateusz powoli przesuwał się w jej kierunku.

– Jeszcze kawałeczek, obiecuję – zachęcała.

Nagle usłyszeli dzwonek telefonu.

– To twój? – zapytał Mateusz.

Magda poklepała się po kieszeniach i pokręciła głową.

– Niech to… – mruknął chłopak, wyjmując telefon z kieszeni.

– W takiej chwili? Poważnie? – burknęła, ale Mateusz ją zignorował.

– Tak? – Przyłożył słuchawkę do ucha i przez chwilę słuchał. – Dobrze. Na pewno? Tak.

Po chwili rozłączył się, schował telefon do kieszeni i wyprostował się, rozluźniając wszystkie mięśnie.

– Co ty robisz? – zdziwiła się Magda.

– Cóż, skarbie, na ciebie czas.

– Że co?

– To koniec, droga Madziu. Za dużo wiesz, a jeszcze więcej się domyślasz. Jesteś znacznie bystrzejsza od tego twojego głupawego Feliksa.

Magda w ogóle nie rozumiała, o czym mówił Mateusz, ale wcale jej się to nie podobało. Nie podobała jej się również zmiana, jaka zaszła w jego postawie oraz głosie. Mówił zupełnie inaczej niż zazwyczaj, jakby z większą pewnością siebie, z odrobiną kpiny. I stał na środku pokoju, zaledwie dwa metry od niej, zupełnie rozluźniony, jakby wcale nie groził im upadek dwa piętra niżej. A do tego jeszcze gwizdnął przeciągle.

– Mateusz, co się dzieje? – zapytała.

– Pomyśl. Jesteś taka mądra, taka oczytana i sprytna! Zatem wysil swoje szare komórki i ty mi powiedz, co się dzieje.

Magda spojrzała na własne stopy, a potem na stopy Mateusza i powiodła wzrokiem nieco wyżej, zatrzymując się na łydkach.

– Gdzie masz ślad po dzikim myśliwym? – zapytała.

– No widzisz? Już zaczynasz myśleć z sensem – ucieszył się. – Przecież od samego początku mówiłem ci, że wszystko goi się na mnie jak na psie.

Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała prosto w oczy chłopaka. Były ciemne, ciemniejsze niż zazwyczaj, niemal czarne. Nie kryła się w nich pustka taka jak u Feliksa, ale coś było nie tak. Teraz z pewnością to widziała.

– Twoje oczy… – zaczęła.

– Tak?

– One nie są…

– Tak? – zachęcał ją do odpowiedzi niczym nauczyciel ucznia.

– Nie możesz być żniwiarzem! – oświadczyła. – Zauważyłabym to. Feliks by zauważył!

– Bo, moja droga, ja nie jestem zwykłym żniwiarzem. Ja jestem Pierwszy.

– Słucham?

– Jestem pierwszym żniwiarzem, jaki chodził po tym świecie.

– Nie, to niemożliwe – szepnęła Magda, przykładając dłonie do skroni.

Mateusz uniósł lekko kącik ust i spojrzał na coś poza nią.

Dziewczyna natychmiast odwróciła głowę i ujrzała stojącego w drzwiach wielkiego, burego wilczura.

– Co on tu robi? – zapytała oskarżycielsko.

Pies zawarczał cicho, postępując krok w jej stronę.

– On? Pilnuje cię. Na moje polecenie. Już od pół roku pilnował, żeby nie stała ci się żadna krzywda.

Magda usiłowała przypomnieć sobie, kiedy po raz pierwszy widziała wilczura, ale nie potrafiła.

– A ty jeszcze karmiłaś go ciastem! – zaśmiał się Mateusz.

– Dość tego! – wybuchła nagle Magda.

Obróciła się i zrobiła krok w stronę drzwi, ale pies zawarczał głośno, odsłaniając wszystkie zęby. W jego oczach pojawił się ostrzegawczy błysk.