Выбрать главу

– Uważaj – ostrzegł Mateusz. – Jeszcze krok w stronę wyjścia, a rozszarpie ci gardło.

Magda odsunęła się nieznacznie od psa i przeniosła wzrok na Mateusza.

– Ale… ale dlaczego? – zapytała.

Mateusz uśmiechnął się kpiąco. Myślała, że go zna, że go rozgryzła, a nie mogła być dalej od prawdy. Oszukał ją. Przecież zakochała się w nim! Nie, to niemożliwe. To jakiś głupi sen, nieporozumienie.

Tak bardzo chciała się teraz obudzić się we własnym łóżku i przekonać, że to tylko koszmar. A jednak wciąż tu stała, pomiędzy groźnym psem, a człowiekiem twierdzącym, że jest pierwszym żniwiarzem.

– Powiedz, że to tylko głupi kawał – poprosiła słabo.

Ale Mateusz pokręcił głową i wtedy ogarnęła ją wściekłość. Jak mogła się tego nie domyślić?! Przecież co i rusz zachowywał się dziwnie, a nawet podejrzanie. A ona zrzucała to na karb jego trudnej przeszłości!

– Masz wspaniałą mimikę – oznajmił Mateusz. – Widzę teraz wszystkie emocje i uczucia, jakie tobą targają. Niedowierzanie, żal, zaprzeczenie. Zaraz powinna być depresja. Ale proszę, przejdźmy już do pogodzenia się z faktem. Jestem pierwszym żniwiarzem i tak, wykorzystywałem ciebie i twojego wujka, żeby zdobyć potrzebne mi informacje. Na przykład dzięki tobie wiedziałem, gdzie Feliks trzyma numery do innych żniwiarzy. Zadzwoniłem do Antoniego, sprowadziłem tutaj i pozbyłem się go. Tak, zabijałem żniwiarzy tuż pod waszym nosem, a wy o niczym nie wiedzieliście.

Wybuchnął śmiechem, a po policzku Magdy spłynęła łza. To wszystko było zbyt nierealne. Miała wrażenie, jakby jej serce pękło na pół. Ledwie stała na chwiejnych nogach, ogarnęła ją rezygnacja.

– Och, moja droga, nie bądź dla siebie aż tak surowa! Jestem dobrym kłamcą, a jeszcze lepszym aktorem. Nikt się nie zorientował. Ani wujek tego chłopaka… to znaczy mój wujek. Ani ciocia, ani mały Aleks. Nawet Feliks, „wielki” żniwiarz, nie wiedział. Owszem, nie polubił mnie, ale sam nawet nie wiedział dlaczego! Jedynie twoja ciotka coś podejrzewała. Stara, mądra kobieta, powiem ci. Tylko na chwilę opuściłem przy niej gardę.

– Ciocia Jadzia? – zapytała drżącym głosem.

– Szkoda jej.

– Nie, nie zrobiłeś tego. – Magda zacisnęła pięści. Żal przemienił się we wściekłość. Najchętniej rzuciłaby się na niego, zdarła z jego twarzy ten szyderczy uśmiech.

– Nie ja, mam od tego potępieńców – odparł, odwracając się od niej.

Lekkim krokiem podszedł do okna i usiadł na parapecie, jakby prowadził luźną konwersację z kolegami.

– Tak myślałem, że pewnego dnia wpadniesz na to, kim oni są.

– Ten facet w Sianowie? – zapytała.

Mateusz skinął głową.

– Śledził Feliksa, miał też zdobyć trochę krwi bezkosta. A potem ten idiota dał się złapać!

Magda nieznacznie odsunęła się od niego, ale gdy tylko zrobiła krok w stronę wyjścia, wilczur znów zaczął warczeć. Gdyby zabrała ze sobą jakąkolwiek broń, może miałaby jakieś szanse z wielkim psem. Spojrzała w gorejące ślepia i niemal poczuła ostre zęby zaciskające się na jej gardle. Jak ten pies mógł kiedykolwiek wywołać w niej współczucie na tyle, żeby go dokarmiać?

– Kim oni są? Ci potępieńcy? – zapytała, próbując grać na zwłokę.

– Nazywają siebie nijami, to akurat dobrze zgadłaś. Są małymi, paskudnymi stworami, hienami cmentarnymi żywiącymi się mięsem – odparł Mateusz, wzruszając ramionami. – A ja potrafię dać im ciało i dlatego są mi posłuszne.

– A ten, który zaatakował mnie tutaj wcześniej?

– Potępieńcy żyją bardzo krótko. Mięso z którego budują własne ciała w końcu zaczyna się rozkładać, czasem trochę im odbija… Tamten atak nie był planowany. Na szczęście ten tu cię pilnował – powiedział i wskazał brodą na wilczura.

Magda gorączkowo myślała, jak jeszcze może go zagadać. Wydawał się chętny do rozmowy, a jeśli wystarczająco długo ją przeciągnie, może Feliks przybędzie jej na ratunek albo sama wpadnie na jakiś błyskotliwy pomysł.

Co teraz?! Co robić?! – zastanawiała się gorączkowo Magda, czując w gardle dławiącą gulę strachu.

Nagle zdała sobie sprawę, że wciąż trzyma w dłoni butelkę z szarą cieczą. Bez większego zastanowienia, wiedziona instynktem, cisnęła nią w górę. Butelka roztrzaskała się na suficie, a odłamki szkła zmieszane z cuchnącą miksturą spadły na głowę i ramiona Pierwszego.

– To ty nasyłałeś na mnie cienistych? – zapytała.

Twarz Mateusza nawet nie drgnęła, ale w jego oczach zalśniło niezrozumienie.

– Jakich cienistych?

Prześladowali ją od miesiąca, tyle samo czasu, ile znała jego, wydawało się oczywiste, że to jego sprawka. Ale Mateusz nie miał najwyraźniej zielonego pojęcia, o czym mówiła Magda.

– Cienistych – powtórzyła. – Istoty zbudowane z cienia…

– Ach, oni. Oni się mnie boją, nie mają odwagi do mnie podejść – powiedział nieco butnie.

Skoro nie ty, to kto? – zastanowiła się, ale na głos zapytała:

– Dlaczego mi to wszystko mówisz?

– Cóż, w całym tym przedstawieniu grałaś jedną z głównych ról! Nieuprzejmością byłoby ci o tym nie powiedzieć. A poza tym… Chyba jestem też trochę próżny. Ale powiem ci, że przez te kilka tygodni naszej znajomości znakomicie się bawiłem, choć czasem naprawdę trudno było grać takiego głupka.

– I to niczego nie zmienia? – zapytała Magda z nadzieją w głosie. – Nic do mnie nie czujesz?

– Oczywiście, że mam do ciebie słabość – przyznał. – Ale nie na tyle, żeby cię oszczędzić. Daj spokój.

Nogi pod Magdą ugięły się lekko. To wszystko było niczym sen, okropny koszmar. Tak bardzo chciała się z niego obudzić. Lecz nagle ogarnęła ją niespodziewana wesołość. Uśmiechnęła się pod nosem, powstrzymując chichot.

– Co cię tak rozweseliło?

– Zdałam sobie właśnie sprawę z komiczności tej sytuacji – odparła. – Wczoraj w życiu bym w coś takiego nie uwierzyła. Mój chłopak pierwszym żniwiarzem? Który na dodatek chce mnie zabić? Daj spokój.

Mateusz uniósł brwi w zdziwieniu i przez chwilę znów wyglądał jak zwykły, trochę zagubiony chłopak.

– Interesująca reakcja na stres – ocenił.

Magda wzruszyła ramionami i zerknęła w bok, gdzie w podłodze ziała olbrzymia, poszarpana dziura. Ciekawe, czy gdyby zeskoczyła piętro niżej, przeżyłaby? Musi grać na czas, musi coś wymyślić, bo inaczej zginie.

– Jeśli się zastanawiasz, gdzie jest Feliks, to nie zaprzątaj sobie nim głowy – powiedział Mateusz, wciąż siedząc na parapecie. – Moi ludzie dziś go złapali i choć musimy czekać do pustej nocy, w końcu go zabijemy.

– Do pustej nocy? – zapytała Magda. Cała ta sytuacja była zbyt nierealna, żeby próbować ją zrozumieć.

– Gdy księżyc umiera dla naszego świata i przez trzy noce świeci zmarłym w ich świecie…

– Wiem, co to nów.

– A więc wiesz też, że wtedy nawi są mniej aktywni. Lecz nie wiesz, że tylko wtedy można zabić żniwiarza i sprawić, że jego dusza już nigdy nie powróci.

– To niemożliwe – szepnęła Magda z niedowierzaniem. Nagle poczuła się słaba i bezsilna.

– Tak się wam tylko zdawało. Nadia potwierdziłaby moje słowa.

– Zabiliście ją?

Mateusz skinął głową.

– Trochę było z nią problemów. Kiedy zapukała do drzwi Feliksa, myślałem, że będę musiał was zabić. Ale na mój widok najwyraźniej dostała zawału. To dopiero była zabawa! – dodał z uśmiechem.

– Jesteś nienormalny – burknęła Magda. – Co się stało z dzikim myśliwym?

– Bezczelnie na mnie napadł i nie mogłem puścić mu tego płazem. Ale też nie mogłem go unicestwić przy tobie – odparł. – Dlatego pozwoliłem mu ponieść mnie głęboko w las i dopiero tam go zabiłem. Nieźle go rozsadziło.

– Ta czarna maź, to były jego… resztki?

– A więc widziałaś to?

Magda skinęła głową, jej mózg pracował na najwyższych obrotach.

– Jak zabić żniwiarza?

Może był Pierwszym, ale również żniwiarzem.

Mateusz wyjął z kieszeni szklaną buteleczkę i rzucił jej. Magda złapała ją i uważnie jej się przyjrzała. W środku zachlupotał szarawy płyn.